Zamknij
Adam Glapiński
Prezes NBP obiecywał, że to koniec podwyżek
fot: Wojciech Olkusnik/East News

Dziesiąta podwyżka stóp. „Kredytobiorcy najgorsze mają za sobą”

Katarzyna Witwicka-Jurek
Katarzyna Witwicka-Jurek Redaktor Radia Zet
08.07.2022 12:15

Za nami dziesiąta z rzędu podwyżka stóp procentowych. Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami rynku i obawami kredytobiorców podniosła stopy procentowe. Jaki los czeka kredytobiorców? Prognozuje i doradza ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju Marcin Zieliński.

Zbliżamy się do zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych. Spodziewamy się, że latem inflacja ustabilizuje się, a potem zacznie spadać – obiecywał jeszcze w czerwcu prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński podczas wystąpienia po ogłoszeniu dziewiątej podwyżki stóp procentowych. Tymczasem 7 lipca doszło do kolejnej podwyżki, a czerwcowa inflacja przebiła 15 proc. Komu wierzyć, jak planować finanse i jak w najdroższych od dekad czasach związać koniec z końcem? Na te i inne pytania w podcaście „Biznes. Między Wierszami” odpowiedział ekonomista Marcin Zieliński z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

„Najgorsze mają już za sobą”

Katarzyna Witwicka-Jurek: 50 punktów bazowych. O tyle wzrosły w lipcu stopy procentowe. Czy taka podwyżka da w kość kredytobiorcom?

Marcin Zieliński: Niekoniecznie. Ci najgorsze mają już za sobą. Pamiętajmy, że nadal mamy realnie ujemne stopy procentowe (oprocentowanie jest nominalnie niższe od inflacji – przyp. red). Prognozowana roczna inflacja wynosi 8 lub 9 procent, a stopa referencyjna wynosi 6,5 proc. Kredytobiorcy przeżyli już szok, który raczej nie ma prawa się powtórzyć. Jeśli ktoś zapożyczył się rok temu w dobie najniższych stóp procentowych, to odnotował największe wzrosty rat kredytów. Aby takie podwyżki powtórzyły się, WIBOR musiałby sięgnąć 35 procent. To abstrakcyjny scenariusz. Dziś raty kredytów nadal będą rosły, ale wolniej. Nawet jeśli WIBOR skoczy do 8 proc., to rata wzrośnie o kilka lub maksymalnie kilkanaście procent, a nie o 60 czy 70.

Ale te raty wciąż będą na podwyższonym poziomie. Kredytobiorcy nie wiedzą, jak długo będą musieli borykać się z wysokimi stopami

RPP przestanie podnosić stopy w momencie, gdy inflacja spowolni. Pamiętajmy, że kredytobiorcy mają dziś raczej problem płynnościowy. Co to oznacza? Ktoś, kto zapożyczył się 10 lat temu „załapał” się już na niższe stopy procentowe. Dziś oprocentowanie jest niższe od inflacji, przez którą spada także realna wartość długu. Mało tego, przez ostatnią dekadę statystycznie nasze pensje wzrosły.

Prezes NBP w czerwcu obiecywał, że „zbliżamy się do końca podwyżek stóp”

Mamy za sobą już dziesięć podwyżek stóp procentowych. Stopa referencyjna wzrosła z poziomu 0,1 proc. do 6,5 proc. Prawdopodobnie faktycznie zbliżamy się do końca, ale nie wiemy, kiedy faktycznie wzrost stóp procentowych wyhamuje.

Co z tymi, którzy skusili się na kredyt w dobie najniższych stóp procentowych? Nadpłacać kredyt czy czekać na niższe stopy?

Mamy dwie możliwości ulokowania kapitału. Są instrumenty bezpieczne, które sprawią, że nominalnie nie stracimy, choć np. lokaty nie uchronią oszczędności przed inflacją. Są także bardziej ryzykowne formy inwestycji, ale nadpłatę kredytu zaliczymy do tej pierwszej grupy. Jeśli ktoś nie chce ryzykować, to w każdym momencie może nadpłacić kredyt. Zmniejszanie zobowiązania jest równoznacznie ze zwiększaniem swoich aktywów.

To optymistyczny scenariusz, zgodnie z którym każdy kredytobiorca ma poduszkę finansową. A co z rodzinami bez oszczędności? Jak związać koniec z końcem?

