Nowy ślad ws. katastrofy malezyjskiego boeinga

Samolot linii Malaysia Airlines, który w 2014 roku nagle zniknął z radarów, do końca lotu był pilotowany. Pilot celowo skierował maszynę do oceanu – uważa kanadyjski ekspert ds. katastrof lotniczych Larry Vance.

Ta opinia pojawia się tydzień po ogłoszeniu przez śledczych, że w domowym symulatorze pilota maszyny znaleziono trasę kończącą się w ocenie.

Zdaniem Vance’a uszkodzenia widoczne na nielicznych odnalezionych szczątkach samolotu wskazują na to, że do końca był on pilotowany i przeprowadzono kontrolowane lądowanie. Konkretnie chodzi o ślady, jakie zachowały się na elemencie powierzchni sterowych skrzydła, znalezionym na Reunionie.

„Ktoś pilotował ten samolot prosto do wody”

– Ktoś pilotował samolot do końca trwania lotu. Ktoś pilotował ten samolot prosto do wody - powiedział Vance, który w karierze zbadał ok. 200 katastrof lotniczych. Dodał, że dysponuje niezbitymi dowodami, że znaleziona część skrzydła była wysunięta podczas lądowania - a takie ustawienie elementu mógł spowodować jedynie człowiek.

Powolnym, kontrolowanym lądowaniem samolotu ekspert tłumaczy też fakt, że na powierzchni oceanu nie znaleziono dużej ilości części, jakie niewątpliwie pojawiłyby się w przypadku zderzenia z wodą.

Boeing 777 należący do Malaysia Airlines zaginął 8 marca 2014 roku podczas lotu MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu. Na pokładzie było 239 osób, głównie Chińczycy. Eksperci przypuszczają, że maszyna spadła do Oceanu Indyjskiego, prawdopodobnie na zachód od Australii.

Radio ZET/PAP/MW

Więcej: