Zamknij

Kryzys energetyczny coraz groźniejszy. „Sytuacja wymknęła się rządowi spod kontroli”

29.09.2022 13:59

- Te działania, które są teraz, są mocno spóźnione. Jest łatanie dziur, nie ma kompleksowego pomysłu – tak oceniła w Wirtualnej Polsce posunięcia rządu mające łagodzić skutki kryzysu energetycznego Justyna Piszczatowska, redaktor naczelna Green-News.pl. 

Mateusz Morawiecki
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Kryzys energetyczny stał się jeszcze bardziej realny po uszkodzeniu gazociągów Nord Stream. Wycieki oznaczają, że nie uda się przywrócić dostaw, a to oznacza konieczność poradzenia sobie z dużymi brakami na rynku. Polskę ratuje co prawda Baltic Pipe, który zacznie tłoczyć gaz 1 października, jednak według dostępnych informacji udało się zapewnić dostawy wynoszące tylko około 25 procent pełnej przepustowości. W czarnym scenariuszu nakreślonym przez analityków może to oznaczać, że już w styczniu 2023 roku w Polsce zabraknie gazu. Mateusz Morawiecki publicznie stwierdził, że z węglem jest problem.

Czy takiego niebezpieczeństwa można było uniknąć? Justyna Piszczatowska przypomniała w programie „Newsroom” Wirtualnej Polski, że kraje Zachodu zaczęły przygotowywać się systematycznie na kryzys natychmiast po inwazji Rosji na Ukrainę. Polski rząd nie wykazał się takim darem przewidywania, dlatego teraz pojawia się mnóstwo pomysłów na to, jak poradzić sobie z gigantycznym wzrostem cen energii. Jeden z nich, autorstwa Jacka Sasina, premier Morawiecki ocenił jako nie do końca zgodny z obowiązującym prawem, sugerując nawet możliwość „odpowiedzialności karnej” po jego ewentualnym wdrożeniu. - Słowo „chaos” jest dziś w pełni uzasadnione – podsumowała Piszczatowska.

Nie unikniemy kryzysu energetycznego? „Działania rządu są mocno spóźnione”

Polakom przerażonym nagłym podwyżkom cen węgla rząd obiecał, że każde gospodarstwo domowe będzie mogło kupić 3 tony węgla płacąc za nie 996,60 zł za tonę. Odpowiednia ustawa została przyjęta przez Sejm, podpisana przez prezydenta i nawet weszła w życie. Tyle tylko, że w praktyce była martwym prawem – rząd w międzyczasie zmienił koncepcję i ustanowił dodatek węglowy.

To tylko jeden z przykładów działań rządu mających łagodzić wysokie ceny energii, które okazały się być nieprzemyślane i niemożliwe do przeprowadzenia. Przypomniała o tym w programie „Newsroom” WP Justyna Piszczatowska, podając wydarzenia z ostatniego tygodnia.

- Widać to chociażby na przykładzie ustawy, która miała kasować nadzwyczajne zyski firm energetycznych. O tym projekcie ustawy usłyszeliśmy w poniedziałek, we wtorek już okazało się, że rząd ma zamiar iść jednak w innym kierunku: kasowania obliga giełdowego. Chodzi o zniesienie obowiązku handlowania energią elektryczną na towarowej giełdzie energii. Ta pierwsza propozycja wydaje się już dziś nieaktualna, a mamy dopiero czwartek. W ciągu jednego tygodnia roboczego mamy pełną woltę, jeśli chodzi o rozwiązania regulacyjne, a to tylko jeden z wielu przykładów, jakie obecnie obserwujemy. Mamy chaos – poinformowała Piszczatowska.

Goszcząca w  programie „Newsroom” wystawiła rządowi bardzo niekorzystną ocenę z dotychczasowych działań podejmowanych w związku ze zbliżającym się coraz bardziej kryzysem energetycznym. Najwięcej zastrzeżeń miała do umiejętności planowania długoterminowego i przewidywania, co może zdarzyć się na rynku.

- Pokutuje podejście dobrze znane w polskiej polityce od lat. Próba przeczekania i nadziei na to, że to jakoś samo minie i że nie będzie trzeba się z tymi problemami zmierzyć. A przypominam, że przed kryzysem energetycznym eksperci ostrzegali już wiosną. Widać było, jak kraje zachodnie wprowadzają polityki regulacyjne i zachęcają do oszczędzania. U nas były deklaracje, że będzie dobrze. Nikt nie mówił o oszczędzaniu, „bo nikt nas do niego nie zmusi”. To słowa członka rządu. Niestety jest dobrze, dopóki nie jest już bardzo źle. Te działania, które są teraz, są mocno spóźnione. Jest łatanie dziur, nie ma kompleksowego pomysłu – podsumowała gorzko Piszczatowska.

loader

RadioZET.pl/Wirtualna Polska