Paweł Zarzeczny przed meczem Polski z Rumunią

Paduranu! Okrzyk tej treści przez lata oznaczał oszusta z Rumunii, złodzieja, który nie tylko nas ocyganił, ale w jednym meczu nie tylko nie uznał nam gola, rywalom dał karnego z kapelusza, ale jeszcze śmiał wyrzucić z boiska naszego kapitana, dżentelmena, za dyskusje, do ktorej Polak mial prawo. I tak wściekłość rosła, bo przegraliśmy, aż po latach przeczytałem biografię Włodka Lubańskiego. Pisze w niej, że... nazwal arbitra rumuńską świnią i źle wyrazil się o jego mamie. Natychmiast do Paduranu odzyskalem szacunek, bo musiał zrobic to, co zrobił…

Tych wątków rumuńskich kilka, bo jutro gramy w Bukareszcie. Pewnie przerżniemy, bo nasi już kilka dni mają prohibicję i nie tylko rączki się trzęsą! Ale żaden wstyd tam przegrać. Bo…

Nie wiem, czy wiecie, ale to przez Rumunów rozpadła się Liga Mistrzów. Mianowicie 30 lat temu zespol Steaua wygrała ten puchar, lejąc w finale Barcelonę! Bohaterem zostal bramkarz Duckadam, który obronił, wow, wszystkie rzuty karne! No to Zachód uznał, że nie można tak odpadać w jednym meczu, że potrzebne grupy, a najlepiej po cztery ekipy z ich krajow, a Rumunom, Polakom i reszcie kopa w tylek... a jak jeszcze rok później wygrała Puchar Crvena Zvezda Belgrad, nas zwyczajnie pozamiatali. Nie znaczymy już nic.

Coś jak w bitwie pod Cecorą. Żółkiewski, ten który parę lat wcześniej zdobyl Moskwę i wybrał cara, ucieka ze Wschodu przed Turkami. I niszczą polskie wojska Rumuni właśnie, 1620, a odciętą głowę hetmana obwożą po polu bitwy, zatkniętą na pice (a potem sprzedają rodzinie).

Gdy byłem dzieckiem, na Legii wisiał taki transparent: "Za porażkę pod Cecorą legioniści rewanż biorą!".
Bo graliśmy z UT Arad, mistrzem Rumunii. Do przerwy 0:0.
A potem... 8:0!!!

Tak, pieknie bylo. Ale jutro bym na to przesadnie nie stawiał.

Paweł Zarzeczny

Więcej: