Zamknij

Prąd mimo podwyżek jest tani? "Bez interwencji płacilibyśmy 200 proc. więcej"

29.10.2022 12:36

- Bez interwencji rządu m.in. w sprawie ustalenia maksymalnych cen prądu, obywatele zapłaciliby za energię nawet 200 proc. więcej - podkreśliła wiceminister klimatu i środowiska Anna Łukaszewska-Trzeciakowska. Dodała, że resort chce też w 2023 r. zawiesić opłatę OZE doliczaną do każdego rachunku.

Prąd mimo podwyżek jest tani? Bez interwencji płacilibyśmy 200 proc. więcej
fot. Bartlomiej Magierowski/East News

Ceny za energię rosną od wielu miesięcy, a to nie koniec podwyżek. Eksperci ostrzegają, że najtrudniejsze dla naszych portfeli będą zimowe miesiące. Tymczasem Polacy coraz chętniej korzystają z przyzwolenia na palenie węglem brunatnym w gospodarstwach domowych, choć jeszcze niedawno było to nielegalne. Rząd czasowo zniósł zakaz nałożony przez ustawę antysmogową z powodu kryzysu energetycznego. Dyrektor wykonawczy United Nations Global Compact Network Poland Kamil Wyszkowski nazwał to zbrodnią dla zdrowia i ostrzegł, że w efekcie tej decyzji wiele osób umrze.

Ceny prądu. Rachunki mogłyby być wielokrotnie wyższe

Sejm uchwalił ustawę o środkach nadzwyczajnych, mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej oraz wsparciu niektórych odbiorców w 2023 r. W czwartek przyjął część poprawek Senatu do ustawy. Czeka ona na podpis prezydenta.

Zgodnie z nowymi przepisami, w rozliczeniach z odbiorcami użyteczności publicznej, samorządami i firmami z sektora MŚP będzie stosowana cena maksymalna na poziomie 785 zł za MWh. W przypadku gospodarstw domowych cena maksymalna ma być na poziomie 693 zł za MWh. Będzie ona obowiązywać po przekroczeniu rocznych limitów zużycia:

  • 2 MWh – dla gospodarstw domowych
  • 2,6 MWh – dla rodzin z osobą niepełnosprawną
  • 3 MWh – dla rolników i posiadaczy Karty Dużej Rodziny

Poniżej tych limitów ceny mają pozostać na poziomie z 2022 r. Wiceminister resortu klimatu i środowiska Anna Łukaszewska-Trzeciakowska pytana przez PAP, o ile mniej pieniędzy Polacy zapłacą w przyszłym roku za prąd dzięki nowym rozwiązaniom, odpowiedziała że gdyby rząd nic nie zrobił, to rachunki bardzo by wzrosły.

Według wyliczeń Urzędu Regulacji Energetyki, gdybyśmy nie wprowadzili maksymalnych cen i nie zreformowali rynku, taryfa G, którą są objęte gospodarstwa domowe, mogłaby wzrosnąć o ok. 200 proc. Anna Łukaszewska-Trzeciakowska, wiceminister resortu klimatu i środowiska

Zdaniem wiceminister "według różnych szacunków, gdyby od 15 do 25 proc. osób przestało płacić rachunku, a takie ryzyko było realne, to doprowadzilibyśmy do implozji rynku. Jeśli w pewnym momencie duża liczba osób przestaje płacić rachunki, to przestają działać przepływy finansowe, spółki przestają płacić podatki, na końcu elektrownie nie płacą za węgiel. Przez pewien czas można to odraczać, ale po jakimś czasie rynek zaczyna się załamywać. Na początku wyłączamy światło, a potem wszystko staje".

Przedstawicielka MKiŚ dopytywana o to, jak będą wyglądały ostateczne taryfy na 2023 r. oprócz ustalenia maksymalnych cen na prąd, poinformowała, że w przyszłym roku prawdopodobnie wzrośnie opłata dystrybucyjna. Wskazała jednocześnie, że resort będzie chciał w 2023 r. zawiesić opłatę OZE. Obecnie jej stawka wynosi 0,90 zł za MWh i doliczana jest do każdego rachunku za prąd.

Łukaszewska-Trzeciakowska podkreśliła, że za ustawę o maksymalnych cenach energii elektrycznej mają zapłacić wytwórcy prądu oraz spółki obrotu z ich nadmiarowych przychodów. W ocenie skutków regulacji oszacowano, że koszt rekompensat ma wynieść 19,7 mld zł. Ustawa przewiduje bowiem, że wytwórcy i sprzedawcy energii elektrycznej będą musieli przekazać odpisy na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny będące nadmiarowym przychodem, według przyjętego w ustawie sposobu obliczania. Szczegółowy sposób obliczania limitu ceny na potrzeby kalkulacji kwoty odpisu zostanie ustalony w rozporządzeniu rządu. Obowiązek wpłat na Fundusz obejmie okres od 1 grudnia 2022 do 31 czerwca 2023.

Wiceminister zaznaczyła, że marże firm energetycznych będą "jednocyfrowe". Przyznała, że w ostatnich miesiącach marże były "w niektórych miejscach dwucyfrowe, a w niektórych trzycyfrowe. Zejście do jednocyfrowych marż może boleć, ale jest to nadal marża". Dodała, że wpisany na ostatnim etapie prac w Sejmie do ustawy Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 ma pozwolić na wypłatę zaliczek dla firm energetycznych jeszcze w grudniu na poczet stycznia. Łukaszewska-Trzeciakowska wskazała, że elementem walki o niższe ceny energii była też zmiana rozporządzenia ws. szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego.

Jak wyjaśniła, nowa regulacja zmieniła zasady składania ofert bilansujących, dostosowując je do obecnej kryzysowej sytuacji. Ceny w ofertach składanych na rynku bilansującym nie będą wyższe niż maksymalna cena ofertowa, dzięki czemu ceny na rynku bilansującym będą zbliżone do kosztów wytworzenia energii. Przedstawicielka MKiŚ podkreśliła, że cena na rynku bilansującym już spadła, co będzie miało wpływ na krótkoterminowe i długoterminowe kontrakty.

loader

RadioZET.pl/PAP/Michał Boroń