Paweł Zarzeczny: Mecz Legia - Real w zaduszki, tym lepiej...

„Jesteśmy niechcianym klubem w Europie” - rzekł ktoś z Legii, i mnie to się nawet podoba. Otóż Europa niechciana jest również w Europie (w takiej Rosji, albo Brytanii).

A co do klubów… Hm, powodzenie tych angielskich zaczęło się od wykluczenia ich zespołów na pięć lat z pucharów. I świat się nie zawalił, ludzie nie przestali kibicować, a gdyby ktoś powtarzał, że teraz jest tam grzeczniej… Grzech niewiedzy. Jest ostrzej niż w Polsce, a płonący Londyn widać było z samolotów. Ha, Chelsea wystąpiła o przywrócenie miejsc stojących (UEFA za to karze), bo kibicowanie na siedząco jest nudne. Dobra, UEFA karze, a polski obywatel nie kojarzy nawet, że to działacze UEFA skazani zostali za pospolite złodziejstwo (Platini z synem, sprawa Kataru etc.). I tyle. Jako były żołnierz Legii byłem z nią na dobre i będę na złe. A na mecz z Realem, ten zamknięty, i tak pójdę. A że wypada w zaduszki – tym lepiej, będzie chwila na zadumę…

Zazdroszczę wszelako, że Legia najpierw zagra z publiką, i też z Realem, ale w Madrycie. Bywałem tam, i sądzę, że zamiast wybiegać na trawnik, no bo i tak się przegra, lepiej kupić całej ekipie bilety do Prado. To takie muzeum, niepozorne, a wyjątkowe. Bo ma kolekcję dzieł Boscha, Hieronimusa zresztą, średniowiecznego awangardzisty zwanego prymitywistą, nietrafnie. Wisi tam na ścianie Ogród rozkoszy ziemskich, jest Raj, i – co najcenniejsze – jest Piekło. Tak, czarne, śmierdzące, pełne rozkładających się ciał, i jak trafnie odśpiewał Jacek Kaczmarski: i zakonnice z twarzą świni, i Chrystus na harfie rozpięty. „Dobrze mu tak! Niech wie, co to znaczy być świętym!”

No więc wycieczka do Prado obowiązkowa, piłkarze zobaczyliby czym różni się Raj, w którym zdaje im się iż są, a czym Piekło, które czeka nieuchronnie i według Boscha jest dość wstrętne. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że cały ten niderlandczyk wymalował to, ho ho, pół tysiąca lat temu. Znajoma z fb Magda Ogórek, ostatnio podróżniczka, już nie kandydatka na prezydenta, napisała, że Prado zrobiło na 500-lecie śmierci wizjonera genialną wystawę. Odpisałem, jak zwykle niegrzecznie – wiem, byłem! Bo kiedyś zamiast meczu wybrałem muzeum. Głupio, co?

A taki meczyk w Madrycie jednak miał wpływ na moje życie. Mianowicie kolega strzelił, no nie do wiary, trzy gole na Santiago Bernabeu. Trzy gole, grając w słabiutkiej Osasunie kontra Real. Pojechałem do niego autem, przez całą Europę, trener gdy zobaczył że są goście – dał mu trzy dni wolnego. Za trzy gole, jeden po dryblingu przez pole karne, jeden przypadkowy, ale trzeci, zwycięski (na 4:1 dla gości ze wsi) – tak z 30 metrów w okno. Piliśmy tak radośnie, a on na drogę załadował mi samochód papierosami, żebym czuł się lepiej. I? Jak tylko doczłapałem się do Polski i do szpitala, natychmiast położyli mnie pod kroplówką. Na tydzień.

W tym czasie jakoś… odzwyczaiłem się od palenia papierosów! Na zawsze!!!

I tak sobie po cichu myślę, że jak Kucharczyk strzeli trzy gole na Bernabeu, jak ten mój kochany Janek Urban, to rzucam piwo.

Hm, ale na to przesadnie bym nie stawiał.

A mecz już we wtorek, ryzykując nieco - mam ostatni weekend na zabawę.

Tak, wiem że ludzie piłki postrzegani są jak debile, trudno, jest to słuszna ocena. Dlatego – wracając do Boscha – należałoby nas wszystkich wsadzić na statek, „Statek głupców”, Luwr – po to byśmy się wzajemnie wykończyli. Był taki zwyczaj w średniowieczu zresztą… Gdy nie radzono sobie z debilami, wsadzano na krypę i szczęśliwej drogi!!! Bosch i to odmalował… Ciekawe, kogo byście na taki statek ekspediowali teraz? Kibiców?

Radzę analizę zacząć od siebie. Bo debile, jak Bosch, po pół tysiącu lat okazują się najmądrzejsi. Nigdy nie oceniajmy za szybko, bo świat ma dwa bieguny. Po angielsku: „poles”. Po naszemu Polacy.

Paweł Zarzeczny

Więcej: