Zamknij

Niespodziewana decyzja rządu. Inflacja wzrosłaby do 27,1 procent

12.09.2022 11:28
Mateusz Morawiecki
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER/East News

W zaprezentowanym Radzie Dialogu Społecznego projekcie budżetu na 2023 rok nie przewidziano tarczy antyinflacyjnej. Gdyby zrezygnować z niej oraz z zamrożenia cen energii w obecnym momencie, inflacja wzrosłaby natychmiast z 16,1 procent do 27,1 procent – ostrzegł Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Inflacja zapędziła się już do poziomu 16,1 procent, a członkowie Rady Polityki Pieniężnej przyznali, że według prognoz może nawet przebić 20 procent. Prezes NBP Adam Glapiński przekonywał z kolei, że gdyby zamrozić ceny energii i przedłużyć tarczę antyinflacyjną, to pod koniec 2023 roku tempo wzrostu cen powinno spaść do 3 procent.

Tymczasem w budżecie na 2023 rok nie uwzględniono tarczy antyinflacyjnej, która obniża stawki podatków i akcyzy na część produktów. Rozwiązanie ma według obecnych regulacji funkcjonować do końca 2022 roku. Przywrócenie regularnych stawek spowoduje wzrost wskaźnika inflacji o 4 punkty procentowe. Kolejne 7 punktów procentowych dołożyłoby odmrożenie cen energii.

Tarczy antyinflacyjnej nie ma w budżecie na 2023 rok. Inflacja wzrośnie?

Według założeń rządu, inflacja w 2023 roku ma wynieść 9,8 procent. Ekonomiści takie wyliczenia skrytykowali jako mało prawdopodobne – Kamil Sobolewski stwierdził, że szansa na taki odczyt inflacji to mniej niż 10 procent. Jeszcze mniej, jeśli rzeczywiście w przyszłym roku nie będzie tarczy antyinflacyjnej.

– Musiałaby się zakończyć wojna w Ukrainie, a Putin musiałby się zrzec dobrowolnie władzy. Szanse na to są, ale bardzo znikome – stwierdził w rozmowie z money.pl Sobolewski. Zastrzegł przy tym, że nie jest to jeszcze zapewne ostateczny kształt budżetu na 2023 rok. - W ubiegłorocznej ustawie budżetowej również nie było tarczy antyinflacyjnej, a rząd ją wprowadził – przypomniał ekonomista.

Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, przypomniał że głównym celem tarczy antyinflacyjnej było złagodzenie szoku cenowego. Mało prawdopodobne jest, żeby w roku wyborczym rząd nie chciał już chronić obywateli przed jeszcze większą drożyzną.

- Taki był w ubiegłym roku cel wprowadzenia tarczy antyinflacyjnej przy poziomie ponad 8 procent - niedopuszczenie by przekroczyła ona psychologiczny poziom 10 procent, a cena benzyny - 6 zł – przypomniał Zielonka. Ekonomista podkreślił przy tym, że tarcza poskutkowała opóźnieniem szczytu inflacji, ale nie zdołała zatrzymać jej na w miarę bezpiecznym poziomie.

Kosz tarczy antyinflacyjnej dla budżetu NBP oszacował na 39 mld zł w 2022 roku i 33,4 mld zł w 2023. Prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów i główny ekonomista BCC zwrócił uwagę, że tak udźwignięcie przez przyszłoroczny budżet tak wysokiego obciążenia może być trudne do zrealizowania ze względu na skokowy wzrost kosztów obsługi zadłużenia, który ma sięgnąć kwoty 120 mld zł.

- To wzrost o 80 mld zł w stosunku do tego, co płaciliśmy wcześniej. Za to można byłoby pokryć koszty tarczy antykryzysowej w przyszłym roku (34 mld zł) i wydatki na bezpieczeństwo (ok. 70 mld zł), i na ochronę zdrowia by jeszcze coś zostało – podsumował Gomułka.

- Unia Europejska widzi wydawanie publicznych środków via fundusze pozabudżetowe w BGK czy PFR. Widzą to również rynki finansowe: agencje ratingowe, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy. One są uodpornione na propagandę. Rząd będzie miał do wyboru: albo słuchać opinii swoich wyborców, albo rynków finansowych – stwierdził prof. Gomułka.

RadioZET.pl/money.pl

CMjBQLDAsUGw=