Bunt w ośrodku dla migrantów. Starcia z policją, 300 zatrzymanych

Po zamieszkach wraca do normy sytuacja w bułgarskim ośrodku dla uchodźców w Charmanli. Zatrzymano 300 osób, które wznieciły bunt. Rannych zostało 24 policjantów i dwóch uchodźców. Premier Bojko Borysow był tej nocy w ośrodku. 

Zdaniem premiera Borysowa, może to być działanie zorganizowane przez komórki terrorystyczne, tym bardziej że podobne zamieszki były też w obozie Moria na greckiej wyspie Lesbos.

Prawie dwa tysiące migrantów wzięło udział w proteście w ośrodku dla uchodźców w bułgarskim mieście Charmanli. Doszło do starć z policją.

Protest zaczął się w czwartek rano. Uchodźcy podpalili materace, stołówkę i nowy ośrodek medyczny, zbudowany za środki unijne. Do budynku wkroczyła policja, uzbrojona w pałki, tarcze i armatkę wodną. Czterech policjantów zostało rannych. Z trudem udało się wywieźć stamtąd około stu bułgarskich pracowników.

Do Charmanli ściągnięto oddziały policji z czarnomorskiego portu Burgas i położonego na południu miasta Kyrdżali.

Migranci, w przeważającym stopniu Afgańczycy, domagają się otwarcia granicy z Serbią i umożliwienia im wyjazdu na Zachód. Władze Bułgarii ogłosiły, że nie spełnią tej prośby.

Boją się świerzbu

Bezpośrednim powodem buntu jest wprowadzony w zeszły piątek zakaz wychodzenia poza teren należący do ośrodka. Obecnie przebywa tam ponad 3,1 tys. osób. Niewielka część z nich to rodziny syryjskie, większość to młodzi mężczyźni z Afganistanu, Pakistanu i Iraku.

Władze zabroniły uchodźcom wychodzić do miasta po demonstracjach miejscowej ludności, obawiającej się chorób zakaźnych. Przez dłuższy czas władze ośrodka i Państwowej Agencji ds. Uchodźców zaprzeczały, jakoby w ośrodku stwierdzono świerzb i niebezpieczną pasożytniczą chorobę - leiszmaniozę. Jednak ostatnio władze przyznały, że odnotowano kilkadziesiąt przypadków świerzbu oraz pojedyncze zachorowania na leiszmaniozę i malarię.

Radio ZET/PAP/MW/AK

Więcej: