Zamknij

Okres zagrożenia w energetyce zapowiedzią blackoutów? „Ludzie odpalili farelki”

27.09.2022 09:31

Po raz pierwszy w historii Polskie Sieci Energetyczne ogłosiły stan zagrożenia w energetyce, gdyż nadwyżki produkcji energii spadły poniżej ustalonego poziomu rezerwowego. - Ludzie odpalili farelki i naturalna redukcja poboru, która występuje wraz z ograniczeniem pracy przemysłu, została zasypana przez odbiorców indywidualnych – stwierdził Maciej Bando, były prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Dodał, że sytuacja może się powtarzać.

 linia wysokiego napięcia, stacja trafo, w tle blok mieszkalny
fot. Damian Klamka/East News

Prąd elektryczny będzie w przyszłym roku „ekstremalnie drogi” – uważają specjaliści. Gospodarstwa domowe mają być przed podwyżkami częściowo chronione przez zamrożenie cen energii. Niewykluczone jednak, że z powodu kłopotów z dostępnością węgla będą wprowadzane ograniczenia dla odbiorców biznesowych i przemysłowych.

Czy należy więc spodziewać się problemów z dostępem do energii? - Trudno mi powiedzieć, czy nam grożą, ale sytuacja w polskiej i europejskiej energetyce jest taka, że należy brać pod uwagę możliwość wprowadzenia ograniczeń – stwierdził Maciej Bando w rozmowie z portalem wnp.pl.

Dziś okres zagrożenia w energetyce, w zimie blackout? „Pogrożenie palcem wytwórcom energii”

Bando dodał, że zagrożenie niedostatecznym poziomem mocy będzie się zapewne powtarzać. Ogłoszenie stanu zagrożenia w energetyce mogło być według byłego szefa URE „pogrożenie palcem wytwórcom energii, żeby nie próbowali oszczędzać węgla i żeby nie odstawiali bloków pod pretekstem awarii czy konieczności nagłego, nieplanowanego przeglądu”. Z powodu przestojów mówiono już w Polsce o niebezpieczeństwie pojawienie się blackoutów.

Elektrownie miały ograniczać produkcję, żeby oszczędzać węgiel i odkładać go na zimę. W komunikatach dotyczących nieplanowego zamykania poszczególnych bloków można było nawet wyczytać, że decyzja została podjęta z powodu braku paliwa.

- Po to budowany był rynek mocy, by nasz system energetyczny był gotowy na takie sytuacje. Nie zmienia to faktu, że uruchamianie stanu zagrożenia przed trudnym sezonem grzewczym nie jest kojącą informacją dla rynku – poinformował starszy analityk ds. energetycznych Robert Tomaszewski z Polityki Insight.

Tomaszewski uspokoił w rozmowie z Gazeta.pl, że nie należy raczej spodziewać się blackoutów. Przed kryzysem energetycznym, objawiającym się wysokimi cenami, nie uda się jednak uciec.

- Prąd będzie, ale po astronomicznych cenach w hurcie, które prędzej czy później uderzą nas wszystkich. Musimy liczyć się z tym, że prąd - podobnie jak gaz i węgiel - będzie ekstremalnie drogi. Wydaje się też, że Polska ma odpowiednie rezerwy węgla, jeśli chodzi o elektroenergetykę. Problemem jest sektor komunalno-bytowy i małe ciepłownie, które do tej pory obficie korzystały z rosyjskiego węgla. W czwartek usłyszeliśmy, że premier nakazał dwóm państwowym spółkom zakupić cztery i pół mln ton węgla dla gospodarstw domowych. Pokazuje to, że rząd nie ma pewności, czy surowca starczy nam tej zimy – zapowiedział Tomaszewski.

loader

RadioZET.pl/gazeta.pl/wnp.pl