Zamknij
Marcin Tuszkiewicz
Marcin Tuszkiewicz
fot: Sławomir Szwajdler (archiwum prywatne)

Ekonomista nie ma złudzeń: Nie widzę szans na obniżki cen

Agnieszka Zaręba
Agnieszka Zaręba Redaktor Radia Zet
24.06.2022 14:54

Czy wysoka inflacja jest przejściowa? Kiedy zobaczymy niższe ceny na sklepowych półkach? Co musiałoby się stać, aby inflacja zaczęła spadać i czy deklaracje prezesa NBP traktowane są przez rynek poważnie? O tym, czy czeka nas trudny czas dla prywatnych portfeli mówi analityk finansowy Marcin Tuszkiewicz, założyciel platform edukacyjnych Investio.pl i Squaber.com.

Agnieszka Zaręba: Co musiałoby się stać, aby ceny w sklepach spadły?

Marcin Tuszkiewicz: Musiałyby zostać obniżone realne koszty energii, rachunki za prąd, ogrzewanie oraz transport

Akurat dane z trzeciego tygodnia czerwca 2022 roku pokazują, że ceny ropy, gazu a nawet towarów rolnych spadają. Czy to może być trwała tendencja?

Zgadza się. Ropa Brent (odmiana brytyjska - red.) potaniała ze 125 do 107 dolarów za baryłkę w ciągu tygodnia, a gaz naturalny z 9,60 do 6,2 dolara za metr sześcienny. Jednak warto zwrócić uwagę, że najwyższa cena ropy Brent w latach 2015-2021 wynosiła 86 dolarów, a przez większość czasu znajdowała się jeszcze niżej. Jednocześnie kurs dolara do polskiego złotego kształtował się przez większość czasu poniżej 4 zł, teraz mamy 4,4. Najważniejsze, że w 2019 i w 2020 roku cena gazu naturalnego notowała poziomy najniższe od 25 lat. Przyzwyczailiśmy się do taniej energii. Nie sądzę, abyśmy szybko wrócili jednak w te rejony.

Polacy narzekają na koszty paliwa. Czy cena ropy ma szansę spaść do cen sprzed roku?

Na swoim kanale YouTube robię cotygodniowe analizy „Przed Otwarciem Rynków” i tam szeroko przedstawiałem przyczyny spadków dla bardziej dociekliwych oraz prognozę ich zasięgu do okolic 85 USD. Jednak problem pozostaje ten sam. Ze względu na zmianę kierunku rozwoju świata, z energii z kopalin na energię zieloną, wydobycie ropy jest niedoinwestowane, a pandemia COVID-19 dodatkowo zatrzymał część inwestycji w wydobyciu gazu naturalnego. Dlatego po chwilowej korekcie wywołanej obawami o wzrost gospodarczy oraz zmniejszenie popytu, niestety wrócimy do wysokich cen za ropę i gaz. Chyba, że pojawią się nowe inwestycje w moce wytwórcze i produkcja znacząco przewyższy zapotrzebowanie.

Dodatkowo dla Polski problemem jest rezygnacja z rosyjskiego gazu i ropy. Pamiętajmy, że do momentu wybuchu wojny 75 proc. ropy naftowej pochodziło z Rosji i transportowane było rurociągami. Od kilku lat pojawiają się kontrakty PKN Orlen na dostawy ropy drogą morską, jednak przejście całkowicie na taką ropę, będzie po prostu droższe ze względu na wyższe ceny transportu tego surowca. Zatem nawet jeśli ropa na światowych rynkach spadnie do poziomów sprzed roku, to na stacjach nie zobaczymy tak niskich cen. Do tego dochodzi wspomniany kurs dolara, który dodatkowo podbija cenę ropy. Niestety w najbliższym czasie nie widzę szansy na silne obniżki cen. Dodatkowo trzeba mieć w pamięci, że w końcu tarcza antyinflacyjna przestanie obowiązywać i wrócą wszystkie obciążenia podatkowe jakie rząd zniósł, zresztą pisali Państwo o tym na stronie Radia ZET.

Ceny zakupów na paragonach są coraz wyższe
fot. Bartlomiej Magierowski/East News

Oznacza to, że idą trudne czasy dla naszych portfeli?

Jestem z natury optymistą. Chciałbym zaznaczyć, że jeżeli ropa faktycznie spadłaby w rejony szczytów z lat 2015-2021 i polski złoty ustabilizowałby się w rejonach 4 zł lub niżej za jednego dolara, to na stacjach powinniśmy odczuć lekką ulgę. Myślę, że za paliwo PB95 moglibyśmy płacić mniej niż 7 zł.

Skoro ceny energii mają pozostać wysokie, paliwa także, to czy żywność może potanieć? Od czego realnie zależy cena, którą widzimy na sklepowych półkach?

Na ceny żywności wpływa wiele czynników. Popatrzmy na uproszczony cykl produkcyjny popularnego produktu, jakim jest chleb. Najpierw rolnik musi przygotować swój grunt. Pomijam już jego posiadanie czy dzierżawę. Następnie zasiać, w międzyczasie nawozić i opryskiwać. Jeśli pogoda będzie odpowiednia (a tu mamy czynnik niepewności), to dojdzie do zbiorów, czyli po raz kolejny na pole wyjedzie ciężki sprzęt. Następnie to zboże trzeba przetransportować do silosów, później przechować, sprzedać do młynów. Potem znowu przetransportować do piekarni, a tam w wysokiej temperaturze wypieka się chleb, który następnie znowu trzeba przetransportować do sklepów. Po drodze mamy co najmniej 8 podmiotów (rolnik, producent nawozów, transport, młyn, transport, piekarz, transport, sklep), które muszą na tym zarobić.

Myślę, że za paliwo PB95 moglibyśmy płacić mniej niż 7 zł

Każdy z tych podmiotów w jakimś stopniu ponosi wzrost kosztów energii i paliwa, ponosi jakieś ryzyko, płaci pracownikom, inwestuje w sprzęt, płaci podatki i na końcu musi mu zostać zysk, bo inaczej tego biznesu by nie prowadził. Jak miałbym zdefiniować to, od czego najbardziej cena na sklepowych półkach zależy, to podkreśliłbym to samo, co na początku naszej rozmowy: energia i nośniki energii. Zwłaszcza, że w produkcji rolnej ogromny udział mają nawozy, których cena w największym stopniu zależy od cen gazu. Dlatego, jeżeli wcześniejsze założenia się nie zmienią, to nie będzie taniej na półkach sklepowych.

Inflacja CPI (wskaźnik zmiany cen towarów i usług konsumpcyjnych) w maju wyniosła 13,9 proc. rok do roku, co jest najwyższym poziomem wzrostu cen od marca 1998 r. NBP jest więc zmuszony, aby podnosić stopy procentowe?

To jest bardzo dobre pytanie, czy NBP jest do czegoś zmuszone? W ostatnich wypowiedziach prezesa FED, czyli amerykańskiego odpowiednika NBP, pojawiły się stwierdzenia, że bank centralny będzie walczył z inflacją zdecydowanie. Ale podkreślił, że podwyżka stóp procentowych nie wpłynie na ceny energii i żywności. Politycy przesłuchujący go w Kongresie mieli jednocześnie zarzuty, że polityka FED spowoduje bezrobocie i spowolnienie gospodarcze. Przypomnijmy, że w USA aktualnie stopa procentowa jest w przedziale 1,5-1,75 proc. i oczekiwania rynkowe mówią o wzroście o kolejne 2,5-3 pkt proc. w ciągu kolejnych sześciu miesięcy. Polska oczywiście jest innym krajem, wbrew temu co twierdzi prezes NBP Adam Glapiński, nie możemy wzorować się pod kątem ścieżki stóp procentowych na FED czy Europejski Bank Centralny. Mamy zupełnie inne uwarunkowania fiskalne, polityczne, produkcyjne i kosztowe.

Sławny już WIBOR 6-miesięczny notowany jest na poziomie 7,26 proc., czyli powyżej bieżących stóp na poziomie 6 proc. Aktualnie Rada Polityki Pieniężnej jest bardzo jastrzębia, czyli nastawiona na dalszy wzrost stóp procentowych. To powoduje, że rynek oczekuje podwyżek. Ich brak może wpłynąć na osłabienie polskiego złotego, co byłoby negatywne. Z drugiej strony, podwyżki stóp procentowych wpływają na raty kredytów o zmiennej stopie i zbyt mocne podwyżki doprowadzą do załamania popytu wewnętrznego. Na koniec, żadna podwyżka stóp procentowych nie wpłynie na spadek cen gazu, węgla, ropy czy żywności (jako pochodnej wcześniej wymienionych), ponieważ tutaj wzrost cen nie jest związany z popytem wewnętrznym Polski. Moim zdaniem dalsze podwyżki stóp procentowych niewiele więcej pomogą w ograniczaniu inflacji, a mogą bardzo mocno zaszkodzić gospodarce przez osłabienie polskiego konsumenta. 

Żadna podwyżka stóp procentowych nie wpłynie na spadek cen gazu, węgla, ropy czy żywności

Prezes NBP zapowiedział, że w lecie inflacja się ustabilizuje i że jesteśmy bliżej końca cyklu podwyżek stóp. Czy w związku z tym wzrost cen jest przejściowy?

Ta wypowiedź faktycznie mogła być odebrana pozytywnie, choć... czy ktoś jeszcze zwraca uwagę na projekcie prezesa NBP? Aktualnie analitycy banku centralnego mają duży problem, ponieważ gospodarka jest bardzo zmienna. Pomimo krytycyzmu, jakim wykazuję się względem działań NBP, to chcę podkreślić, że nie mają łatwego zadania. Zwykle prognozowanie jest trudne, zwłaszcza gdy dotyczy przyszłości, jak mawiał Niels Bohr, a teraz jeszcze prognozujemy w dobie ogromnej zmienności. Naszym użytkownikom na platformie Squber.com już od początku roku (czyli przed wojną) przedstawiliśmy scenariusze, że ten rok będzie zmienny. Należy zatem podejmować decyzje na bazie informacji posiadanych dziś, z perspektywą kolejnych tygodni. Mamy niezwykle trudny czas.

Aktualnie analitycy banku centralnego mają duży problem, ponieważ gospodarka jest bardzo zmienna

Szukając jednak pewnych historycznych analogii, to lata 70-te w USA, kiedy panował kryzys naftowy mogą być pewną wskazówką. Na szeroko pojętym Zachodzie panowały wtedy niedobory przede wszystkim ropy przez embargo krajów OPEC, były kolejki na stacjach, racjonowanie zakupów - limity, a tym samym ogromny wzrost inflacji. We Francji i USA aż o 15 proc. w skali roku, w Niemczech 7-8 proc., a w Anglii i Japonii nawet 25 proc. Skutkiem tego był ogromny rozwój energetyki jądrowej. Większość krajów zachodu zainwestowało w tym czasie w pierwsze lub nowe bloki.

Przede wszystkim dzięki temu Francja ma jeden z niższych odczytów inflacji w Europie na poziomie 5,2 proc. w ujęciu rocznym. Aż 70 proc. prądu we Francji wytwarzane jest z elektrowni jądrowych, gdzie koszt nie wzrósł. W USA rozwinięto także energetykę węglową oraz wykorzystanie słońca i wiatru. Nastąpiło zwiększenie efektywności zużycia ropy, np. zmniejszenie wielkości samochodów i tym samym rozwój myśli samochodowej z Japonii, ale co najważniejsze, rozpoczęto eksploatacji złóż na Morzu Północnym i Alasce. W tamtym czasie, w USA stopy procentowe wahały się analogicznie jak inflacja.

Dane ekonomiczne Rezerwy Federalnej
fot. Federal Reserve Economic Data

Zaobserwować można było pierwszy wzrost inflacji w latach 1965-70, gdzie realne stopy procentowe były dodatnie, tzn. stopa procentowa FED była wyższa niż inflacja CPI. Dwa kolejne szczyty inflacji przypadające na lata 1975 oraz 1980 spotkały się z kolejnymi wzrostami stóp procentowych. Na przestrzeni 10 lat w USA odbyły się cztery kryzysy ze spadkiem PKB w ujęciu nominalnym (zakreskowane na szaro okresy). Popatrzmy jednak co działo się w tym czasie z wydatkami konsumenckimi w USA. 

Pomimo wysokich stóp procentowych po pierwszej i drugiej fali podwyżek, wydatki nie słabły. Dopiero trzecia, drakońska podwyżka, doprowadziła do stabilizacji i systematycznego opadania wydatków, czyli osłabienia ich wzrostu. Aby wyjaśnić wszystkie zależności potrzeba byłoby dużo więcej miejsca. Ale jednym z czynników, który zdecydowanie odróżnia lata 70. od bieżącej sytuacji w USA i w Polsce, jest zmiana na rynku pracy, gdzie kobiety zaczęły odgrywać znaczącą rolę (i tym samym zarabiać niezależnie pieniądze), a także rozpoczęcie globalizacji i odejście od parytetu złota.

Podsumowując, lata 70. w USA pokazują, że zwykle przy takich szokach inflacyjnych (potwierdzone jest to też przez lata 40 w USA i bieżące dane dot. Turcji), inflacja najpierw rośnie, w ślad za nią stopy procentowe. Potem następuje spadek inflacji i spadek stóp, ale zwykle jest jeszcze co najmniej jeden wzrost. Zatem mogą nas czekać burzliwe lata 20. tyle, że XXI wieku.

Wysoka inflacja to nienajlepszy czas na kredyty hipoteczne
fot. KAROLINA MISZTAL/REPORTER/East News

Czy jednak aktualnie konsument w Polsce nie ma się źle? Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że tylko w maju firmy pożyczkowe pożyczyły 795 mln zł, a to blisko o 42 proc. więcej niż przed rokiem. Portfele Polaków są już na skraju wytrzymałości z powodu podwyżek?

Te dane mnie osobiście bardzo zmartwiły. W tym samym raporcie widzimy spadek o 50 proc. liczby udzielonych kredytów hipotecznych. Z jednej strony to co dla gospodarki jest ważne. Budownictwo, będzie miało się gorzej, a z drugiej strony osoby indywidualne szukają płynności w krótkoterminowych pożyczkach. Niestety także poza systemem bankowym, co oznacza, że mogą być to tzw. chwilówki. Są to pierwsze oznaki tego, że zbyt wysokie stopy procentowe powodują zderzenie się gospodarki ze ścianą. Ograniczenie własnej konsumpcji, zmiana nawyków, zrobienie zapasów kluczowych dla gospodarstwa domowego produktów, to działania, które każdy z nas może zrobić niezależnie od rozwoju sytuacji. Nawet jeżeli wszystko pójdzie dobrze i szybko wrócimy do normy, to te działania nie zaszkodzą.

Marcin Tuszkiewicz - Aktywny inwestor od 2008r Współzałożyciel oraz CEO innowacyjnej aplikacji dla inwestorów giełdowych Squaber.com. Z wykształcenia analityk finansowy, w 2009 roku założył i przez lata prowadził pierwsze koło naukowe dotyczące rynku walutowego – KN Forex. Bezpośrednio po studiach prowadził zajęcia z zarządzania portfelem inwestycyjnym na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, z którym wciąż związany jest naukowo. W swoich inwestycjach wykorzystuje połączenie analizy fundamentalnej z techniczną.

Agnieszka Zaręba
Agnieszka Zaręba

Dziennikarka ekonomiczna, redaktorka i konferansjerka. Specjalizuje się w tematyce finansów, inwestowania, rynku kapitałowego, nieruchomości i gamingu.

Misją jej działalności jest edukacja ekonomiczna, udziela się w środowisku inwestorów indywidualnych. Prowadzi i moderuje debaty rynkowe, kongresy gospodarcze oraz konferencje biznesowe. Dobrze odnajduje się w sytuacjach kryzysowych, zdobyła certyfikat MON nadany na szkoleniu w jednostce wojskowej.

Prywatnie kocha sport. Posiada uprawnienia ratownika wodnego, sędziego pływania i ratownika medycznego. Podróże to więcej niż pasja, jest certyfikowanym pilotem wycieczek zagranicznych, zainteresowanym sektorem incentive travel, czyli turystyką biznesową.

KONTAKT:

agnieszka.zareba@radiozet.pl
Więcej: https://biznes.radiozet.pl/tags/kategoria/redakcja/agnieszka-zareba

CMjBQLDAsUGw=