Zamknij

Odszkodowanie za zakażenie w pracy. Fala bezlitosnych komentarzy do „lex konfident”

28.01.2022 15:16

Osoba, która zakazi się koronawirusem w pracy, będzie mogła domagać się odszkodowania od niezaszczepionego pracownika – czytamy w projekcie ustawy przygotowanym przez PiS. Przepisy bezlitośnie punktują nawet osoby popierające szczepienia i domagające się prawa sprawdzania certyfikatów przez pracodawcę.

Jarosław Kaczyński
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER/East News

Koronawirus wywołuje już niemal 60 000 zachorowań dziennie. Z powodu kwarantanny w domach zamkniętych jest już ponad milion Polaków. Brak rąk do pracy może spowodować zamykanie sklepów – na zwolnieniu lub kwarantannie może wylądować cała załoga.

Przedsiębiorcy domagali się umożliwienia sprawdzania zaszczepienia zatrudnionych, by móc przeciwdziałać takim sytuacjom. Rząd projekt ustawy przygotował, ale nie zdecydował się kontynuować nad nim prac, bojąc się wolty zrzeszonych w PiS przeciwników szczepień. Gdy pojawiła się realna groźba paraliżu gospodarki, w ciągu jednej nocy przygotowano nowy projekt mający zapewnić bezpieczeństwo w zakładach pracy. Zapisano w nim odszkodowania dla zarażonych w pracy. Nawet zwolennicy sprawdzania szczepień załamali ręce, wskazując że mamy do czynienia z ogromnym bublem prawnym.

Odszkodowanie za zakażenie w pracy wyśmiane w sieci. „Tęsknie za zamykaniem lasów”

Z treści proponowanych przepisów wynika, że obowiązek cotygodniowego testowania się będą mieć wszyscy pracownicy, także ci zaszczepieni. Osoba, która zachoruje na COVID-19 i będzie mieć „uzasadnione podejrzenie”, że do zakażania doszło w pracy, będzie mogła starać się o odszkodowanie w wysokości 15 050 zł.

Jeśli miał w pracy styczność z osobą, która nie okazała ważnego negatywnego testu na koronawirusa mimo wezwań od pracodawcy, to właśnie od współpracownika otrzyma pieniądze. Jeśli pracodawca nie wymagał przedstawiania testów, to ciężar wypłaty rekompensaty ma spocząć właśnie na nim. Decyzję o przyznaniu odszkodowania podejmować ma wojewoda.

Komentatorzy szybko wskazali na wady projektu ustawy, nazywając go nawet „lex konfident”. Borys Budka stwierdził, że to próba skłócenia ludzi. Łatwo bowiem wyobrazić sobie, jak zmienią się stosunki między znajomymi, jeśli jeden będzie musiał zapłacić drugiemu 15 000 zł – kwotę, na którą pracować musi kilka miesięcy.

Na absurdy ukryte w proponowanym prawie wskazał również Krzysztof Bosak, wskazując na trudności w oszacowaniu, gdzie tak naprawdę mogło dojść do zarażenia. Internauci dodali, że projekt nie bierze na przykład pod uwagę możliwości zachorowania po kontakcie z pracownikiem innego przedsiębiorstwa, mającego biuro w tym samym budynku.

Inni dopatrują się w projekcie ustawy sposobu na zarobek dla „zaprzyjaźnionego instruktora narciarstwa”. Policzono także, że w celu przetestowania raz w tygodniu każdego pracującego trzeba byłoby wykonywać kilka razy więcej testów, niż jest to dziś możliwe.

Pojawiły się także głosy, że prawo specjalnie zostało zaprojektowane jako bubel, żeby obarczyć opozycję winą za jego spodziewane odrzucenie i brak rozwiązań mogących chronić pracowników przed zarażeniem.

Komentatorzy domagają się nawet zakazu dalszych prac nad tworzeniem prawa dla autora projektu ustawy.

Najbardziej dobitny komentarz to tęsknota za czasami, gdy największą niedorzecznością rządu PiS w walce z COVID-19 był zakaz wstępu do lasu.

Projekt ustawy ma trafić pod głosowanie w Sejmie 1 lutego 2022 około godziny 16:00. Wcześniej pracować ma nad nią sejmowa komisja zdrowia. Można spodziewać się, że zgłoszonych zostanie mnóstwo poprawek.

loader

RadioZET.pl