Konrad Piasecki: Polak patrzy na Donalda Trumpa….

…i się cieszy, dziwi, martwi, albo jest mu to głęboko obojętne. Ja się przede wszystkim dziwię – i to nie tyle samemu zwycięstwu (choć jemu po trosze też), ale i liniom podziałów jakie pojawiły się w Polsce obserwującej starcie za oceanem. Liniom, które – mam takie poczucie – bazują raczej na schematach, wyobrażeniach i zasadzie „wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem” niż na chłodnej analizie tego co wydarzyło się w wyborczy, amerykański wtorek. 

Co mnie zdumiewa? Przede wszystkim to, jak skutecznie dobrze urodzony plutokrata, miliarder, przeskakujący od lat z partii do partii,  demonstrujący obyczajową swobodę, przyłapany na mało chwalebnych zachowaniach natury męsko-damskiej i patrzący – najdelikatniej mówiąc - przez palce, na to co wyrabia Putin, który w fantastycznie skuteczny sposób wskoczył na falę anty-elitarnego wzburzenia, przekonał wielu Polaków do tego, że jest twardym antyestablishmentowcem, kimś kto przez całe życie troszczył się o wykluczonych, był twardym konserwatystą, a który teraz pochyli się nad losem pokrzywdzonych i postawi Rosję na baczność. Niektóre polskie wyobrażenia, że skoro ktoś za oceanem mówi, że nie lubi muzułmanów i Latynosów, to jest fajowym swojakiem, który na pewno da popalić i „lewakom”, i imigrantom, i terrorystom i „Ruskim” są raczej ich marzeniami niż realną oceną sytuacji. Swojak z Białego Domu może (podkreślam MOŻE) mieć równie dobrze gdzieś jakąś Polskę, Ukrainę i inne Pribałtyki i może fantastycznie dogadać się z Putinem, załatwiając dużo ważniejsze dla siebie sprawy niż to czyją strefą wpływów jest parę nie za dużych krajów między Niemcami, a Rosją. Postrzeganie Trumpa w kategoriach drugiego Reagana jest – przynajmniej na razie – mało uzasadnione. Reagan szedł do wyborów z jasnymi deklaracjami doprowadzenia do zwycięstwa w rywalizacji Zachodu z Sowiecką Rosją, Trump werbalnie wraca raczej do izolacjonistycznej ideologii republikanów z przełomu XiX i XX wieku. 
*****
Przyznaję – nawet widząc słabości Hillary Clinton, jej establishmentowość, klanowość, grzechy przeszłości byłem przekonany, że zdoła ona jakoś wygrać wybory. Po wycieku taśm Trumpa, sądziłem nawet, że będzie to zwycięstwo miażdżące. Moje kalkulacje opierały się na przekonaniu, że nie sposób jest wygrać, gdy – jak Trump – zraziło się do siebie tak wiele grup wyborców – kobiety, Latynosów, czarnoskórych, gejów itd. Okazało się jednak, że spora grupa kobiet Trumpowi jednak wybaczyła, a specyfika amerykańskich wyborów sprawia, że – jak widać – to grupa białych reprezentantów wszystkich klas jest w stanie przesądzić o wyborczym rezultacie. I to oni, a dokładnie rzecz biorąc – sfrustrowani, niezadowoleni z postępującej wraz z globalizacją likwidacji miejsc pracy w USA i obniżania poziomu dochodów biali mieszkańcy  stanów Midwestu takich jak Ohio, Wisconsin czy Pensylwania, którzy zmieniwszy w tych wyborach preferencje z demokratycznych na republikańskie, przesądzili o zwycięstwie Trumpa  
****
O tym zwycięstwie mówi się jako o dowodzie na „porażkę tradycyjnych mediów”. Bez wątpienia i to i parę innych zjawisk politycznych ostatnich kilkunastu miesięcy mają wiele wspólnego z osłabieniem pozycji „starych” mediów na rzecz – najogólniej mówiąc – internetu. Sieć sprawia, że głosy dotychczasowych autorytetów blakną, staja się co najmniej równoprawne swoistej mądrości sieci, która ma wszelkie, samonapędzające i upraszczające rzeczywistość cechy, opisywane przez LeBona w „Psychologii tłumu”. „Tłum” sieciowy kocha mocne, ostre tezy, niedzielenie włosa na czworo i efekciarstwo. „Tłum” sieciowy uznaje krzykliwą, brutalną, walącą cepem tezę za znacznie bardziej interesującą niż wyważony, profesorsko-dyplomatyczny wywód. A w tej konkurencji Trump i jego zwolennicy byli dużo, dużo lepsi.  
**** 
Wydaje mi się, że dziś nie sposób w jakikolwiek rozsądny sposób odpowiedzieć na pytanie czy Polsce wybór Trumpa wyjdzie bokiem, czy wręcz przeciwnie – okaże się on co najmniej nie gorszy od tego, co działo się za czasów administracji demokratów. Trump jest na razie wielką, prezydencką zagadką. Sądząc jednak z pierwszych wypowiedzi i nominacji nadto wystające kanty jego prezydentury mogą zostaną szybko zeszlifowane przez republikańskie otoczenie, które nie pozwoli prezydentowi nadto rozwinąć skrzydeł wyobraźni i fantazji. Co mocno rozczaruje jego fanów, ale i sprawi, że Ameryka utrzyma kurs nie zanadto odbiegający od polityki ostatnich dekad.

Konrad Piasecki

Autor jest gospodarzem programu Gość Radia ZET. Słuchaj i oglądaj na radiozet.pl od poniedziałku do piątku o godzinie 8.02.

Więcej: