Paweł Zarzeczny: Źle się dzieje w państwie duńskim

„Always look on the bright side of life, fiu fiu, fiu fiu, fiu fiu fiu fiu” - tak muzycznie zacznę, a powód? W sobotę gramy na Narodowym z Danią, a ta piosenka kojarzy mi się z ich wspaniałymi kibicami. Ha, zresztą pochodzi z Monty Pythona: Jezus rozpięty na krzyżu, wokół ponad setka nieszczęśliwców, a on śpiewa: patrz pozytywnie!

Widziałem i słyszałem, i zawsze przychodzi nagroda. Ta Dania. No przecież grać nie potrafią (jak i Polacy), ale… Bóg istnieje. Rok 1992. Finały mistrzostw Europy. Faworytem jest Jugosławia, mistrz świata do lat 20, plejada gwiazd, bez porażki w eliminacjach. Ale wybucha tam wojna, Boban, środkowy pomocnik z Milanu, kupuje czołgi i karabiny, no dom wariatów to mało powiedziane. UEFA wyklucza Jugoli i bierze drugiego z grupy. Pada na Danię.

Tyle że jest już po sezonie! Goście na wakacjach, brak trenera, jasne że zero przygotowań. Najlepszy gracz (Michael Laudrup, Real i Barcelona) mówi, że mu się nie chce, bo wykupił wczasy.

Powstaje zespół z łapanki. Pierwsze dwa mecze nie wygrywa, nie strzela gola. Jeżdżę do nich, bo hotel otwarty, pełno piwa i kiełbasek z remuladą, dla dziennikarza to zachęta. Ale z kim tu gadać? No names, „nołnejmy”… I nagle wygrywają trzy kolejne mecze, w tym z Holandią i Niemcami. Najlepszy jest… Brian Laudrup, młodszy brat tego lenia wakacyjnego. Ale jeszcze lepszy (broni karnego van Bastenowi) – całkiem mi nieznany Peter Schmeichel, bramkarz.

I zbieg okoliczności. Robię wywiad z Andrzejem Nebeskim z grupy ABC, niegyś to awangarda rocka i nowej muzyki. Pływa na statkach, gra do kotleta i… opowiada znienacka, że w jego kapeli jest taki Antek, którego syn gra w Manchesterze United i Danii, i jest najlepszy.Dzwonię. Starszy pan i zaskakująca historia. Polak. Gra na wszystkim. Tak wspaniale, że niegdyś zakochała się w nim duńska pielęgniarka, była u nas na wycieczce. Ale komuna, co on robi? Jak w książkach przygodowych chowa się na statku i ucieka z Gdyni na drugą stronę Bałtyku. I tam mają kilkoro dzieci. Jedno z nich to Peter. Po dziadku z Polski – Peter Bolesław Schmeichel. Najlepszy bramkarz MU w dziejach i mistrz Europy.

A inne dziecko – sparaliżowana dziewczynka na wózku, naprawdę życie bywa dramatyczne…

Z ojcem spotykałem się wiele razy, przywoził mi zawsze… koszulki syna. Raz zrobiłem interes. Chrzciłem córkę, a że rodzina żony ze wsi, chcieli księdza w domu. A mój ksiądz (też kolega, ja mam kolegów wszędzie) mówi, że ślubował iż po domach nie chodzi… Ja na to, że mam koszulkę Schmeichela i oddam w dobre ręce… On, że zbiera koszulki, i żebym podał adres. Podałem.

Chrzciny, siedzą ci moi wieśniacy przy długachnym stole, a tu dzwonek. I wchodzi ksiądz w sutannie! I znakiem krzyża błogosławi! Oni plackiem, a on do mnie: a spodenki też byś załatwił? Wow, życie to seria zdarzeń, u mnie niebywałych.

Wyobraźcie sobie, w tejże Danii robią mistrzostwa Europy oldbojów. Nikt nie wierzy w powodzenie, to robię ja, dzieciak. Powołuję taki skład, przy którym Nawałka to uczniak. Trener Górski, w bramce Tomaszewski, w pomocy Deyna, w ataku Lato, Szarmach i Gadocha, wszyscy się stawiają, ja organizuję kasę, sprzęt, jedzenie i oczywiście picie. Jestem ich… - szok - kierownikiem, przed trzydziestką. Ale wtedy: poznałem Danię. Jedziemy trenować. Kompleks boisk, tak z tuzin, jedno przy drugim. Nowość? Codziennie facet przestawia bramki, by nie było jak w Polsce - wydeptane w szesnastce i trochę trawy po bokach… Uuu, dobry pomysł, gadam z tym ogrodnikiem (bo on tę trawę kosi i maluje linie), i okazuje się, że prowadzi też bar z browarem - ile podać? Bierzcie sami, zapłacicie przy wyjeździe. Ba, za chwilę ktoś zwichnął kostkę (Janas? Musiał? Szymanowski?) - facet jest też felczerem i robi opatrunki! Fiu fiu, fiu fiu, fiu fiu fiu fiu!

I jak wyjeżdżamy, pyta: po co te brudy bierzesz, ja mam tu pralnię… No to ryzyk fizyk, zostawiamy. Następnego dnia rano schodzę w hotelu na śniadanie. Recepcjonistka mówi: tu są dla Pana jakieś kartony.Patrzę, a tu… wczorajsze ciuchy, były brudne, a są czyste i poprasowane, poukładane numerami, gratis…

Wtedy, mając gwiazdy w składzie, dostrzegłem że w tym miasteczku jest większa od nas gwiazda – duńska organizacja. I nie martwmy się, że nas mogą ograć w sobotę (co więcej niż pewne, zawsze radzę szykować się na najgorsze). W końcu oni też są biało-czerwoni. I też dotykają ich historyczne kłamstwa. Kojarzycie taki cytat może? Źle się dzieje w państwie duńskim… Nie mógł się Hamlet pomylić bardziej.

PS Aha, a w kadrze Danii broni teraz Kasper Schmeichel (Leicester City), już nasz wspólny wnuczek, mistrz Anglii jak Tata. A wszystko to poczęte z miłości, ponad podziałami.

Paweł Zarzeczny

Więcej: