Ekstraklasa: Śląsk Wrocław rozgromiony przez Jagiellonię

Jagiellonia przyjechała do Wrocławia jako lider ekstraklasy i pokazała, że nie jest to przypadek. Goście w starciu z Śląskiem byli zdecydowanie lepszym zespołem i w pełni zasłużenie zdobyli trzy punkty wygrywając aż 4:0.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Jagiellonia zaczęła spotkanie bardzo odważnie, ofensywnie i piłkarze Śląska sprawiali wrażenie mocno tym zaskoczonych. Goście szybko rozgrywający piłkę i z dużą łatwością przedzierali się pod bramkę Mariusza Pawełka i już w trzecie minucie mogli wyjść na prowadzenie, ale Dmytro Chomczenowski fatalnie przestrzelił.

Kilka chwil później Jagiellonia zaatakowała prawym skrzydłem i tym razem już skuteczniej. Konstantin Vassiljev popisał się fantastycznym podaniem do wybiegającego na wolne pole Przemysława Frankowskiego, a ten zbiegł do środka i mierzonym strzałem nie dał szans bramkarzowi Śląska. Zespół trenera Michała Probierza po zdobyciu gola się nie cofnął, ale dalej atakował i po kolejnych dziewięciu minutach prowadził już dwa zero. Ponownie goście przedarli się prawą stroną, ale tym razem Pawełek zdołał obronić pierwsze uderzenie. Piłka trafiła do Vassiljeva, ten dograł do Frankowskiego i było 0:2.

Dopiero od tego momentu Śląsk zaczął przejmować inicjatywę, ale grał zbyt wolno i przede wszystkim niedokładnie, aby zaskoczyć przyjezdnych. W dalszym ciągu groźniejsza była rozbiegana Jagiellonia. Wrocławianom udało się zepchnąć rywali do głębszej obrony dopiero w ostatnich pięciu minutach przed przerwą. Wtedy też wypracowali sobie pierwszą bramkową okazję – najpierw Damian Węglarz musiał interweniować po strzale Ryoty Morioki, a kilka chwil później po uderzeniu zza pola karnego Joana Angela Romana jeden z obrońców gości wybił piłkę zmierzającą do bramki.

W przerwie trener Mariusz Rumak zmienił bezproduktywnego Węgra Bence Mervo na Hiszpana Sito Rierę dając znać, że Śląsk jeszcze chce walczyć przynajmniej o remis. Pięć minut po wznowieniu gry losy spotkania były jednak już rozstrzygnięte. Wrocławianie rzucili się do ataku, ale zostali skutecznie skontrowani. Po nieudanej pułapce ofsajdowej Karol Świderski znalazł się sam przed Pawełkiem, dograł jeszcze do nadbiegającego Vassiljeva i było już 0:3.

Na tym emocje we Wrocławiu praktycznie się zakończyły. Śląsk miał optyczną przewagę, ale nie potrafił ani razu poważnie zagrozić bramce Węglarza. Kontry gości były groźniejsze, ale widać było, że są usatysfakcjonowani prowadzeniem i więcej uwagi zwracali już na defensywę.

Mimo tego i tak przyjezdni zdołali zadać jeszcze jeden cios. W ostatniej akcji meczu, przy biernej postawie zawodników Śląska Taras Romanczuk wbiegł w pole karne gospodarzy i technicznym strzałem pokonał Pawełka. Wrocławianie nawet nie wznowili gry od środka boiska.

Radio ZET/PAP/AN

Więcej: