Błaszczak po zadymie na Legii: Pięć osób zatrzymanych, będą kolejne

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Błaszczak poinformował, że w związku z incydentem podczas środowego meczu Legii Warszawa z Borussią Dortmund w 1. rundzie fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów, zatrzymano pięć osób.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

- W czwartek zostało zatrzymanych pięć osób i pewnie będą kolejne zatrzymania. Policja podjęła działania, żeby wyciągnąć konsekwencje wobec tych, którzy zachowywali się w sposób łamiący prawo podczas środowego meczu. Jeśli chodzi o race – są one niedopuszczalne. To pytanie, które należy postawić klubowi: dlaczego dopuścił do tego, żeby weszli ci, którzy race mieli. Służby odpowiedzialne za porządek na stadionie to służby organizowane przez klub. Wczoraj władze klubu zwróciły się do policji z wnioskiem o interwencję i taka interwencja została podjęta, ale za porządek i bezpieczeństwo podczas meczu odpowiada klub - powiedział Błaszczak przy okazji konferencji prasowej po nagradzaniu najlepszych dzielnicowych.

Przedstawiciele Legii poinformowali, że w czwartek do godziny 13.30 zidentyfikowali około 70 osób. 15 z nich ukarali zakazami stadionowymi. Klub współpracuje z policją, która zapowiada więcej zatrzymań niż pięć dotychczasowych.

- Prowadzimy bardzo intensywne czynności, które są wykonywane przez Komendę Stołeczną Policji. Zidentyfikowanych jest oczywiście dużo więcej osób - teraz trwają czynności zmierzające do ustalenia ich miejsca pobytu i zatrzymania. Na zatrzymaniach się nie skończy. Z całą stanowczością chciałem podkreślić, że zapewnienie bezpieczeństwa na imprezie sportowej, jaką są rozgrywki piłkarskie, należy do organizatorów. Sytuacja została wczoraj opanowana, więc poczekajmy na efekty procesowe podjętych czynności - podkreślił zastępca Komendanta Głównego Policji nadinspektor Andrzej Szymczyk.

Obaj uważają, że obecne przepisy, według których to organizator zapewnia bezpieczeństwo na stadionie, są właściwe.

- Nie ma sensu, by angażować pieniądze publiczne, aby zapewnić bezpieczeństwo podczas takiej imprezy. Myślę, że ten model jest właściwy, że za bezpieczeństwo na stadionie podczas meczu odpowiada organizator. Klub sportowy w dzisiejszych czasach to jest przedsiębiorstwo. Budżet Legii jest bardzo wysoki. W związku z tym, że Legia awansowała do Ligi Mistrzów również będzie miała z tego tytułu przychody i to bardzo znaczące – bez względu na wynik sportowy. A więc to organizator powinien zapewnić bezpieczeństwo podczas meczu. Natomiast w sytuacji, w której nie jest tego w stanie zrobić, to oczywiście wkracza policja – chodzi przecież o zdrowie i ludzkie życie. Ten model jest więc, w mojej ocenie, modelem właściwym – kwestia tylko jego realizacji, a więc w przestrzeganiu przepisów. Z tym, jak widać, nie jest dobrze - ocenił Błaszczak.

Przed meczem oraz w trakcie jego trwania kibice obydwu drużyn używali zakazanych na stadionach rac świetlnych.

- Identyfikujemy również kibiców niemieckich, którzy dopuścili się zakłócenia porządku w postaci użycia środków pirotechnicznych. W związku z tym są zidentyfikowane już dwie osoby. Podejmujemy współpracę z kolegami z policji niemieckiej i oczywiście te materiały zostaną przesłane do prokuratury - przyznał Szymczyk.

Do zajść na trybunie zachodniej doszło około 10 minut przed końcem pierwszej połowy środowego meczu Legii Warszawa z Borussią Dortmund. Jak poinformowali przedstawiciele policji, grupa około 170 osób staranowała jedną z bram i była bliska przedostania się do sektora zajmowanego przez kibiców drużyny przyjezdnej. W momencie, kiedy doszło do starć z pracownikami ochrony, organizator meczu poprosił o pomoc policję, która pozostała na obiekcie do końca meczu.

W pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów, Legia przegrała na własnym stadionie z Borussią Dortmund 0:6.

Radio ZET/PAP/KS

Więcej: