Zamknij

Po chrust tworzą się już kolejki. Część chętnych może zostać „odesłana z niczym”

Michał Tomaszkiewicz
10.06.2022 16:54
zrywka drewna
fot. Gerard/Reporter/REPORTER/East News

Rekordowo wysokie ceny węgla przeraziły Polaków. Rząd próbował ratować sytuację, przypominając o możliwości zbierania w lesie chrustu, czyli „gałęziówki”. Chętnych jest tak wielu, że leśnictwa zaczęły tworzyć listy kolejkowe. Gwarancji, że uda się załapać na tani opał już nie ma.

Wojna w Ukrainie coraz bardziej daje się we znaki podczas codziennego życia. Polaków najbardziej bolą skutki ekonomiczne: ceny paliw biją rekordy, a analitycy prognozują, że „przyszłość rysuje się w ciemnych barwach”. Gdyby wyłączyć tarczę antyinflacyjną, paliwo byłoby już po 10 zł za litr.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na rynku węgla używanego do ocieplania domów. Wprowadzenie embarga na surowiec z Rosji sprawiło, że na rynku zabrakło nagle 5-7 mln ton dla odbiorców indywidualnych. Ceny wzrosły ponad trzykrotnie, osiągając poziome 3000 zł za tonę. Chcąc uspokoić Polaków Ministerstwo Klimatu i Środowiska przypomniało, że istnieje możliwość zbierania chrustu w lesie. Nie za darmo – Lasy Państwowe szybko przypomniały obowiązujący cennik. Radio ZET dowiedziało się, że możliwe jest wprowadzenie limitów dla kupujących, „Dziennik Bałtycki” poinformował zaś, że tworzone są już listy chętnych.

Chrustu może zabraknąć. Chętni wpisywani na listy

Wiadomości o problemach z dostępnością węgla oraz rekordowo wysokimi cenami sprawiły, że „gałęziówka” stała się wysoce pożądanym produktem zastępczym. Z cennika wynika, że za metr sześcienny chrustu płacić trzeba około 30 zł w przypadku drzew iglastych oraz 35 zł dla gałęzi pochodzących z drzew liściastych. Duże zainteresowanie oznacza, że alternatywnego opału może dla wszystkich chętnych nie wystarczyć.

- Nie możemy pozyskać z lasów więcej niż wskazują nam plany. To oznacza, że powierzchni, na których można zbierać chrust, nie będzie więcej, a na nich jest określona ilość leżącego drewna. Nie każde drewno też można zebrać, część musi zostać, by wzbogacać glebę. Jest tego ograniczona ilość- przyznał w rozmowie z Daria Klimzą, reporterką Radia ZET rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach Marek Mróz.

Ostrzeżenia zaczynają się spełniać: coraz więcej leśnictw sygnalizuje, że chętnych zgłasza się zbyt dużo i organizuje listy kolejkowe. Z góry zastrzegane jest jednak, że dopisanie do nich nie daje gwarancji możliwości przeprowadzenia zbiórki. Leśnicy obawiają się, że niektórzy chętni zostaną odesłani z niczym – poinformował „Dziennik Bałtycki”.

— Każdorazowa chęć skorzystania z okazji zaopatrzenia się w drewno opałowe na terenach Lasów Państwowych odbywa się za zgodą i na warunkach określonych przez miejscowego leśniczego, który wskazuje miejsce, rodzaj oraz zasady pozyskania dostępnego surowca — powiedział „Dziennikowi Bałtyckiemu” Jerzy Krefft, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku.

Żeby zbierać w lesie drewno na opał, konieczna jest zgoda leśniczego. On przeszkoli, wskaże odpowiednie miejsce i wyjaśni, jakie gałęzie można zbierać. Można podnosić tylko gałęzie leżące i nie grubsze niż 7 cm. Nie wolno przychodzić do lasu z siekierą, bo traktowane jest to jak kradzież drewna.

RadioZET.pl/RadioZET/Dziennik Bałtycki

CMjBQLDAsUGw=