Jej syn stracił stopę. Obwinia za to Crocsy

Pewna kobieta z Guadalajary postanowiła kupić crocsy swojemu synowi. Dziecko miało dwa lata i kobieta przypuszczała, że właśnie w takich butach będzie czuło się najlepiej, bo ktoś wcześniej opowiadał jej o tym, że crocsy są bardzo wygodne i idealne dla dzieci. 

Niestety kobiety nie było stać na nowe buty, dlatego zdecydowała się kupić używane. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że zakup używanego obuwia niesie ze sobą poważne ryzyko. Po pierwsze – starta guma może powodować, że buty będą się za bardzo ślizgać – szczególnie gdy nosi je ruchliwy dwulatek.  A po drugie – pozostaje pytanie, jakie choroby zakaźne lub skórne miało dziecko, które wcześniej chodziło w tych crocsach. Przecież przed pot łatwo można przekazać innej osobie różne bakterie.

Pewnego dnia kobieta zabrała synka na zakupy do centrum handlowego. Na ruchomych schodach wspiął się on na barierkę, by zobaczyć dół centrum. Niestety w pewnym momencie stopa chłopca utknęła w ruchomej szynie. Matka próbowała wyjąć stopę chłopca, jednak but, kompletnie utknął wewnątrz. Personel zatrzymał schody, ale było już za późno. Chłopiec stracił palce u stopy. 

Karetka przyjechała błyskawicznie, jednak z powodu zanieczyszczeń lekarze musieli amputować część stopy, żeby zapobiec dalszej infekcji, która mogłaby doprowadzić nawet do śmierci malca. Dziś chłopiec ma 4 lata i chodzi o protezie. Nie chce wspominać wypadku i mówi, że właściwie niewiele z niego pamięta.

Matka oskarża o wypadek producenta crocsów, inni rodzice twierdzą jednak, że winna jest ona sama – nie upilnowała syna, a podobna tragedia zdarzyłaby się, nawet gdyby chłopiec nosił inne buty.

Radio ZET/SI/popularnie