Paweł Zarzeczny: Lewandowski wspiera rywala Zbigniewa Bońka

Gdy byłem chłopcem, chciałem być żołnierzem – to mój pierwszy w życiu przebój (No To Co, przebity zresztą chwilę później przez Sugar baby love, bajka). Ale rzecz jasna najbardziej kochałem inne bajki – zwłaszcza te autorstwa Jana Brzechwy. I proszę sobie wyobrazić: one się nie starzeją.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Przykład? Oto wersja wszystkich możliwych zjazdów, wszystkich. Bicia piany, straty czasu, gadulstwa, z którego nic kompletnie nie wynika. Oto wersja Brzechwy na jutrzejszy zjazd Polskiego Związku Nieistniejącej Piłki Nożnej:

Krasnoludki z wszystkich miast
Urządziły w lesie zjazd.
Program zjazdu był taki:
Po pierwsze - Gdzie zimują raki?
Po drugie - Czy brody są dosyć długie?
Po trzecie - Czy zima może być w lecie?
Po czwarte - Co robić, żeby dzieci nie były uparte?
Po piąte - Skąd wiadomo, że zawsze po czwartku jest piątek?
Po szóste - Dlaczego niektóre orzechy są puste?

Pierwszy mówić miał najstarszy,
Ale tylko czoło zmarszczył;
Drugi mówić miał najmłodszy,
Więc powiedział coś, trzy-po-trzy;
Potem głuchy streścił szeptem
Wszystko to, co słyszał przedtem;
Ślepy mówił o kolorach,
Lecz przeoczył coś, nieborak;
Zaś niemowa opowiedział
O tym, czego sam nie wiedział.
Mańkut milcząc spojrzał wokół
I napisał tak protokół:
"Krasnoludki z wszystkich miast
Urządziły w lesie zjazd.
O czym tam się mówiło przez dwanaście godzin,
To pana, proszę pana, zupełnie, ale to zupełnie nie obchodzi!"

Zbigniew Boniek rywalizuje z Robertem Lewandowskim. Powód? Ambicje. „Lewy” poprzez swojego menedżera wspiera Józefa Wojciechowskiego, człowieka ośmieszonego wcześniejszą działalnością w futbolu. Powód? Postanowił mnożyć majątek przez inwestycje budowlane (w Wawie wszyscy chcą budować, tak jakoś już jest), a nie ma na to lepszego sposobu, jak zdobyć know-how. Szkoda piłkarza, wyjdzie na tym jak w żydowskim dowcipie: dwóch zakłada spółkę, jeden ma pieniądze, a drugi doświadczenie, po jakimś czasie sytuacja się zmienia – jeden zdobywa doświadczenie, a drugi pieniądze… I o to wyłącznie chodzi w życiu. W skrócie: teraz oskubać Bońka, potem Lewego, i tak po rusku – leżit' i kurit'!

Co tam w piłeczce jeszcze? Jak zwykle o groźnych kibicach, i zdziwienie – skąd to zdziczenie? Spoko. To stare jak świat. Takie drobne przypomnienie – rok 1906. Nie ma nie tylko Legii Warszawa, ale nawet Polski (choć jest Królestwo Polskie z carem Mikołajem). I oto jeden gość, Ferenc Molnar, opisuje walkę dwóch młodocianych band o podwórko. Niby nic, ale… bohaterski Nemeczek umiera. To jest nasz nieuświadamiany na co dzień kod kulturowy. Jesteśmy za swoimi, a przeciw obcym, nawet jeżeli dzieli nas przedpokój…

Raz ten Nemeczek uratował mi życie. Otóż syn zachorował, musiałem iść do pracy, zostawiłem mu do poczytania właśnie „Chłopców z Placu Broni”. Wracam – awantura. Matka wrzeszczy: ostatni raz zostawiłam cię z dzieckiem, on do teraz płacze! Bo umarł jakiś Nemeczek!!!

Nie powiem, ucieszyłem się, bo chłopak się zahartował. Polecam wszystkim – lektury bez happy endu!

A co do tych „Chłopców” jeszcze – muzycznie: Kocham Cię…

Jeśli kogoś kochasz, jeśli wiesz
Czym jest miłość, jaki jest jej sens
Jeśli tylko szczęście widzieć chcesz
Mów do mnie szeptem

Co dalej jest?
co dalej jest...

Jeśli się nie boisz mówić nic
Jeśli się nie boisz mówić nie
Jeśli wszechświat to wszystko
Powiedz może wiesz

Co dalej jest?
Co dalej...

Jeśli zawsze znasz odpowiedź, jeśli wiesz
Jeśli tylko szczęście widzieć chcesz
Mów do mnie czule
Mów do mnie jeszcze
kocham cię…

Aha, a z Realem wygramy, na luziku.

Paweł Zarzeczny

Więcej: