Rzecznik IPC dementuje: Zawieszenie Rosji bez ram czasowych

Rzecznik Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego (IPC) Craig Spence zaprzeczył we wtorek, że rosyjscy sportowcy zostali wykluczeni nie tylko z udziału w imprezie, która 7 września rozpocznie się w Rio de Janeiro, ale i z zimowych igrzysk w Pjongczang w 2018 r.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

- To nieprawda. Jak tylko strona rosyjska spełni warunki, które jej postawiono, blokada startu zostanie anulowana - powiedział Spence niemieckiej agencji prasowej dpa.

W poniedziałek Rosyjski Komitet Paraolimpijski (RPC) poinformował, że IPC wykluczył reprezentację tego kraju także z udziału w zaplanowanej za dwa lata zimowej paraolimpiadzie w Korei Południowej.

- Nie wiem, skąd taka interpretacja Rosjan. Wykluczenie z imprez pod auspicjami IPC nie ma ram czasowych. Obowiązywać będzie do czasu realizacji zobowiązań przez Rosję - dodał rzecznik IPC.

W zeszłym tygodniu Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS) podtrzymał decyzję tej organizacji o wykluczeniu "Sbornej" z występu w Rio (7-18 września). IPC w uzasadnieniu decyzji napisał, że oszustwo dopingowe wykryte w Rosji doprowadziło do zniszczenia sportu poprzez stawianie medali ponad moralnością. "Tragiczne w tej sytuacji jest nie to, że sportowcy oszukiwali system, ale że państwowy system oszukiwał sportowców" - powiedział wówczas szef IPC Philip Craven.

Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski ogłaszając postanowienie o zawieszeniu Rosyjskiego Komitetu Paraolimpijskiego poszedł - zdaniem CAS - dalej niż MKOl, który przed igrzyskami w Rio de Janeiro oddał w ręce międzynarodowych federacji ostateczne decyzje o starcie reprezentantów tego kraju. IPC wykluczył wszystkich, w tym gronie znaleźli się także ci zawodnicy, którzy nie mieli na koncie żadnych "wpadek" dopingowych.

We wtorek strona rosyjska poinformowała, że już ponad stu paraolimpijczyków złożyło do IPC odwołania od decyzji uniemożliwiającej występ w Rio. Sportowcy domagają się, by ich sprawy rozpatrzono indywidualnie.

Sprawa dopingu w Rosji zaczęła się w grudniu 2014 roku, gdy Witalij Stiepanow, były pracownik Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA), i jego żona Julia, biegaczka na 800 m, która w 2013 sama została przyłapana na niedozwolonym wspomaganiu, na antenie niemieckiej telewizji ARD przedstawili dowody na zorganizowany proceder dopingowy i korupcyjny w ich kraju, w który zaangażowani byli lekkoatleci, trenerzy, pracownicy laboratorium antydopingowego, a nawet funkcjonariusze państwowi m.in. służba bezpieczeństwa (FSB).

Jesienią 2015 roku władze Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podjęły decyzję o zawieszenia Rosji w prawach członkowskich w związku z wykryciem procederu korupcyjnego i dopingowego, opisanego w rozbudowanym raporcie Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Zamieszani byli w to zawodnicy, trenerzy, pracownicy moskiewskiego laboratorium antydopingowego, funkcjonariusze państwowi, a nawet były prezydent IAAF Lamine Diack i jego współpracownicy.

Później pojawiały się informacje o kolejnych przypadkach dopingu wykrytych m.in. u ciężarowców, pływaków, kolejnych lekkoatletów. Ostatecznie w lipcu MKOl zdecydował, że o starcie Rosjan w igrzyskach w Rio będę decydowały międzynarodowe federacje. W efekcie wystartowało tylko około 200 reprezentantów tego kraju, a pomimo to w tabeli medalowej uplasowali się na wysokiej czwartej pozycji, stając na podium 53 razy, w tym 17-krotnie na najwyższym stopniu.

Radio ZET/PAP/KS

Więcej: