Lombardy z jednej strony walczą z kryzysem i konkurencją w postaci serwisów sprzedażowych online. Z drugiej wspierają osiedlowych sąsiadów, którzy potrzebują szybkiego zastrzyku gotówki. W zamian do właścicieli tych biznesów trafiają najróżniejsze przedmioty i gadżety, które mogłyby zdziwić wiele osób, choć pracowników lombardów niewiele rzeczy jest w stanie zaskoczyć.
- Najczęściej klienci przynoszą telefony, biżuterię i sprzęt elektroniczny. Choć osobiście spotkałem się z osobami, które przynosiły także wibratory, gadżety erotyczne i prywatne pamiątki. Wbrew pozorom zdarza się to bardzo często. Mnie już od dawna mało co zaskakuje. Ostatnim razem zdziwiłem się, gdy ktoś przyniósł ręcznie robiony instrument wykonany na zamówienie w Afryce – mówi właściciel lombardu w centrum Warszawy.
Kto chodzi do lombardu?
Obecnie klientów można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to ta, która jest stała od lat, czyli osoby w potrzebie. Odwiedzają lombard, pozostawiając kosztowności, aby otrzymać szybko gotówkę. Cenne przedmioty odbierają za kilka dni lub tygodni, gdy otrzymają pensję, emeryturę lub rentę. Wtedy jednak odkupują je już po wyższej cenie. Na tym polega model biznesowy w tym sektorze.
Spotkałem się z osobami, które przynosiły także wibratory, gadżety erotyczne i prywatne pamiątki
Coraz częściej jednak pojawia się nowy rodzaj klienta. To osoby, które po prostu chcą się pozbyć rzeczy z domu, a nie chcą przechodzić całego procesu wystawiania rzeczy na sprzedaż w internecie. Oszczędzają czas na robienie zdjęć, opisów i wysyłkę przedmiotów i nie czekają na zrobienie przelewu przez anonimowego klienta z sieci. Pieniądze w lombardzie dostają od ręki. Choć lombardy również idą z duchem czasu i często oferują także swoje usługi online.
Popularne w magazynie
Większe doświadczenia z lombardami mają mężczyźni niż kobiety, mieszkańcy wielkich miast (powyżej 500 tys.), osoby z wykształceniem zawodowym, oceniające swoją sytuację materialną jako słabą, a także osoby, które przyznają, że w jakimś stopniu ucierpiały finansowo w wyniku pandemii COVID-19. Mniej doświadczeń z lombardami deklarują osoby w wieku 55 plus, zamieszkujące miejscowości do 100 tys. mieszkańców, posiadające wyższe wykształcenie i pozytywnie oceniające swoje finanse.
Z drugiej strony w raporcie ZPP niemal co czwarty Polak deklaruje, że nigdy nie skorzystałaby z lombardów. Zazwyczaj dlatego, że w ich ocenie pracownicy tych punktów zaniżają wartość przedmiotów, a warunki przez nie oferowane są niekorzystne dla klientów.
Z czym do lombardu?
Co można sprzedać lub zastawić? Właściciele obiektów odpowiadają, że wszystko, co ma wartość. Jednak coraz więcej przedsiębiorców w tej branży trzyma się kodeksu etycznego. W praktyce oznacza to, że odrzucają część cennych przedmiotów, choć mogliby dobrze na nich zarobić.
- Nie przyjmuję broni, ostrych narzędzi ani rzeczy, które mogą zrobić innym krzywdę. Wiem, że dobrze bym na tym zarobił, ale nie chcę przykładać ręki do szerzenia przemocy i sprzedawać narzędzi, które się do tego przyczyniają. Takie mam zasady. Poza tym dbam przy okazji o bezpieczeństwo własne i swoich pracowników. Gdybym trzymał w lombardach takie przedmioty, to w naturalny sposób zmieniłby się nasz profil klienta, a tego nie chcę – mówi jeden z szefów krajowej sieci lombardów.
Nieprawidłowości i ryzyka systemowe
Z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców wynika, że trudno oszacować rzeczywistą liczbę lombardów w Polsce. Twórcy szacują, że jest ich od 3 tys. (tyle podmiotów ma odpowiednie PKD) do nawet 40 tysięcy punktów, czyli pojedynczych lombardów.
Nie przyjmuję broni, ostrych narzędzi ani rzeczy, które mogą zrobić innym krzywdę
Skąd te rozbieżności skoro w Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) funkcjonuje kod 64.92.Z, który jest przeznaczony m.in. udzielaniu pożyczek pod zastaw? Otóż wielu przedsiębiorców pracuje w tej branży, ale unika konkretnego kodu w PKD, bo nie chcą się do tego przyznać. Nawet ci działający legalnie, którzy mają uregulowane dokumenty, zgodnie z prawem niechętnie opowiadają o swojej działalności.
- Nie chwalę się tym, co robię, bo opinia społeczna różnie reaguje. Zdarzyło się, że zanim zdążyłam wyjaśnić, czym dokładnie się zajmuję, już słyszałam wyzwiska. Branża się zmienia, profesjonalizuje, ale czasami ciągnie się jeszcze opinia z poprzednich dekad – podkreśla pracownica lombardu we Wrocławiu.
„Skala niespójności kodów PKD z realnie prowadzoną działalnością jest w ocenie ZPP niespotykana w innych sektorach gospodarki” – zaznaczają autorzy raportu i mówią także o innych nieprawidłowościach. Ich zdaniem w wielu punktach dochodzi do nieprawidłowości m.in. w zakresie przepisów RODO. Umowy nie zawierają klauzul o przetwarzaniu danych osobowych klientów, a transakcje są zawierane nieprawidłowo.
Lombardy rosną w siłę
Badania Maison&Partners wykazały, że już 14 proc. Polaków ma doświadczenie ze sprzedażą produktu w lombardzie, a aż 5 proc. skorzystało z tej metody od marca 2020 r., czyli wybuchu pandemii. W praktyce oznacza to, że aż 1,5 mln Polaków skorzystało z usług punktów lombardowych w ciągu ostatniego roku.
Autorka badania prof. Dominika Maison zauważa, że Polacy oswoili się z lombardami i wielu ma o nich bardzo dobrą opinię.
- Lombardy nie są już traktowane wyłącznie jako ostatnia deska ratunku albo akt desperacji. W okresie utraty zarobków lub dużej niepewności zatrudnienia stały się one wygodną i szybką formą pozyskania gotówki bez zobowiązań – mówi prof. Dominika Maison.
Z kolei bohaterowie filmu dokumentalnego „Lombard”, który ma polską premierę kinową 4 listopada 2022 roku, prowadzą swój biznes w Bytomiu i pokazują, że poza wielkimi aglomeracjami miejskimi nie jest to łatwa praca. Jola i Wiesiek prowadzą jeden z największych lombardów w Europie. Przyjmują niemal wszystko. W swoich zbiorach mają ponad 70 tysięcy przedmiotów.
Lombardy nie są już traktowane wyłącznie jako ostatnia deska ratunku albo akt desperacji
- Zastawy, szkło, porcelana, obrazy, lampy, jest tego multum – mówi Jola, współwłaścicielka lombardu i główna bohaterka filmu dokumentalnego.
Wiesiek, który prowadzi razem z nią biznes, dodaje, że liczy wśród klientów na koneserów, handlarzy i biznesmenów. Oni płacą najwięcej, ale najczęściej jednak do lombardu zaglądają okoliczni sąsiedzi.
Pandemia i inflacja "ratunkiem"
Lockdown, zamknięcie wielu sektorów gospodarki i ograniczenia dla biznesu sprawiły, że wiele przedsiębiorstw upadło. W efekcie znaczna grupa konsumentów na rynku finansowym straciła dostęp do uregulowanych i nadzorowanych źródeł pozyskania pieniędzy.
- Powód jest prosty. Osoby te przestały spełniać kryteria udzielania pożyczek gotówkowych, przez co w konsekwencji zostały zmuszone do poszukiwania alternatywnych metod pozyskania środków finansowych. Polacy masowo ruszyli do lombardów – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP.
Przygotowany przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców raport wykazuje, że aż 65 proc. odwiedzających lombardy w czasie pandemii argumentowało ten fakt pogorszeniem swojej sytuacji materialnej w związku z lockdownem. Grupa 41 proc. użytkowników lombardów skorzystała z ich usług, bo nie otrzymała wcześniej finansowania z banku lub firmy pożyczkowej.
ZPP informuje, że wycena przedmiotu przyjmowanego w lombardach stanowi średnio jedynie ok. 35 proc. jego wartości. Jako przykład podaje złoty łańcuszek kupiony w sklepie za 490 zł, za który w lombardzie można otrzymać zaledwie 90 zł. Dochodzi także do sytuacji, w których klienci nie mają możliwości wcześniejszego zapoznania się z umową lub późniejszego odstąpienia od niej.
ZPP zaznacza w raporcie, że pożyczki lombardowe cechują przede wszystkim bardzo wysokie koszty. Odsetki wahają się w bardzo szerokim zakresie i wynoszą od 0,66 proc. do ponad 1,5 proc. dziennie. Poza wysokością odsetek realnym kosztem transakcji jest różnica między wartością rynkową a wyceną przedmiotów w lombardzie. Klienci deklarują w badaniach, że otrzymują średnio 224 zł mniej, niż zakładali przed transakcją. Nie negocjują jednak tych wycen. W efekcie średnia wycena przedmiotu oddawanego do lombardu wynosi zaledwie ok. 35 proc. jego rynkowej wartości.