Matka przyczyniła się do śmierci dziecka, bo używała telefonu w toalecie

Ta tragiczna historia zdarzyła się naprawdę. Dziecko zmarło wskutek tyfusu, amebozy i gronkowca, którymi zaraziło się przez kontakt z telefonem własnej matki. 

Mogłoby się wydawać, że telefon to rzecz osobistego użytku, niemożliwie więc, by był groźny. A jednak! W końcu używamy komórki wszędzie. Jak twierdzi profesor Verran, nieustanne korzystanie z komórki w różnych miejscach oraz ciepło, które generuje urządzenie, sprawiły, że jest on idealnym siedliskiem dla toksycznych pasożytów. Co więcej – według naukowców z Manchesteru na naszych telefonach jest pięć razy więcej bakterii niż na desce klozetowej, podeszwie buta, a nawet klamce.

Na własnej skórze przekonała się o tym pewna matka, która w zwyczaju miała korzystanie z komórki podczas codziennej toalety. Gdy kobieta zorientowała się, że jej syn nie czuje się dobrze, pojechała z nim do szpitala. W żaden sposób nie łączyła jego wysokiej gorączki i męczącej biegunki z faktem, że regularnie używała telefonu w swojej łazience.  

Po wstępnych badaniach okazało się, że gorączka dziecka jest bardzo wysoka, a odwodnienie znacząco zagraża zdrowiu. Niestety nie pomogły nawet silne antybiotyki i po dniu spędzonym na intensywnej terapii dziecko zmarło.

Lekarze medycyny sądowej wykryli, że chłopiec zmarł na tyfus, gronkowca i amebozę. Badający sprawę odkryli, że ekran komórki matki jest siedliskiem pasożytów, które były powodem śmierci dziecka. Niestety na ekranie znaleziono także ślinę dziecka.

Radio ZET/NN