Selekcjoner reprezentacji Anglii może stracić pracę. Przyjął łapówkę?

Skandal z udziałem Sama Allardyce'a. Brytyjski dziennik "The Telegraph" ujawnił nagranie, na którym selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Anglii zgodził się przyjąć 400 tysięcy funtów w zamian za wyjaśnienie "biznesmenom ze Wschodu" nielegalnego procederu panującego na brytyjskim rynku transferowym.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Tymi "biznesmenami" byli dziennikarze, którzy na co dzień walczą z korupcją w angielskiej piłce. Podszyli się oni pod przedstawicieli firmy "Far East" z Dalekiego Wschodu.

Chodzi przede wszystkim o obejście zasad przy dokonywaniu transferów, a konkretnie przepisów Angielskiego Związku Piłki Nożnej (FA) dotyczących Third Party Player Ownership (TPPO). Polegają one na całkowitym lub częściowym "prawie własności" do piłkarza przez osobę trzecią, która w przypadku kolejnego transferu otrzymuje procent od transakcji. Ta praktyka została zakazana przez FA w 2008 roku, natomiast przez FIFA sześć lat później.

Z nagrania wynika, iż Allardyce zgodził się na podróż do Singapuru oraz Hong Kongu jako ambasador oraz zdecydował się wyjaśnić zakazany proceder. Selekcjoner bez wahania przyznał, iż agenci piłkarzy regularnie łamią prawo. Dodał, że sam brał udział w zakazanym transferze - w 2014 roku sprowadził do West Hamu Ennera Valencię za 12 milionów funtów.

Oprócz ujawnienia niewygodnej tajemnicy selekcjoner "Synów Albionu" skrytykował także swojego poprzednika, Roya Hodgsona.

FA poprosiła "The Telegraph" o udostępnienie całego nagrania. Jeśli okaże się to prawdą, Allardyce może nawet stracić intratną posadę. Jego umowa opiewa na 3 miliony funtów rocznie.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż dziennik zapowiedział, iż będą kolejne publikacje demaskujące ogromną skalę korupcji w angielskim futbolu. W nielegalne procedery mają być zamieszani m.in. dwaj znani menedżerowie oraz dziesięciu innych szkoleniowców.

Radio ZET/Sportowe Fakty/Przegląd Sportowy/The Telegraph/KS

Więcej: