Zamknij
Węgiel i pieniądze
Czy grozi nam blackout?
fot: Karol Porwich/East News

4 mln polskich rodzin bez ogrzewania? "Blackout grozi w całej Europie"

Katarzyna Witwicka-Jurek
Katarzyna Witwicka-Jurek Redaktor Radia Zet
28.07.2022 20:56

Koszt wojny w Ukrainie to m.in. wiszący nad Europą kryzys energetyczny. Mamy niewiele czasu, by przygotować się na wyjątkowo trudną zimę. 4 miliony polskich rodzin może nie mieć jak ogrzać domu, gdy tylko spadną temperatury. O konsekwencjach konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą mówił w podcaście „Biznes. Między Wierszami” Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Ostatnie tygodnie minęły pod znakiem spadku dostępności surowców i produktów spożywczych. To w dużym uproszczeniu pokłosie rozpętanej przez Putina wojny w Ukrainie. Zakręcenie kurka z gazem i embargo na rosyjski węgiel błyskawicznie znalazły odzwierciedlenie w cenach energii, co pociągnęło za sobą falę podwyżek. Jak mówił Piotr Arak z PIE, wisi nad nami kryzys energetyczny, ale to nie wszystko. W skali całego świata wojna może pogłębić problem głodu i ubóstwa. – Na horyzoncie jest wiele zagrożeń – stwierdził nasz rozmówca.

Czas oszczędzać i dzielić się z innymi

Czy surowców może zabraknąć? W kwietniu Rosja w odwecie za odmowę płatności za błękitne paliwo w rublach zdecydowała się zakręcić Polsce kurek z gazem. Dostawy zostały wstrzymane także do innych krajów w Europie, które w przeciwieństwie do Polski nie mają alternatywnego źródła pozyskania surowca. Ograniczono dostawy m.in. do Włoch, Słowacji, Niemiec, Holandii, Danii, Finlandii i Austrii. Efekt? Być może nasze zapasy pozwolą nam przetrwać, ale niewykluczone, że będziemy musieli wesprzeć także inne gospodarki.

- Trzeba zachować ostrożność w deklaracjach co do dostępności surowców w najbliższych miesiącach. Rosja zablokowała dostawy gazu do Polski wcześniej, niż wynikało to z kontraktów. Dopiero ruszamy z Baltic Pipe. Ryzyko, że gazu zabraknie, zawsze istnieje. Może nastąpić sytuacja, w której będziemy musieli dzielić się przepustowością Baltic Pipe czy gazociągu w Świnoujściu z naszymi sąsiadami, którzy są w gorszej sytuacji pod względem dostaw gazu – wyjaśnił Piotr Arak.

Jak dodał, Polska jest bezpieczna dzięki zapasom energii, ale „problem polega na tym, że cała Europa Zachodnia może sobie nie poradzić, a w kryzysie domagamy się solidarności”. Za gaz zapłacimy więcej? - To koszt wojny, który my, jako cała Europa, musimy ponieść. Putin ograniczył dostawy gazu, zwiększył ceny. Jeśli przetrwamy ten sezon grzewczy, to w przyszłym roku całkowicie poradzimy sobie bez Rosji. Jeśli zaś Kreml przerwie dostawy do Europy, to pozostanie bez alternatywnych rynków zbytu. Bo jeśli Rosja będzie chciała handlować z Azją, będzie musiała obniżyć ceny, więc na tym straci – podsumował nasz rozmówca.

W odpowiedzi na nadciągający kryzys Komisja Europejska zarekomendowała redukcję zużycia gazu w krajach członkowskich tak, by uniknąć niedoboru surowca zimą. Kolejną bolączką Europy są ceny węgla, które z uwagi na udział tego surowca w polskim miksie energetycznym, w największym stopniu uderzyć mogą po kieszeni Polaków.

Węgiel na wagę złota

O ryzyku blackoutu, czyli awarii systemu elektroenergetycznego, która pozbawiłaby Polaków prądu, zrobiło się głośno na wieść o masowym wyłączaniu bloków kluczowych polskich elektrowni węglowych. Przez niedobory surowca prace wstrzymała m.in. elektrownia Połaniec, Opole, Kozienice i Turów. Rząd zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą, jednak gołym okiem widać rosnące ceny węgla i spadek jego dostępności.

Piotr Arak zapytany o ryzyko przerw w dostawach prądu, czy nawet paraliżu energetycznego uznał, że w skali całej Europy już teraz istnieje ryzyko blackoutu. - Ale to nie Polska będzie miała problem, a kraje Zachodu takie jak Hiszpania czy Włochy, które mierzą się z falą upałów. Potrzeba ochładzania domów, walka z suszą i pożarami sprawia, że zużycie prądu jest tam obecnie większe niż zimą – mówił Piotr Arak. Jak dodał ekspert, kryzys, choć w mniejszym stopniu, odczują także polskie gospodarstwa domowe. - W skali całej Europy grozi nam blackout i zmniejszanie temperatur w systemie energetycznym. Woda będzie chłodniejsza, domy będą miały problem z ogrzewaniem, mogą być problem z dostawą energii do fabryk – wyjaśnił Piotr Arak.

Choć Polska jest w dużej mierze samowystarczalna energetycznie, to część konsumentów korzystających z węgla odczuje wyższe koszty, które mogą ich przerosnąć. To 4 miliony gospodarstw domowych, które wciąż korzystają z węgla

Z pomocą przychodzi jednak rząd, który zaproponował dopłaty do zakupu węgla. 3 tysiące złotych przysługiwać ma każdej rodzinie, która do ogrzewania używa węgla. Nie będzie progów dochodowych ani konieczności potwierdzenia, że wypłacone przez gminy pieniądze faktycznie zostaną przeznaczone na zakup surowca. Przyjęta przez Sejm ustawa nie jest jednocześnie gwarancją, że węgla nie zabraknie.

- Do tej pory importowaliśmy wysokokaloryczny węgiel na potrzeby gospodarstw domowych m.in. z Rosji, Ukrainy czy Australii. Według rządowych deklaracji mamy częściowo uzupełnione zapasy. Import w dalszym ciągu jednak i tak będzie niezbędny po nałożeniu embarga na rosyjski węgiel (…) To wyzwanie, z którym trzeba będzie się zmierzyć – mówił Piotr Arak.

Dopłaty dla wybranych

Dopłaty to potrzebne rozwiązanie, choć rządowy pomysł ma swoje wady. Węgiel wciąż ma duży udział w polskim miksie energetycznym. Jak wynika z oceny skutków regulacji ustawy wprowadzającej dopłaty do węgla, ponad 3,8 mln gospodarstw domowych nie posiada innego źródła ogrzewania. – Nie jesteśmy w stanie sprawić, by do końca lata gospodarstwa te odeszły od węgla na rzecz gazu czy zielonej energii. Rządy w całej Europie wspierają mieszkańców poprzez świadczenia – wyjaśnił Piotr Arak.

Rząd skupił się jednak na wsparciu finansowym dla tych, którzy używają do ogrzewania domów węgla. Mieszkańcy bloków i domów jednorodzinnych korzystających z miejskiej sieci także jednak odczują podwyżki cen. Ze strony opozycyjnych polityków padł nawet pomysł, by dodatek węglowy zastąpić inną pomocą. - Dodatek grzewczy powinien dotyczyć wszystkich, którzy ogrzewają swoje mieszkania czy swoje domy, bez względu na to, czy węglem, czy prądem, czy gazem, czy też ciepłem z elektrociepłowni – oświadczyli posłowie Lewicy podczas konferencji prasowej w Sejmie.

