Zamknij

Ceny paliw wkrótce oszaleją? 5 grudnia wchodzi embargo na ropę z Rosji

24.10.2022 17:28

Paliwa znacznie podrożały w październiku, osiągając rekordowe ceny. W grudniu dojdzie do przełomowego wydarzenia: zgodnie z ustaleniami unijnymi, zacznie obowiązywać embargo na ropę naftową z Rosji. Czy paliwa zacznie brakować, a ceny wzrosną jeszcze bardziej? RadioZET.pl spytało o to ekspertów z Orlenu oraz analityków ze spółki Reflex.

tankowanie samochodu
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/East News

Ceny paliw znów przerażają kierowców. Wystarczył tydzień na początku października, żeby ceny oleju napędowego wzrosły o niemal 1 zł. Cena diesla wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie: trzeba za niego płacić ponad 8 zł za litr. – Gdyby dolar był za 4 złote, to za paliwo płacilibyśmy mniej niż 6 zł za litr – wyjaśnił powód wysokich cen Rafał Zywert, analityk rynku paliw w spółce Reflex. Czy wprowadzenie embargo na ropę z Rosji sprawi, że na tankowanie będziemy musieli wydawać jeszcze więcej?

Ceny paliw a embargo na rosyjską ropę. Co nas czeka po 5 grudnia?

Od 5 grudnia w Unii Europejskiej nie będą już przyjmowane tankowce z rosyjską ropą. Dalej działać będzie mógł rurociąg Drużba, którym surowiec trafia przede wszystkim do Czech, na Słowację i na Węgry. Z tego źródła ropę zdarza się kupować także Polsce i Niemcom. Od 5 lutego 2023 roku zacznie obowiązywać embargo na rosyjskie produkty ropopochodne, w tym olej napędowy. Z Rosji sprowadzaliśmy ponad 25 procent diesla sprzedawanego w Polsce, może to być dużym problemem nie tylko dla kierowców, lecz także i gospodarki. Jak na datę wdrożenia embargo przygotowuje się Orlen? Koncern zapewnił, że jest „gotowy na wszystko”.

- PKN ORLEN jest przygotowany na każdy scenariusz i będzie realizować wszystkie wytyczne wynikające z sankcji międzynarodowych. PKN ORLEN zawsze działa zgodnie z obowiązującymi przepisami krajowymi oraz międzynarodowymi. Jednak, aby zachować równowagę na rynku, pełne odejście od rosyjskiej ropy powinno być skoordynowane na poziomie całej Unii Europejskiej – dowiedzieliśmy się od centrum prasowego Orlenu. Koncern zapewnił ponadto, że odcięcie się od dostaw z Rosji było jego nadrzędnym celem.

- Dywersyfikacja dostaw ropy naftowej to jeden ze strategicznych celów PKN ORLEN. Koncern w pełni zabezpiecza dostawy ropy naftowej do rafinerii w Polsce, Czechach i na Litwie, a zaopatrzenie w surowiec odbywa się na bieżąco. W momencie całkowitego wstrzymania dostaw z kierunku wschodniego, dostawy będą realizowane z kierunków alternatywnych, m.in. z Arabii Saudyjskiej, USA czy Afryki Zachodniej. Od początku wojny w Ukrainie PKN ORLEN nie realizuje zakupów spotowych ropy Ural, czyli rosyjskiej – uspokoił koncern.

Bezpośredniej odpowiedzi na pytanie o to, jak wdrożenie embargo będzie mogło wpłynąć na ceny na stacjach od Orlenu nie usłyszeliśmy. Koncern poinformował za to, że nominalne ceny paliw dla polskich kierowców należą do najniższych w Europie.

- W odniesieniu do cen paliw przypominamy, że od 16 tygodni ceny paliw w Polsce należą do najniższych w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z danymi z 19 października 2022 r., opublikowanymi przez portal branżowy e-petrol, za litr benzyny w Polsce zapłacimy obecnie średnio 6,95 zł. Za ten sam produkt Bułgarzy muszą zapłacić 7,29 zł, Rumuni 7,05 zł, a Słowacy 8,22 zł. Nasi sąsiedzi drożej tankują również olej napędowy – kierowcy w Polsce za litr diesla zapłacą obecnie 8,08 zł, Rumuni 8,48 zł, a na Łotwie czy w Estonii to odpowiednio 9,49 zł i 9,14 zł. Należy przy tym pamiętać, że główne składniki cen paliw, czyli ropa naftowa, energia elektryczna i gaz wykorzystywane w produkcji, biododatki i logistyka są cenami rynkowymi i są na zbliżonym poziomie dla wszystkich producentów w regionie, niezależnie od poziomu średnich zarobków w danym kraju – zaznaczyło biuro prasowe Orlenu.

Od odpowiedzi na pytanie o potencjalny wzrost paliw po nałożeniu embargo nie uchylił się Rafał Zywert. Według eksperta odcięcie się od dostaw z Rosji nie powinno wpłynąć na ceny, gdyż te już teraz uwzględniają koszty dywersyfikacji dostaw i sprowadzania ropy od innych kontrahentów.

- To nie będzie tak, że 5 grudnia wejdzie w życie embargo, a 6 grudnia ceny pójdą do góry. Było ponad 6 miesięcy, żeby się przygotować i zdywersyfikować źródła dostaw, udało się już zrezygnować z połowy dostaw z Rosji, mimo że jeszcze nie trzeba było tego robić. Te działania są już zdyskontowane w cenach. Najpierw były długie negocjacje, a potem dano 6 miesięcy na przygotowanie się do wstrzymania zakupów z Rosji. Trzeba też pamiętać, że zakaz dotyczy dostaw dostarczanych statkami, ale południową nitką ropociągu „Przyjaźń” ropa będzie płynąć do Węgier, Czech i Słowacji – stwierdził Rafał Zywert.

loader

RadioZET.pl