Zamknij

Kaczyński: nie walczymy z inflacją najprostszą metodą. „Najpierw była reforma Balcerowicza”

04.10.2022 17:59

- Robimy wszystko, by walczyć z inflacją, ale nie tą najprostszą metodą, czyli poprzez schładzanie gospodarki. Chcemy oszczędzić społeczeństwu wzrostu bezrobocia i spadku dochodów - oznajmił prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński
fot. Maciej Witkowski/REPORTER/East News

Inflacja rośnie z miesiąca na miesiąc: we wrześniu według szybkiej kalkulacji GUS ceny w ujęciu rocznym wzrosły o 17,2 procent. Coraz większa drożyzna odbiła się już na życiu Polaków: 71 procent zadeklarowało, że z powodu wysokich cen zaczęło zaciskać pasa. W najbliższym czasie perspektyw na szybkie zdławienie tempa spadku wartości pieniądze raczej nie będzie: prezes PiS Jarosław Kaczyński stwierdził, że rząd nie będzie stosował najprostszej metody, czyli schładzania gospodarki poprzez podnoszenie stóp procentowych, żeby oszczędzić Polakom zagrożenia bezrobociem i spadkiem dochodów.

Na to ostatnie może być już za późno – z danych GUS wynika, że z miesiąca na miesiąc średnia płaca spadła, a pamiętać trzeba, że i tak rosła wolniej, niż inflacja. Kaczyński przyznał, że walka z inflacją jest „ogromnie trudna”, dodał jednak, że jest ona „zjawiskiem o charakterze światowym”. Eksperci wskazali, że jednym z większych problemów stało się mocne osłabienie złotego – „wszystkie waluty są po 5 złotych” – co znacznie zwiększa koszt importu nośników energetycznych.

PiS wybrał trudniejszą walkę z inflacją. Nie chce „rynku pracodawcy”

W wywiadzie w Programie Pierwszym Polskiego Radia i Polskim Radiu 24 prezes PiS podkreślił, że rząd robi wszystko co może, żeby ograniczyć inflację. Ogranicza go jednak decyzja, żeby skutki wprowadzanych decyzji były jak najmniej szkodliwe społecznie.

- My przyjęliśmy w tej walce takie założenie: nie chcemy doprowadzić w Polsce do tego, by już po raz czwarty od 1989 roku społeczeństwo przeżyło kryzys wielkiego bezrobocia, spadku dochodów. (...) Najpierw była pierwsza reforma Balcerowicza, później schładzanie gospodarki na przełomie lat 90. i 2000. i później skutki kryzysu, który wybuchł w 2008 roku - powiedział Kaczyński.

- Robimy wszystko, by walczyć z inflacją nie tą najprostszą metodą, czyli schładzaniem gospodarki - wtedy będziemy mieli bezrobocie, rynek pracodawcy, skutki płacowe, ale w drugą stronę, bo do tej pory płace ciągle rosły. Robimy to inaczej. Chcemy tegoo oszczędzić społeczeństwu – zadeklarował Kaczyński.

Pytany, kiedy inflacja może zacząć spadać, prezes PiS zauważył, że pojawiają się coraz to nowe czynniki, które komplikują sytuację. W związku z tym wszelkie prognozy i opracowania bardzo szybko się dezaktualizują.

- Teraz tym czynnikiem jest wojna, zaostrzenie działań rosyjskich, aneksja, pogróżki związane z bronią nuklearną. To wszystko tworzy inną sytuację niż jeszcze na przykład dwa tygodnie temu. Dwa tygodnie temu było dosyć łatwo, chociaż nie oznacza, że bardzo łatwo, przewidzieć, że ta inflacja w kolejnych kwartałach będzie powolutku spadała. Dziś nie mogę odpowiedzieć w sposób, który jest racjonalny, bo te czynniki wojenne, czysto putinowskie mogą oddziaływać w sposób zaskakujący - stwierdził Kaczyński.

Rząd stara się komunikować, że inflacja i drożyzna w Polsce to skutki putinflacji, czyli czynników zależnych od działań rosyjskich. Do tej tezy udało się przekonać tylko wyborców Prawa i Sprawiedliwości – większość Polaków nie uwierzyła w zapewnienia, że rząd nie przyczynił się do wzrostu cen.

Kaczyński dodał, że różne ekspertyzy ekonomiczne, formułowane w ciągu ostatnich miesięcy były zawodne. Na pytanie, czy kluczowe dla wyniku wyborów będą kwestie energetyczne: dostępność i ceny węgla, a także ceny prądu, prezes PiS przyznał, że „z całą pewnością będzie to miało bardzo duże znaczenie”. Zapewnił, że rząd robi w tej sprawie wszystko, co może.

loader

RadioZET.pl/Polskie Radio/PAP