Tymczasem stawki za energię są głównym motorem wzrostu inflacji. Kwoty na rachunkach od operatorów wzrosły nawet dwukrotnie w skali roku, a podwyżki cen energii pociągnęły za sobą falę drożyzny. Płacimy więcej za niemalże wszystkie towary i usługi, co także pośrednio jest pokłosiem wojny.

Rosnące ceny, ubóstwo i głód

Paliwo, prąd i gaz to dobra, których ceny stanowią „być albo nie być” dla przedsiębiorców. Gdy rosną, niezbędne okazuje się zwiększanie cen oferowanych towarów i usług, by nie dokładać do interesu. W czasie pandemii o zwiększonym popycie np. na papier toaletowy decydowała obawa, że może go zabraknąć. Podobną motywacją kierowali się Belgowie, którzy tuż po wybuchu wojny w Ukrainie masowo kupowali m.in. makaron w obawie przed wstrzymaniem dostaw. Polacy postępują podobnie, widząc rosnące ceny cukru. Jego sprzedaż wzrosła do tego stopnia, że sklepy zdecydowały się wprowadzić limity. Jak jednak mówił Piotr Arak, nie ma powodów do paniki, gdyż Polsce nie grozi brak żywności.

Posłuchaj podcastu

- Jesteśmy samowystarczalnym krajem, sami nawet importujemy żywność. Jej ceny podbijają m.in. problemy z dostępnością nawozów, które importowane były z Ukrainy. W dużo gorszej sytuacji są kraje, które w większym stopniu uzależnione są od dostaw z Ukrainy i Rosji. W krajach Bliskiego Wschodu i Afryki ryzyko niewypłacalności i głodu staje się realne. Towarzyszące tym regionom susze mogą dać się we znaki także w przyszłym roku – mówił Piotr Arak.

Dyrektor PIE pytany o działania zaradcze odparł, że w dobie kryzysu wiele rządów decyduje się na świadczenia pieniężne dla najuboższych, co czyni także polski rząd. Czy dosypywanie pieniędzy na rynek pozwoli nam uporać się z drożyzną? - Musimy się zastanowić, co jest powodem inflacji. Gdyby ta była wywołana wyłącznie przez czynniki zewnętrzne, wzrost płac, kwestie popytu, a nie podaży to racja – świadczeń nie trzeba wówczas wprowadzać. Wypłaty te mają mieć charakter tymczasowy, to nie może mieć charakteru systemowego, bo wydłuży nam okres podwyższonej inflacji. To wojna w Ukrainie w dużej mierze, jako czynnik zewnętrzny, podbija ceny. NBP nie ma całościowego wpływu na wskaźnik inflacji – podsumował Piotr Arak.

Mateusz Morawiecki i Piotr Arak
Piotr Arak (w środku) i premier Mateusz Morawiecki (z lewej)
fot. Jakub Kaminski/East News

Polski Instytut Ekonomiczny przygotował także prognozy dla naszego kraju, z których wynika, że drożyzna utrzyma się na dłużej. Jak przewidzieć ceny przy tylu zmiennych? – Praca analityków przypomina trochę pracę saperów, choć konsekwencje się różnią. Pomyłki się zdarzają – odparł nasz rozmówca. Zgodnie z bieżącym scenariuszem wskaźnik inflacji ma sięgnąć szczytu w sierpniu. Potem taniej nie będzie, ale ceny będą rosły wolniej.

Katarzyna Witwicka-Jurek
Katarzyna Witwicka-Jurek

Dziennikarka z wykształceniem ekonomicznym. Najlepiej czuje się w biznesie. Lubi podatki - niekoniecznie płacić, lecz zgodnie z misją dziennikarza – objaśniać. Wcześniej związana z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Obecnie pracuje w redakcji portalu RadioZET.pl. Interesuje się klasyką rocka, sporami politycznymi i historią myśli ekonomicznej.

katarzyna.witwicka@radiozet.pl
Twitter: https://twitter.com/KWitwicka