Ekstraklasa: Bułgar bohaterem Pogoni. Ruch pokonany

Pogoń Szczecin wygrała trzeci mecz z rzędu. Po ograniu Legii i Arki, tym razem zwyciężyła Ruch Chorzów 2:1. Bohaterem meczu został Bułgar Spas Delew, który strzelił obie bramki dla "Portowców".

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Przez ostatni tydzień oba zespoły były w radosnych nastrojach. W poprzedniej kolejce bowiem notowały pewne i wysokie zwycięstwa. Pogoń wygrała 3:0 w Gdyni z Arką notując najwyższe od 12 lat wyjazdowe zwycięstwo w ekstraklasie. Dzień później Ruch rozgromił Koronę Kielce 4:0, dzięki czemu "uciekł" ze strefy spadkowej.

Faworytem jednak pozostawali gospodarze, którzy od kilku tygodni prezentują zwyżkę formy. Siły się jednak nieco wyrównały, gdy tuż przed meczem spiker poinformował kibiców, że w składzie Portowców nie ma Rafała Murawskiego. Kapitan zespołu na piątkowym treningu doznał kontuzji ścięgna Achillesa. Opaskę kapitańską po Murawskim przejął Jarosław Fojut, a reżyserią gry miał się zająć wracający do podstawowej jedenastki Takafumi Akahoshi.

Początek jednak miejscowi mieli niemrawy i Ruch szybko to wykorzystał. W 12. min. obrońcom Pogoni urwał się Eduardas Visnakovs, wpadł w pole karne, ale wycofał piłkę do kolegów, którzy nie zdążyli za akcją. Sześć minut później goście dopięli swego. Jarosław Niezgoda zdecydowanie wbiegł z piłką w pole karne, Fojut nie potrafił przerwać ataku i pomocnik Niebieskich podcinką skierował piłkę do siatki Pogoni.

Trzy minuty później był już remis. Z roli dyrygenta doskonale wywiązał się Akahoshi. Idealnie zacentrował w pole karne i Spas Delew głową zdobył swego premierowego gola w polskiej Ekstraklasie. Po wyrównaniu inicjatywę przejęli miejscowi. Na bramkę Libora Hrdlicki strzelali Delew, Adam Frączczak czy Adam Gyurcso – wszyscy albo niecelnie, albo doskonale bronił Słowak.

W drugiej części meczu optyczna przewaga gospodarzy była jeszcze bardziej wyraźna. Jej efektem był drugi gol Bułgara Delewa, który przed polem karnym zagrał "na klepkę" z Mateuszem Matrasem, a potem idealnie przymierzył w okienko bramki przyjezdnych.

Pogoń powinna wygrać ten mecz wyżej niż różnicą jednej bramki, bo w ostatnich 30 minutach miała kilka sytuacji do podwyższenia wyniku. W ich niewykorzystaniu specjalizował się Gyurcso, który trzykrotnie był sam na sam z bramkarzem Ruchu i albo gubił piłkę, albo strzelał niecelnie.

Radio ZET/PAP/KS

Więcej: