Ekstraklasa: Termalica znów liderem, trwa niemoc Śląska we Wrocławiu

Śląsk pozostaje jedynym zespołem w ekstraklasie bez wygranej na własnym stadionie w tym sezonie. W niedzielę wrocławianie prowadzili, ale później był rzut karny dla gości, czerwona kartka dla Filipe Goncalvesa, błąd Mariusza Pawełka i trzy punkty pojechały do Niecieczy.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

O pierwszych 23 minutach meczu Śląska z Termalicą można było powiedzieć tylko tyle, że się odbyły. Lepsze wrażenie sprawiali goście, którzy bardzo dobrze zagęszczali środek pola i zmuszali gospodarzy do grania długimi podaniami, a sami próbowali kombinacyjnymi akcjami przedostać się pod pole karne rywali. Bramkowych sytuacji jednak nie było ani z jednej, ani z drugiej strony i bramkarze pozostawali bezrobotni.

Ciekawie zaczęło się robić dopiero od 23 minuty. Wcześniej Kamil Biliński wbiegł z prawej strony w pole karne, mocno wstrzelił piłkę w środek, a Patryk Fryc tak interweniował, że wpadł z piłką do bramki. Od tego momentu Bruk-Bet zaatakował odważniej i zepchnął wrocławian do głębokiej obrony.

Kolejnego gola mógł, a nawet powinien zdobyć Śląsk. Po kontrataku Ryota Morioka znalazł się w idealnej sytuacji, ale strzelił lekko i Krzysztof Pilarz nie miał problemu ze złapaniem piłki.

Goście przeważali, a Śląsk wykopywał piłkę spod własnego pola karnego. W 39. minucie po dośrodkowaniu o piłkę walczyli Wojciech Kędziora i Mariusz Pawelec. Sędzia uznał, że obrońca gospodarzy przytrzymywał rywala i podyktował rzut karny. Do piłki podszedł sam poszkodowany i nie dał szans Pawełkowi. Na tym emocje w pierwszej połowie się skończyły.

Na obraz drugiej części meczu istotny wpływ miała sytuacja z trzeciej minuty po przerwie. W środku pola Goncalves ostro zaatakował jednego z rywali i został ukarany żółtą kartką, a ponieważ było to jego drugie upomnienie w tym spotkaniu, musiał opuścić boisko. Od tego momentu inicjatywa już zdecydowanie należała do gości, a Śląsk szukał szans na drugiego gola w kontratakach.

Paradoksalnie wrocławianie grając w dziesiątkę spisywali się lepiej. Dobrze zagęszczali środek boiska i nie pozwalali rywalom przedostać się pod własne pole karne. Termalica posiadała piłkę, ale długo nic z tego nie wynikało. Aż do 63. minuty. Wówczas po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pawełek, nieatakowany przez nikogo, wypuścił piłkę z rąk, do której dopadł Kornel Osyra i z kilku metrów trafił do pustej bramki.

Do końca spotkania optyczną przewagę miał grający w przewadze jednego zawodnika Bruk-Bet, ale Śląsk też szukał swoich szans. Groźnie strzelał dwa razy Morioka, lecz minimalnie niecelnie. W ostatnich minutach trener Czesław Michniewicz nerwowo spacerował przy bocznej linii i co chwilę spoglądał na zegarek, bo Śląsk kopał piłkę w kierunku bramki Pilarza. Nic jednak z tego nie wyniknęło i goście wywieźli z Wrocławia trzy punkty.

Śląsk Wrocław - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:2

Bramki: Patryk Fryc (23. - samobój) - Wojciech Kędziora (40. - karny), Kornel Osyra (63.)

Radio ZET/PAP/KS

Więcej: