Zamknij
Donald Tusk
Prace nad 4-dniowym tygodniem pracy zapowiedział lider PO
fot: ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER/East News

4-dniowy tydzień pracy. Niższe pensje i mniej obowiązków?

Agnieszka Zaręba
Agnieszka Zaręba Redaktor Radia Zet
15.07.2022 15:44

Czterodniowy tydzień pracy brzmi dla zatrudnionych jak marzenie, dla gospodarki jak wyzwanie, a dla pracodawców jak wielki znak zapytania. Doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego prof. Jacek Męcina wyjaśnia w podcaście „Biznes. Między wierszami” jakie są wady i zalety skrócenia tygodnia pracy do 4 dni.

Agnieszka Zaręba: Donald Tusk poinformował, że Platforma Obywatelska przed wyborami parlamentarnymi przygotuje precyzyjny program pilotażu dotyczący czterodniowego tygodnia pracy. Czy w Polsce przyjmie się ten projekt?

Prof. Jacek Męcina: Na pewno pilotaż jest potrzebny. Najbardziej nie lubię, podobnie jak przedsiębiorcy, gdy jesteśmy zaskakiwani jakimiś projektami, które zostały wymyślone w zaciszach gabinetów politycznych, zamiast sprawdzić jak one funkcjonują w praktyce. Ta idea jest niesłychanie ważna i pewnie przyszłościowa. Została ogłoszona w mniej fortunnym okresie, gdy Polacy się boją, czy nie utracą pracy lub obawiają się o swoje dochody. Jak mamy mniej pracować to z matematyki by wynikało, że powinniśmy też mniej zarabiać, żeby firma nie utraciła konkurencyjności. Pojawia się więc trochę znaków zapytania.

Pochylił się pan nad tymi znakami zapytania i przygotował swoją analizę. Co z niej wynika?

Od dwóch lat badam wpływ robotyzacji i automatyzacji na rynek pracy. Widać wyraźnie, że procesy pandemiczne przyspieszyły myślenie o inwestycjach w robotyzacji i automatyzacji. Przedsiębiorcy zrozumieli, że całkowite uzależnienie od kapitału ludzkiego w warunkach, gdy np. następują takie nadzwyczajne sytuacje, jak pandemia, może prowadzić nawet do zamknięcia działalności. Oczywiście te procesy wiążą się z poważnymi inwestycjami. W największym stopniu zostały one wykonane w sektorze finansowym, gdzie już widać wyraźnie, że to działa. Praca ludzka jest tam redukowana. Możemy na przykład zrobić redukcję na zasadzie zwolnienia 300 osób z 500 zatrudnionych w firmie albo usunąć jedynie 50, a pozostałym dać możliwość pracy w mniejszym wymiarze.

Widać wyraźnie, że procesy pandemiczne przyspieszyły myślenie o inwestycjach w robotyzacji i automatyzacji

Drugi element, który wzbudził kontrowersje to kwestia dostępu kapitału ludzkiego

Wiemy doskonale, że Polska pod względem demograficznym się kurczy. W walce z tym zjawiskiem pomagają nam zasoby migracyjne, przede wszystkim goście z Ukrainy, ale nie tylko. Jeżeli teraz mielibyśmy w różnych sektorach przemysłowych skrócić tydzień pracy to kto by pracował? Dopóki firmy nie zainwestują w roboty czy automaty, które będą częściowo zmniejszać wykorzystanie pracy ludzkiej, dopóty ta rozmowa będzie trochę rozmową o przyszłości.

Jakie mogą być plusy i minusy wprowadzenia tego pomysłu?

Zakładając dłuższą perspektywę czasową, to z punktu widzenia pracodawców jest to przede wszystkim problem nakładów, które przedsiębiorca musi ponieść. Plusem rzeczywiście może być to, że pozyska i zachowa tych najlepszych pracowników, którzy zapewnią mu wysoką wydajność i produktywność. Jeśli inwestycje w robotyzację i automatyzację będą wspierane przez państwo to dadzą niezależność przedsiębiorcy, a bardziej usatysfakcjonowani pracownicy będą chętniej pracować. Ważne, aby te rozwiązania były przygotowane zgodnie z możliwościami gospodarki, firmy i miały charakter fakultatywny, poprzedzony dialogiem i konsultacjami. Z punktu widzenia osób zatrudnionych ten pomysł ma same plusy z jednym istotnym minusem. Pracownik będzie mniej pracował i dłużej wypoczywał, ale może na tym ucierpieć jego wynagrodzenie.

A skutki gospodarcze? Nie w każdej firmie i nie w każdym zawodzie jest możliwość skrócenia tygodnia pracy

Oczywiście, dlatego to powinien być system dobrowolny, który będzie wprowadzany w porozumieniach na poziomie zakładu pracy. Inna będzie bowiem sytuacja dużej firmy motoryzacyjnej, która zainwestuje w roboty i będzie musiała zagospodarować te zasoby pracy, a inaczej będzie sprawa wyglądała w małym przedsiębiorstwie, które jest podwykonawcą i nie stać go na taką inwestycję.

Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda podał w wątpliwość intencje Donalda Tuska, twierdząc że jeśli ten proponuje czterodniowy tydzień pracy to powinniśmy się zastanowić czy nie będziemy musieli pracować przez sześć dni i czy nie przywróci pracujących sobót. Wspomniał też o różnych możliwych wariantach, np. 7-godzinnym dniu pracy, dłuższym urlopie, wyznaczeniu grupy docelowej wychowującej dzieci w określonym wieku. Dodał też, że nie można oczekiwać, że jakieś konkretne propozycje usłyszymy jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami, bo to "decyzja polityczna".

Myślę, że w tej wypowiedzi przede wszystkim pominięto procesy, które są nieuchronnie, a więc te związane z robotyzacją i automatyzacją. Choć rzeczywiście z drugiej strony, gdy mówimy o tym jak zagospodarować czas wolny, który się pojawi to pojawiają się dylematy: czy mamy pracować 4 dni w tygodniu, czy mamy mieć dłuższy urlop, czy mamy dodatkowe dni wolne zapewnić osobom, które są w szczególnej sytuacji?

Prof. Jacek Męcina
Prof. Jacek Męcina
fot. Artur BARBAROWSKI/East News

Dane z testów realizowanych w japońskiej siedzibie Microsoft potwierdziły wzrost wydajności pracowników o 40 proc. przy równoczesnym spadku zużycia energii elektrycznej o 23 proc., gdy skrócono tydzień pracy do czterech dni.

Właśnie to jest ten podstawowy dylemat. Jeśli rozmawiamy o przykładach, to na myśl przychodzi mi fiasko francuskiego pomysłu z końca lat osiemdziesiątych. Francuzi postanowili ograniczyć wymiar czasu pracowników bodajże z 42 do 35 godzin. Powstała dyskusja między pracodawcami a związkami zawodowymi, czy zmniejszenie wymiaru czasu pracy o 15 proc. oznacza analogiczne pomniejszenie wynagrodzenia. Związki zawodowe zapewniły, że wzrośnie wydajność i będzie skompensowana. Niestety tak się nie stało i gospodarka francuska przez wiele lat przeżywała problemy związane z obniżeniem konkurencyjności. Pamiętajmy, że jak się obniża konkurencyjność firmy to ona wcześniej, czy później będzie musiała się zwijać, czyli ograniczać swoją działalność. W konsekwencji oznacza to zmniejszenie zatrudnienia. Jeśli będziemy chcieli w Polsce wprowadzić taki model, w którym skrócimy wymiar czasu pracy i zachowamy dotychczasowe wynagrodzenie to będzie możliwe, gdy powiążemy wysokość pensji z wydajnością, a nie z godzinami pracy. Choć oczywiście nie we wszystkich branżach i sektorach jest to możliwe.

Pojawia się kwestia obniżenia kosztów funkcjonowania firmy. W Hiszpanii został przeprowadzony eksperyment z, którego wynikało, że zwiększenie wydajności pracowników pokazało także większą satysfakcję z pracy i zmniejszenie przypadków wypalenia zawodowego.

Ja powiem na swoim przykładzie. Bardzo bym chciał kończyć pracę w czwartek, a potem wypoczywać w piątek, sobotę i niedzielę. Myślę, że działałoby to bardzo dobrze na pracowników, relacje rodzinne i na nasz rozwój osobisty. Część osób poświęciłaby wolny czas na rekreację, a to napędzałoby na przykład branżę turystyczną. Jestem jednak świadomy, że rodziłoby to potrzebę większej ilości pracy akurat w tym sektorze. Kolejną kluczową sprawą są wolne zawody, w których ludzie sami decydują o tym, ile pracują. Część z nich już teraz mogłaby pracować tylko cztery dni w tygodniu, ale decydują się na pracę o jeden dzień dłużej, aby więcej zarobić. Równocześnie wiem, że dane statystyczne pokazują, że pracownicy za dużo pracują, więc może ta dyskusja też powinna zmierzać w tym kierunku.

Polacy są przepracowani. Analizy z 2021 roku pokazują, że Polacy pracują w ciągu roku 1806 godzin. Dla porównania Duńczycy - 1380 godzin, a Niemcy – 1386.. Widać u nas postęp, bo jeszcze w 2016 r. przeciętny Polak pracował 1832 godziny, a w 2013 r. było to aż 1918 godzin. Jednak nadal Polacy pracują dużo więcej niż w wielu innych krajach.

To prawda. Myślę, że to wynika też z tego, że jesteśmy krajem na dorobku, ale też mamy niższą produktywność. W idealnym scenariuszu efektem ograniczenia tygodnia pracy byłby wzrost produktywności i wydajności. Dziś Polacy mają powiedzmy 40 proc. przeciętnej wydajności europejskiej. My gonimy oczywiście ten Zachód pod względem wydajności i płac, ale to nie zmienia faktu, że pracujemy dużo. To się objawia gorszym zdrowiem, większymi napięciami psychicznymi, a więc powinniśmy iść kierunku redukcji godzin pracy.

Kolejną kluczową sprawą są wolne zawody, w których ludzie sami decydują o tym, ile pracują. Część z nich już teraz mogłaby pracować tylko cztery dni w tygodniu

Z jednej strony tak, ale z drugiej to pan przytoczył przykład Francuzów, którzy zadeklarowali, że ten wzrost produktywności nastąpi gdy tylko skróci się tydzień pracy, a później okazało się, że tak różowo nie było.

Dokładnie! Uważam, że pod tym względem nasz system zarządzania zasobami ludzkimi zbyt mało opiera się na formach proefektywnościowych. Cała budżetówka to praca na etacie, ewentualnie rozliczana godzinami. Niewiele jest firm przemysłowych, gdzie dzielone jest wynagrodzenie na część stałą i godzinową. Musimy patrzeć na ten proces jako pewien element niezbyt odległej, ale jednak przyszłości. Myślę, że on się bardzo spodoba młodym ludziom. To jest też trochę odgadnięcie tego jaka będzie praca przyszłości.

Wyniki badań eksperymentów w Nowej Zelandii pokazały, że czas pracy zredukowany z 40 do 32 godzin poprawił równowagę pomiędzy życiem osobistym, a zawodowym aż o 24 proc. Natomiast w Islandii ponad 85 proc. zatrudnionych pracuje krócej za tę samą pensję i zredukował się u nich stres oraz wypalenie zawodowe. To są kolejne plusy, ale nie ukrywajmy, że cały ten proces trzeba dźwignąć również finansowo. Co to oznacza dla polskiej gospodarki?

Moim zdaniem wprowadzenie takiego pomysłu tu i teraz jest z dnia na dzień w Polsce niemożliwe. Dlatego cieszę się, że póki co jest to zapowiedź pewnego eksperymentu, a nie informacja o wprowadzeniu nowego prawa. Eksperyment ten wskaże branże, w których można będzie kiedyś to wprowadzić, ale pod pewnymi warunkami, po drugie dowiemy się jakie nakłady będą potrzebne, a po trzecie jakimi metodami najlepiej to zrobić. Natomiast jeżeli mówimy o metodach to jestem przekonany, że to musi być rozwiązanie fakultatywne, a nie narzucone wszystkim z góry. W związku z tym istotne będzie również wprowadzenie jakiegoś systemu zachęt. Przykładowo przedsiębiorca, który zakupi roboty do swojej firmy lub nowoczesne automaty czy oprogramowanie i usługi cyfrowe, będzie mógł skorzystać z ulgi, która mu zrekompensuje te inwestycje. To samo dotyczy środków na szkolenia czy wypłaty wynagrodzenia na czas przekwalifikowania dla pracowników.

Cieszę się, że póki co jest to zapowiedź pewnego eksperymentu, a nie informacja o wprowadzeniu nowego prawa

Kiedy pana zdaniem byłoby realnie możliwe wprowadzenie w Polsce nowego systemu?

Gdyby założyć, że wprowadzamy to rozwiązanie fakultatywnie i pewne rozwiązania możemy promować już dzisiaj to myślę, że znalazłoby się takie sektory (np. usługi finansowe, firmy produkcyjne, technologiczne), w których firmy decydowałyby się na to od ręki, ale w większości ten proces musi być rozłożony w czasie. Jeśli wszystko będzie dobrze i Polska nadal będzie się rozwijać tak szybko i dynamicznie jak w ostatnich prawie dwudziestu latach to myślę, że ten postęp będzie widoczny już w perspektywie najbliższej dekady.

Jacek Męcina - Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan, prawnik i polityk społeczny, specjalizuje się w problematyce prawa pracy, dialogu społecznego oraz polityki zatrudnienia. Profesor nadzwyczajny i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Rady Dialogu Społecznego, Przewodniczący Zespołu Prawa Pracy, Członek Rady Ochrony Pracy przy Sejmie RP.

Agnieszka Zaręba
Agnieszka Zaręba

Dziennikarka ekonomiczna, redaktorka i konferansjerka. Specjalizuje się w tematyce finansów, inwestowania, rynku kapitałowego, nieruchomości i gamingu.

Misją jej działalności jest edukacja ekonomiczna, udziela się w środowisku inwestorów indywidualnych. Prowadzi i moderuje debaty rynkowe, kongresy gospodarcze oraz konferencje biznesowe. Dobrze odnajduje się w sytuacjach kryzysowych, zdobyła certyfikat MON nadany na szkoleniu w jednostce wojskowej.

Prywatnie kocha sport. Posiada uprawnienia ratownika wodnego, sędziego pływania i ratownika medycznego. Podróże to więcej niż pasja, jest certyfikowanym pilotem wycieczek zagranicznych, zainteresowanym sektorem incentive travel, czyli turystyką biznesową.

KONTAKT:

agnieszka.zareba@radiozet.pl
Więcej: https://biznes.radiozet.pl/tags/kategoria/redakcja/agnieszka-zareba