Zamknij

Rosja oskarży Polskę o uszkodzenie Nord Stream? „Na podstawie sfabrykowanych dowodów”

29.09.2022 16:44

- Rosjanie na podstawie swoich sfabrykowanych dowodów udowodnią kto jest winny. Potrzebują winy na rynek wewnętrzny. Będą mogli powiedzieć, że Polska, Ukraina, Europa – powiedział Wirtualnej Polsce prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku, komentując zapowiedziane śledztwo FSB w sprawie uszkodzena gazociągów Nord Stream.

wyciek gazu z Nord Stream
fot. HANDOUT/AFP/East News

Nord Stream 1 i 2 zostały uszkodzone wskutek wybuchów, co oznacza bardzo ciężką sytuację dla całej Europy. O ile NS2 nie został uruchomiony, o tyle NS1 stanowił ważną drogę zaopatrzenia Zachodu w gaz. Rurociąg został co prawda zamknięty pod koniec sierpnia pod pretekstem koniecznych napraw, istniała jednak szansa na wznowienie zakontraktowanych dostaw. Rur nie da się jednak raczej naprawić przed wiosną, co oznaczać będzie przybliżenie Europy do kryzysu energetycznego.

Zachodni eksperci często informowali, że na przerwaniu dostaw gazu skorzystałaby Rosja, dla której byłoby to eskalowanie konfliktu wynikającego z inwazji na Ukrainę. - Ktoś musi odnosić korzyść. Europa nie odnosi żadnej korzyści z uszkodzenia czterech rur Nord Streamu. Symboliczne odcięcie się, spalenie na brzegu statków, jest bardziej charakterystyczne dla tego, co realizuje Kreml, czyli eskalacji – stwierdził w programie „Newsroom” Wirtualnej Polski prof. Daniel Boćkowski. Ekspert dodał, że Rosja może powtórzyć sprawdzoną strategię zastosowaną po zestrzeleniu samolotu pasażerskiego nad Ukrainą i spreparować dowody mające zrzucać winę za zderzenie na inny kraj. Na potrzeby wewnętrzne rosyjskie służby mogą stwierdzić, że za zamachem na Nord Stream stała na przykład Polska.

„Powiedzą, że to Polska”. Rosja sfabrykuje dowody w sprawie Nord Stream?

- To oczywiste, że te incydenty, to nie przypadek. Wszystkie dostępne informacje zdają się wskazywać na to, że było to celowe działanie, celowe uszkodzenie - oznajmił wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis. Podejrzenia najczęściej kierowane są na Rosję, która odcinając możliwość przesyłania gazu do Europy mogłaby tłumaczyć, że doszło do tego z powodu siły wyższej, a nie złamania kontraktów podpisanego z krajami Zachodu.

Na to, że na wstrzymaniu dostaw gazu skorzysta Rosja, wywołując na zimę kryzys energetyczny w Europie i starając się zniechęcić społeczeństwa do popierania Ukrainy, wskazał w programie „Newsroom” Wirtualnej Polski prof. Daniel Boćkowski. Po tym, jak niemiecki „Bild” podał, że atak na Nord Stream mógł został przeprowadzony przez rosyjski wywiad wojskowy GRU Rosja zaprzeczyła tym informacjom, a przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie zapowiedziało FSB. Ekspert zapowiedział, czego można się spodziewać po takim dochodzeniu.

- Tego samego, co wyszło po śledztwie po zestrzeleniu samolotu pasażerskiego. Rosjanie na podstawie swoich sfabrykowanych dowodów udowodnią kto jest winny. Potrzebują winy na rynek wewnętrzny. Będą mogli powiedzieć, że Polska, Ukraina, Europa - zobaczymy kto będzie celem - doprowadziły do sytuacji, w której coś, w co zainwestowali ogromne pieniądze, jest żelastwem na dnie Bałtyku. Bardziej interesujące jest, czy to ostrzeżenie dla Europy. Wiemy, że Rosjanie są zdolni do działań sabotażowych wymierzonych w rurociągi – stwierdził prof. Boćkowski.

Gość „Newsroomu” odniósł się także do stwierdzenia, że zagrożony może być Baltic Pipe, polsko-duński gazociąg, którym płynąć ma do naszego kraju gaz z Norwegii.

- To byłoby bardzo niekorzystne. Jeżeli mamy cztery wybuchy i mielibyśmy kolejny, to trudno byłoby to uznać za przypadek. Już teraz trudno. Taka akcja mogłaby doprowadzić do większych problemów, jak straszenie bronią atomową. Być może chodzi o wywołanie paniki, niepewności i oskarżenia Europy. Rosjanie mogą powiedzieć, że nie wiedzą kto zrobił ten sabotaż, więc nie odpowiadają za cofnięcie umów gazowych. Kluczem są też odszkodowania za niedostarczenie gazu - ocenił ekspert ds. bezpieczeństwa.

loader

RadioZET.pl/Wirtualna Polska