Zamknij

Stagflacja realnym zagrożeniem dla Polski. „To groźniejsze od recesji”

30.08.2022 15:00

„Stagflacja po raz pierwszy w XXI wieku zagląda nam w oczy” – ostrzegają ekonomiści. Czym kombinacja stagnacji i inflacji różni się od recesji, której świadkami byliśmy w dobie pandemii? Zdaniem ekspertów nasza gospodarka narażona jest na wyjątkowo groźne zjawiska.

Stagflacja realnym zagrożeniem
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER/East News

Recesja, stagnacja, inflacja i w końcu stagflacja. Pojęcia z pozoru kojarzone z językiem ekonomistów w czasie ostatnich kryzysów gospodarczych stały się przedmiotem zainteresowania Polaków. Czym różnią się te zjawiska i w jaki sposób mogą nam zagrozić?

Stagflacja realnym zagrożeniem. „Groźniejsza siostra recesji”

Inflacja od miesięcy nieustannie rośnie. Jej poziom w lipcu przekroczył 15,6 proc., przez co Polacy doświadczają największej od 25 lat drożyzny. Jednocześnie widzimy wyhamowanie w gospodarce, co może wskazywać na objawy stagnacji. - Stagflacja, rzadkie i niebezpieczne zjawisko gospodarcze, stanowi połączenie regresu w otoczeniu gwałtownie rosnących cen. Jest kombinacją pojęć: stagnacji oraz inflacji. Co najgorsze, po raz pierwszy w XXI w. właśnie zagląda nam w oczy – wyjaśnili analitycy z Cinkciarz.pl.

Terminu „stagflacja” po raz pierwszy użyć miał brytyjski polityk Iain Norman Macleod w 1965 roku. „Mamy teraz najgorsze z obu światów – nie tylko inflacją z jednej strony lub stagnacją z drugiej, ale oba razem. Mamy coś w rodzaju stagflacji” – miał mówić cytowany przez ekspertów polityk partii konserwatywnej.

Analitycy z Cinkciarz.pl przypomnieli, że przed 2020 roku Polacy zwykle nie śledzili wskaźników inflacji, bezrobocia czy wzrostu gospodarczego. Dopiero koronakryzys, a potem wojna w Ukrainie sprawiły, że gospodarka wyhamowała a słowo stagflacja do dziś odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Zdaniem ekspertów zjawisko to realnie zagraża naszej gospodarce i stanowi wyzwanie nie na miesiące, lecz na lata. „Towary drożeją, ludzie ich nie kupują, gospodarka zwalnia – to przepis na pułapkę niemal bez wyjścia” – czytamy w analizie.

Gdy spada konsumpcja, pogarsza się sytuacja m.in. producentów, dostawców, handlowców, po prostu bardzo wielu firm. Następstwem są ograniczenia zatrudnienia czy wręcz bankructwa. Rośnie bezrobocie, co dodatkowo zaostrza konsekwencje stagflacji, ponieważ ludzie pozbawieni posad czy też obawiający się o ich utratę stają się jeszcze bardziej ostrożni i oszczędni, a gospodarka nie ma szans, by przyspieszyć 

Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Zdaniem ekspertów jedynie przedstawiciele banków centralnych są w stanie zapobiec katastrofie.  „Poprzez podwyżki stóp procentowych, czyli zwiększenie kosztów pożyczanego pieniądza, mogą oni dodatkowo ograniczać popyt, sprowadzając inflację do celu, który zwykle jest umiejscowiony na poziomie ok. 2 proc. Gospodarka zyskuje wówczas szansę, aby na nowo nabrać rozpędu” – czytamy w analizie.

Analitycy przypomnieli, że w odróżnieniu od recesji, stagflacja niesie za sobą wzrost cen. Eksperci wyjaśnili, że „droga do wyjścia ze stagflacji prowadzi jednak właśnie przez recesję, czyli powstrzymanie inflacji kosztem stagnacji rozwoju gospodarczego i zwiększenia bezrobocia”.

loader

RadioZET.pl/Cinciarz.pl