Zarzeczny: Dobrze, że jak w okupację nie zabronią nam kopania piłki

Mogło być gorzej – tak komentował każdą niemal sytuację pewien mądry pan. I kiedyś opowiada: - Wiecie co? Wraca facet do domu, tam żona baraszkuje z kochankiem, no to zastrzelił ją, jego, a na końcu siebie. Mogło być gorzej…

- No nie, jak to gorzej??? - pytają słuchacze i pada odpowiedź zaskakująca.- Mogło być gorzej, bo parę dni wcześniej to ja u niej byłem… - pisze Paweł Zarzeczny po meczu Real - Legia w Lidze Mistrzów.

Zatem gorzej zawsze być może, nawet jak Legię wyrzucą z pucharów, zresztą i tak z każdym przegrywamy, bez różnicy. „Przeżyliśmy najazd szwedzki, przeżyjemy i radziecki!” - śpiewałem jako dzieciak, i faktycznie, przeżyliśmy. Zresztą każdy z nas ma w sobie potrzebę męczeństwa, a tu futbol jet idealny. Temat rzeka!

Właśnie, taki jest tytuł tych moich felietoników, temat rzeka. A na zdjęciu – rzeka Wisła, z którą spływa (panta rei!) tytuł mistrzowski, od Krakowa, przez Wawę, zdaje się do Gdańska. Otóż w tejże rzeczce zapisała się i historia mojej rodziny. Mianowicie dziadek, Paweł jak i ja, dokonał żywota. Założył się mianowicie z kolegami z Wileńskiej, że sportowo i dla hecy (coś po nim mam!) przepłynie Wisłę w poprzek. Zadanie wykonał, ale że był kwiecień i wojna, umarł w szpitalu na zapalenie płuc. Miał 33 lata. Mogło być gorzej… Bo miesiąc później wybuchło Powstanie…

Bodaj dwa lata temu postanowiłem pójść w ślady dziadka i przepłynąć tę Wisełkę. Ba, nawet mogłem – niczym w naszym hymnie – ją przejść, tak było płytko (pamiętacie spacerującego łosia z Kampinosu?). Ale jak podszedłem – woda miała kolor żółty, a cuchnęło jak z malajskiej chaty. Dałem spokój, taa, wyzwania sportowe nie dla mnie i nie dla mnie Liga Mistrzów.

Czasem ktoś pyta, czemu w tej piłce tacy jesteśmy beznadziejni, na co odpowiadam – a w czym jesteśmy „nadziejni”? W niczym dokładnie, nawet w czymś na tak niskim zdawałoby się poziomie jak Konkurs Eurowizji. Samoloty zagraniczne (nawet Brazylia w dżungli robi lepsze), auta, wszystko poza jedzeniem. Głośno o nas tylko gdy gra Legia – ale dlatego że i tu jesteśmy najgorsi. Zresztą było tak od lat wielu. Kiedyś prowadziłem wyjazd legionistów do Związku Radzieckiego na mecz z ich mistrzem, już drugiego dnia pisały o nas gazety że chuliganimy, gdy była to jedynie próba, udana, ubrania wszystkich napotkanych pomników Lenina w klubowe flagi. Miło to wspominam, niemal jak czyn patriotyczny, zatem teraz będzie podobnie.

Zresztą wypisujemy się z UEFA (poczytajcie o projekcie duńskim, by dać sobie spokój z rozgrywkami, w których nikt nie ma szans), zagramy jak ŁKS z Widzewem w trzeciej lidze, albo Polonia, i świat się nie zawali. Znacznie prędzej UEFA, unia piłkarska równie krucha jak unia europejska. Ktoś rok temu dopuszczał coś takiego jak Brexit? Wszystko płynie, temat rzeka.

Przypomniała mi się piosenka (w końcu Zetka to radio) z Festiwalu Piosenki Prawdziwej, Sopot ,81. Wykonanie Andrzej Zaorski, mniej znany brat Janusza (tego od Piłkarskiego Pokera), acz wielce utalentowany:

"Tadeusz z Zosią do lasu pomyka/wzięli dwa piwa i trochę wałówki/ siedzą i patrzą, na skraju kocyka/ czerwone stoją mrówki! Wejdą? Nie wejdą?”.

No więc wszystko już było. Ale pewnie nas wywalą. Trudno. Dobrze, że jak w okupację w ogóle nam nie zabronią kopania piłki, hm, 15 drużynie świata…

Aha, i słyszę jak minister sportu publicznie pyta Bońka gdzie mieszka na stałe. Mógłby mnie zapytać. Zbigniew mieszka od pół wieku w hotelu. Jezu, wokół wojny, choroby, a zaprzątają nas takie duperele…

Ale mogło być gorzej.

Paweł Zarzeczny

Więcej: