10 najbardziej deficytowych zawodów. Zarobki sięgają nawet 15 tys. zł
Na rynku pracy dzieje się coś, czego Polska jeszcze nie widziała. Pracodawcy oferują coraz wyższe stawki, a mimo to w wielu branżach wciąż brakuje rąk do pracy. Fachowcy stali się dziś towarem deficytowym – i to nawet tam, gdzie kiedyś nie brakowało chętnych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Które zawody w Polsce stały się najbardziej deficytowe.
- Jakie stawki oferują dziś firmy walczące o pracowników fizycznych.
- Co sprawia, że nawet wysokie pensje nie rozwiązują problemu braku fachowców.
Praca w Polsce. Deficyt, jakiego jeszcze nie było
Z najnowszych danych „Barometru Zawodów 2025” opublikowanego przez Business Insider wynika, że aż 84 proc. polskich pracodawców ma problem ze znalezieniem pracowników fizycznych. Luka na rynku jest ogólnopolska – dotyczy wszystkich 16 województw i obejmuje branże od transportu po budownictwo.
Przyczyn jest kilka: starzejące się pokolenie fachowców, coraz wyższe wymagania dotyczące certyfikatów i uprawnień oraz odpływ doświadczonych pracowników za granicę. W Niemczech czy Norwegii spawacz, dekarz lub operator koparki może zarobić dwa, a nawet trzy razy więcej niż w Polsce.
10 zawodów, których najbardziej brakuje
W zestawieniu najbardziej deficytowych zawodów prym wiodą pracownicy fizyczni. Największe braki dotyczą kierowców ciężarówek, spawaczy, elektryków, operatorów maszyn i dekarzy. Oto najnowsze dane:
- Kierowcy ciężarówek – deficyt w 331 powiatach. W transporcie krajowym zarobki wynoszą 6–8 tys. zł brutto, a w międzynarodowym nawet 11 tys. zł.
- Spawacze – deficyt w 297 powiatach, średnio 6,7 tys. zł brutto, ale najlepsi przekraczają 9,5 tys. zł miesięcznie.
- Elektrycy i elektromonterzy – deficyt w 294 powiatach. Stawki od 35 do 55 zł za godzinę, a dla specjalistów z uprawnieniami SEP nawet 15 tys. zł miesięcznie.
- Kierowcy autobusów – deficyt w 271 powiatach. Średnio 6,4 tys. zł brutto, jednak w transporcie międzynarodowym nawet ponad 12 tys. zł.
- Operatorzy sprzętu budowlanego – deficyt w 263 powiatach. Zarobki 6,6 tys. zł brutto, ale w dużych kontraktach infrastrukturalnych dwukrotnie więcej.
- Magazynierzy – deficyt w 213 powiatach. Średnio 6 tys. zł brutto, lecz z uprawnieniami na wózki widłowe można liczyć na dużo więcej.
- Monterzy instalacji budowlanych – deficyt w 210 powiatach. Specjaliści od pomp ciepła i fotowoltaiki zarabiają nawet 11 tys. zł miesięcznie.
- Murarze i tynkarze – deficyt w 196 powiatach. Mediana 6,5–7,3 tys. zł, ale najlepsi fachowcy dochodzą do 15 tys. zł.
- Mechanicy samochodowi – deficyt w 194 powiatach. Średnie zarobki 6,9 tys. zł brutto, a w dużych miastach nawet 21 tys. zł na kontrakcie B2B.
- Dekarze – deficyt w 191 powiatach. Średnio 7,1 tys. zł brutto, w sezonie nawet 70 zł za godzinę pracy.
Dlaczego brakuje rąk do pracy? Eksperci wskazują trzy główne przyczyny. Po pierwsze – luka pokoleniowa. Pokolenie fachowców z lat 80. i 90. odchodzi na emerytury, a młodzi Polacy rzadko wybierają szkoły branżowe. Po drugie – rosnące wymagania kwalifikacyjne: dziś praca elektryka czy operatora wymaga szeregu certyfikatów i regularnych szkoleń. Po trzecie – migracja zarobkowa. Doświadczony spawacz czy mechanik w Skandynawii zarabia trzy razy więcej niż w Polsce, a warunki socjalne są nieporównywalne.
Walka o pracownika trwa
Firmy coraz częściej konkurują nie tylko wynagrodzeniem. W grę wchodzą dodatki pozapłacowe, takie jak prywatna opieka medyczna, mieszkanie służbowe w delegacji, finansowanie kursów czy elastyczny grafik. W wielu przypadkach pracodawcy zatrudniają kandydatów bez pełnych uprawnień, by „dowieść ich do fachu” poprzez szkolenia wewnętrzne.
Dla wielu osób może to być życiowa szansa – bo jak podkreślają eksperci rynku pracy, inwestycja w konkretne umiejętności fizyczne może dziś przynieść większy zysk niż dyplom uczelni.
Źródło: Radio ZET/ Business Insider
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET