Polska - Rumunia: Lewandowski skomentował bandyckie zachowanie kibiców

- Nawet nie wiedziałem, że to była petarda. Myślałem, że raca - tak Robert Lewandowski skomentował sytuację, w której u jego stóp wybuchła petarda rzucona z trybun podczas meczu Rumunia - Polska w eliminacjach mistrzostw świata Rosja 2018.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Do tego incydentu doszło w 54. minucie spotkania. Polak natychmiast padł na murawę i długo się z niej nie podnosił. W pierwszej chwili wydawało się, że petarda wybuchła tuż obok jego głowy, ale powtórki pokazały, że znajdowała się ona już na ziemi w odległości ok. dwóch metrów od kapitana reprezentacji Polski. Przerwa w grze trwała ok. 5 minut, a po niej snajper Bayernu Monachium wrócił na murawę i w końcówce meczu zdobył dwa gole.

ZOBACZ TAKŻE: Petarda wybuchła pod nogami Lewandowskiego [WIDEO]

Po ostatnim gwizdku Lewandowski przed kamerami Polsatu Sport skomentował całe zajście.

- W pierwszej chwili mnie zamroczyło, nic nie słyszałem. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło - przyznał "Lewy". - Sędzia powiedział, że będę miał tyle czasu, ile będę potrzebował, by wrócić na boisko. Na początku w ogóle go nie słyszałem, ale potem zrozumiałem, o co mu chodziło - dodał.

- Szczerze mówiąc nie wiem, co by się stało, gdybym nie mógł kontynuować gry. Nie wiem, czy sędzia musiałby przerwać mecz - zakończył kapitan Biało-czerwonych.

Polska pokonała w Bukareszcie Rumunię 0:3 i po 4. kolejkach objęła prowadzenie w grupie E. Podopieczni Adama Nawałki mają na koncie 10 punktów, a zajmujący drugą lokatę Czarnogórcy 7.

Radio ZET/KS

Więcej: