Świetny mecz piłkarek ręcznych, Słowacja rozgromiona

Reprezentacja Polski wygrała ze Słowacją 28:18 (13:10) w drugim meczu towarzyskiego turnieju piłkarek ręcznych w Zielonej Górze. W pierwszym spotkaniu Szwecja pokonała Islandię 33:23.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Był to debiut Leszka Krowickiego w roli selekcjonera biało-czerwonych. Nowy trener Polek wymienił połowę składu i przez kilka dni szlifował taktykę na zgrupowaniu w Zielonej Górze.

- Przyznaję, że nie przygotowywaliśmy się jakoś specjalnie pod Słowację. Wręcz przeciwnie, chcieliśmy wytrenować swoje schematy gry, sprawdzić kilka ustawień. W warunkach meczowych okaże się, czy to wypali - jeszcze przed meczem powiedział następca Duńczyka Kima Rasmussena.

Początek meczu to przede wszystkim nowe ustawienie w obronie. Pierwsze fragmenty pokazały, że musi minąć trochę czasu, zanim Polki przyswoją sobie tajniki taktyki. Słowaczki wykorzystały to szczególnie między 4 a 10 minutą spotkania, kiedy Martina Skolkova zdobyła trzy gole z rzędu, a czwartym dała Słowacji prowadzenie.

Polki skuteczniej niż w obronie grały w ataku. Nie pudłowała Kinga Achruk, świetnie rzucały Marta Gęga i Kinga Grzyb. To pozwoliło cały czas trzymać się blisko rywalek. A kiedy zazębiła się nowa obrona, gra biało-czerwonych zaczęła wyglądać dobrze.

Przy stanie 11:7 zespół gospodarzy dopadła jednak niemoc w ataku. Polki przestały trafiać albo traciły piłkę po niedokładnych podaniach, czym dawały Słowaczkom okazję do kontr. Rywalki jednak nie miały najlepiej ustawionych celowników i to Polki schodziły na przerwę prowadząc 13:10, po bramce w samej końcówce kapitan Karoliny Kudłacz-Gloc.

Druga połowa miała podobny przebieg jak końcówka pierwszej. Zawodniczki Krowickiego kontrolowały wynik, a przy okazji powoli odskakiwały Słowaczkom. Te właściwie ani przez chwilę nie zagrażały im. A nawet jeśli, to pięknymi interwencjami popisywała się Adrianna Płaczek.

Z drugiej strony parkietu czarował atak Polek. Kudłacz-Gloc, po pięknej akcji, zdobyła efektowną bramkę, którą śmiało można chyba okrzyknąć "golem  meczu". Wtedy o czas poprosił trener rywalek.

To przyniosło skutek w postaci drobnego odrobienia strat, choć to miejscowe do samego końca kontrolowały przebieg spotkania. Trener pozwolił też zagrać kilku młodszym zawodniczkom.

W sobotę w finale Polka o godz. 16.10 zagra w finale z ekipą "Trzech Koron".

Radio ZET/PAP/AN

Więcej: