Zamknij

Zarobki „uszczuplą się niemal o 1/5”. „Wiele grup może być niezadowolonych”

22.08.2022 14:07

- Wysoka inflacja, a z taką mamy w tym momencie do czynienia w Polsce, jest po prostu bolesna. 20 procent inflacji to przy niezmienionej płacy 20 procent wynagrodzenia mniej. I w porównaniu do czasów sprzed pandemii to jest rzeczywistość wielu Polaków - stwierdził w magazynie Wirtualnej Polski dr Wojciech Paczos z Cardiff University.

przekazywanie pieniędzy z ręki do ręki
fot. Marek BAZAK/East News

Inflacja liczona rok do roku sięgnęła w lipcu 15,6 procent. Prognozy NBP mówią o niebezpieczeństwie przyspieszenia spadku wartości nabywczej pieniądze nawet do okolic 19 procent, a analitycy zaczęli ostrzegać, że w grudniu może nas czekać inflacyjny „perfect storm”.

Dr Wojciech Paczos stwierdził wprost, że nadchodzi „kryzys kosztów życia”. - Kiedy Polacy ubożeją? Gdy inflacja wyprzedza wzrost zarobków. I dla wielu Polaków, dla najmłodszych pokoleń, właśnie nadchodzi pierwszy moment, gdy stracą, gdy kolejny rok nie przyniesie lepszej sytuacji, gdy po prostu będą mogli kupić mniej – powiedział wiceprezes think-tanku Dobrobyt na Pokolenia w wywiadzie udzielonym Wirtualnej Polsce.

Polacy zbiednieją przez inflację. „Zacznie się oszczędzanie i zapożyczanie”

Inflacja jest wysoka, ale wynagrodzenia rosną szybciej niż ceny – przekonywał wielokrotnie rząd. Średnia pensja sięgnęła niemal 7000 zł. Nie wszyscy jednak mogą liczyć na podwyżki – zauważył dr Paczos.

- Średnia realnego spadku wynagrodzeń w 2022 roku, która moim zdaniem wyniesie od 2 do 3 proc., będzie ukrywała w sobie wiele dramatycznych sytuacji. O ile są zawody i branże, w których cios będzie mniej bolesny, to będą i takie osoby, które nie wynegocjują żadnej podwyżki. A w tym wypadku ich zarobki uszczuplą się niemal o 1/5 w porównaniu do czasów sprzed pandemii. To dramatyczny i drastyczny spadek – stwierdził ekspert.

Dr Paczos podzielił się podejrzeniem, że Narodowy Bank Polski działając w porozumieniu z rządem mógł celowo doprowadzić do podwyższenia inflacji, na której początkowo korzystał budżet państwa. Wzrost cen jednak wymknął się spod kontroli, co doprowadziło do wprowadzenia tarcz antyinflacyjnych. Ich koszt to równoważność podwyższenia 500 plus do 1500 zł lub wypłacenia seniorom ośmiu dodatkowych emerytur, aż do świadczenia numer 20.

- Od razu zaznaczę, że jesteśmy w strefie domniemywań, a nie pewnych faktów. Faktem jest, że prezes Narodowego Banku Polskiego jest ściśle związany z partią rządzącą i wielokrotnie sam mówił o doskonałej współpracy. Jego spotkania z rządzącymi, czy przedstawicielami partii, która go wybrała, nie są transparentne. Nie są ani transmitowane, ani w żaden sposób relacjonowane - wskazał dr Paczos.

- To rodzi podejrzenia, że istotnie inflacja – w początkowej fazie, jeszcze w tamtym roku – mogła być po prostu tolerowana. Jej podwyższony poziom sprawiał na przykład, że wpływy z podatku VAT były wyższe. Jednocześnie wpisywanie zaniżonej inflacji do ustawy budżetowej powodowało, że rząd po prostu oszczędzał: nie musiał podnosić wynagrodzeń w administracji tak, jak powinien. O ile jednak inflacja to podatek, który łatwo nałożyć, to jednocześnie jest to podatek, który wyjątkowo trudno wycofać – stwierdził analityk.

- Co zrobił prof. Adam Glapiński, gdy inflacja zaczęła rosnąć? Czarował i zaklinał rzeczywistość. Trudno powiedzieć, jakie są przyczyny i prawdziwe powody takiego zachowania. Nie można jednak wykluczyć, że podwyższona inflacja wydawała się atrakcyjna. Problem w tym, że to działa tylko na początku. W pewnym momencie pożyczanie pieniędzy staje się drogie, a jednocześnie zaczyna działać mechanizm utrwalenia się oczekiwań. To igranie z ogniem. Jeżeli ktoś z nim igrał, to chyba właśnie się poparzył – dodał ekspert.

Paczos ostrzegł ponadto przed nadchodzącą zimą, która ma być dla Polaków wyjątkowo ciężka. Ekspert zauważył przy tym, że rząd nie przygotowuje na to obywateli, być może obawiając się ich reakcji.

- Martwi to, że nikt szczerze nie przygotowuje Polaków na zimę. To naprawdę będzie trudny okres, możemy się obudzić w rzeczywistości o wiele mniej komfortowej niż do tej pory. Ze względu nie tylko na ceny, ale i na dostępność surowców w polskich domach może być po prostu zimniej. A żeby nie było zimniej, gospodarstwa domowe powinny zacząć oszczędzać i być na to gotowe. Brak takiego komunikatu jest fatalny w skutkach – skonstatował Paczos.

loader

RadioZET.pl/Wirtualna Polska