Można skorzystać z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, jeśli oczywiście klient banku kwalifikuje się do takiej pomocy. Są także wakacje kredytowe.

Ostro krytykowane przez banki

Problem z tym rozwiązaniem sprowadza się do tego, że to rozwiązanie powszechne, dla wszystkich. Nie ważne, czy kogoś stać na spłatę kredytu, czy nie, każdy może skorzystać z prawa zawieszenia spłaty. Moim zdaniem pomoc powinno się ograniczyć do najbardziej potrzebujących. W przeciwnym razie wakacje kredytowe zadziałają proinflacyjnie, co wymusi na Radzie Polityki Pieniężnej dalsze podwyżki stóp procentowych.

Czyli rząd sobie, a NBP sobie? To dość niespójna polityka

Widać dużą rozbieżność między działaniami rządu i NBP. Rada Polityki Pieniężnej ostro naciska na hamulec, by ugasić inflację. Rząd tymczasem proponuje kolejne programy socjalne lub nie rezygnuje z tych, które miały być pierwotnie jednorazowe np. czternasta emerytura.

Rząd przeszkadza w walce z inflacją?

Tak. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku tarczy antyinflacyjnej. Obniżka podatków działa proinflacyjnie. Ludzie mają więcej pieniędzy w portfelach, co nakręca konsumpcję. Rząd proponuje rozwiązania, które polegają na "zrzucaniu pieniędzy z helikoptera". Glapiński mówił, że rząd jest „dobry wujkiem”, który w okresie zacieśniania polityki pieniężnej pomaga potrzebującym. Tak to niestety nie działa. Rząd daje nie tylko potrzebującym. Wakacje kredytowe są dla każdego, podobnie jak niższy VAT na paliwo jest powszechny, skorzystają z niego także zamożne rodziny z kilkoma samochodami. A co z emerytami bez samochodu? Zabrakło prawidłowej identyfikacji grup, które w czasie rekordowo wysokiej inflacji potrzebują wsparcia.

Jeden organ może zdusić inflację poprzez podwyżkę stóp procentowych, drugi może pomóc w uporaniu się z drożyzną poprzez cięcie wydatków. Mamy więc sytuację, w której NBP naciska hamulec, a rząd dodaje gazu

Działania RPP ograniczają możliwości rządu pod względem wydatków. Rosnące stopy procentowe oznaczają rosnące oprocentowanie obligacji skarbowych. Państwo musi więcej płacić za wyemitowany dług, a to wpłynie ograniczająco na to, co rząd w ramach deficytu będzie mógł zaoferować.

Czyli tuż przed wyborami nie będzie pieniędzy na obietnice wyborcze?

Rząd jest tego świadomy. Jarosław Kaczyński zasugerował, że 500 plus nie wzrośnie do 700 plus. Kampania wyborcza już się zaczęła w dość niefortunnym momencie dla gospodarki. Oliwy do ognia dolewa opozycja, która ma dość rozdmuchane postulaty redystrybucyjne. Rząd nie chce być gorszy, nie próbuje nawet prowadzić polityki ograniczania wydatków. Liczy, że do wyborów jakoś przetrzyma, a po wyborach będziemy mieli cztery lata na spłacanie długu i zaciskania pasa aż do kolejnych wyborów.

Marcin Zieliński - Ekonomista Fundacji FOR, absolwent Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. W 2008 roku Summer Fellow w amerykańskim Ludwig von Mises Institute. W 2011 roku otrzymał Vernon Smith Prize za esej na temat konkurencji walutowej. Przetłumaczył na język polski książki m.in. Friedricha Augusta Hayeka, Ludwiga von Misesa, Davida Friedmana i Deirdre N. McCloskey. Autor artykułów i analiz na temat transformacji, prywatyzacji i bieżącej sytuacji gospodarczej w Polsce.

Katarzyna Witwicka-Jurek
Katarzyna Witwicka-Jurek

Dziennikarka z wykształceniem ekonomicznym. Najlepiej czuje się w biznesie. Lubi podatki - niekoniecznie płacić, lecz zgodnie z misją dziennikarza – objaśniać. Wcześniej związana z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Obecnie pracuje w redakcji portalu RadioZET.pl. Interesuje się klasyką rocka, sporami politycznymi i historią myśli ekonomicznej.

katarzyna.witwicka@radiozet.pl
Twitter: https://twitter.com/KWitwicka