Zamknij

Biedronka z zarzutami. Sieci grozi gigantyczna kara

Katarzyna Witwicka
16.08.2022 11:04
Biedronka odpowie za tarczę antyinflacyjną
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/East News

Biedronka musi liczyć się z dodatkowymi kosztami. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił jej zarzuty dotyczące wprowadzenia klienta w błąd. Poszło o „Tarczę Antyinflacyjną Biedronki”.

Inflacja, która w lipcu sięgnęła 15,6 proc. zmusiła Polaków do zaciskania pasa także podczas zakupów spożywczych. Biedronka, by utrzymać dotychczasowy ruch w marketach, wprowadziła własną tarczę antyinflacyjną, zamrażając ceny wybranych produktów. W reklamach telewizyjnych sieć zapewniła, że jeśli klienci znajdą dany produkt w niższej cenie w konkurencyjnych sklepach, Biedronka zwróci im różnicę. Sieć pominęła jednak w spotach reklamowych haczyki, które wykluczały udział w programie.

Tarcza antyinflacyjna Biedronki wprowadzała w błąd? Sieci grozi milionowa kara

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny przypomniał, że  w okresie najszybciej rosnącej inflacji, czyli od kwietnia do czerwca bieżącego roku, Biedronka zamroziła ceny 150 produktów. „Tarcza” zakładała również, że jeśli klienci znajdą te produkty w korzystniejszych cenach w innych sklepach - Biedronka zwróci im różnicę.

Regulamin akcji dostępny był na stronie internetowej, ale nie było go w sklepach stacjonarnych. Zachęceni reklamą klienci ruszyli zatem do Biedronki z paragonami konkurencyjnych sklepów, licząc, że sieć wypłaci im różnicę. Część z nich jednak została odesłana z kwitkiem. Dlaczego? Haczyków przemilczanych w reklamie było kilka:

  • lista konkurencyjnych sklepów była regulaminowo ograniczona do najpopularniejszych sieci,
  • zakupów należało dokonać w tym samym tygodniu (liczonym od poniedziałku do niedzieli),
  • klienci musieli również zrobić zdjęcia porównywanego produktu (wraz z etykietą ze składem) i zachować nienaruszone paragony bądź faktury,
  • konsumenci mieli w ciągu 7 dni od zakupów przesłać elektronicznie zgłoszenie. Gdy zostało ono przyjęte dostawali numer zgłoszenia i zobowiązani byli do wysyłki pocztą tradycyjną (opłacając koszty listu), również w terminie 7 dni, oryginałów dowodów zakupu i zdjęć.
  • Gdy klient po przejściu powyższej procedury otrzymał już decyzję o zwrocie różnicy w cenie, to dowiadywał się, że nie ma ona postaci pieniężnej. Był to bon do wykorzystania tylko w sklepach sieci i tylko w terminie 7 dni od jego otrzymania.

 

 - Zasady wydawały się proste, obietnica kusząca, ale rzeczywistość okazała się inna. Zweryfikowaliśmy jak klientom przedstawiane były benefity wynikające z promocji oraz zasady uczestnictwa i doszliśmy do wniosku, że przekazy reklamowe mogły wprowadzać konsumentów w błąd w zakresie warunków promocji, co związane jest ze skomplikowanym jej charakterem i w rezultacie z uciążliwością skorzystania z niej przez klientów sieci. Dlatego postawiłem trzy zarzuty spółce Jeronimo Martins Polska – mówił prezes urzędu Tomasz Chróstny.

Informacje dotyczące zasad skorzystania z promocji powinny być łatwo dostępne, a hasła reklamowe, ich treść i sposób prezentowania, nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd. Przedsiębiorcy muszą pamiętać o tym, że konsumenci mają prawo do rzetelnej, jasnej i pełnej informacji, zaś próba wyróżnienia się na rynku spośród innych przedsiębiorców nie może być prowadzona w oparciu o chwytliwe, lecz fałszywe hasła reklamowe  

Tomasz Chróstny, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Biedronce grozi niemała kara finansowa za wprowadzanie klientów w błąd. Tarcza antyinflacyjna może kosztować sieć miliony złotych. Mowa bowiem o 10 proc. rocznego obrotu.

RadioZET.pl/UOKiK

CMjBQLDAsUGw=