Zamknij
Czy opłaca się brać wakacje kredytowe? ZPP: podwyżka podatków i twardy reset gospodarczy
fot: Michal Wozniak/East News

Cala prawda o wakacjach kredytowych. Ekspert: Są dla tych, którzy są pod wodą

Agnieszka Zaręba
Agnieszka Zaręba Redaktor Radia Zet
17.06.2022 07:52

Dlaczego szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców jest sceptyczny wobec obniżki VAT z 17 do 12 proc.? Z jakiego powodu nie skorzysta z wakacji kredytowych? W jakim celu wnioskuje o podwyżkę podatków? Prezes ZPP Cezary Kaźmierczak wyjaśnił swoje podejście do krajowej sytuacji gospodarczej w podcaście „Biznes. Między wierszami” w RadioZET.pl.

Agnieszka Zaręba: Wakacje kredytowe mają być odciążeniem dla polskich kredytobiorców. Czy pan by z nich skorzystał?

Cezary Kaźmierczak: Ja bym nie skorzystał, ale to nie ma większego znaczenia w skali makroekonomicznej, ani dla innych osób, które z tego nie skorzystają. Na rynek w związku z wakacjami kredytowymi wypłynie od kilkunastu do 35 miliardów złotych. Te pieniądze nie pójdą w oszczędności, tylko pójdą w konsumpcję, a to będzie dalej napędzało inflację. W efekcie może się to skończyć jeszcze wyższymi podwyżkami stóp procentowych, bo tutaj są działania wzajemnie sprzeczne. Rząd robi co innego i Narodowy Bank Polski robi co innego. W efekcie raty kredytów mogą być znacząco wyższe. Nie bardzo rozumiem tę politykę, ale idą wybory, więc pewnie o to chodzi.

To komu opłaca się branie wakacji kredytowych?

Opłaca się to ludziom, którzy są pod wodą. Takim, których realnie nie stać na spłatę kredytu. W Polsce edukacja ekonomiczna nie istnieje. Polacy są bardzo źle wyedukowani, biorą kredyty, na które ich nie stać, prowadzą ryzykowne działania finansowe. Patrząc z punktu widzenia bezpiecznego spekulanta, rata kredytu nie powinna przekraczać jednej czwartej dochodów. Wtedy człowiek jest bezpieczny, nawet jeżeli bierze kredyt na zmiennych stopach procentowych i istnieje ryzyko, że ta rata może dwukrotnie wzrosnąć. Polacy brali te tanie pieniądze bez opamiętania. Rząd to kochał, bo to napędzało konsumpcję, a konsumpcja to jest VAT, a VAT to jest główne źródło wpływów do budżetu. Polacy w większości uwierzyli w to, że pieniądz albo nic nie kosztuje, albo jest bardzo tani. A w którymś momencie, gdy wszyscy już są przekonani, że zawsze tak będzie to niestety dzieją się wtedy rzeczy nieprzyjemne. I w tej chwili mamy do czynienia właśnie z takimi nieprzyjemnymi rzeczami. Natomiast w Polsce, nie ma żadnej refleksji nad tym, że się popełniło samemu jakieś błędy, tylko oczekiwania „niech rząd da”.

Jednak aż 66 proc. badanych Polaków uważa, że państwo powinno wprowadzić kryterium dochodowe w ustawie o wakacjach kredytowych, aby pomocy udzielić wyłącznie osobom w trudnej sytuacji - wynika z badania Minds&Roses przeprowadzonego na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości

Jestem zdziwiony, powiem szczerze, bo to przeczy temu, co wcześniej powiedziałem. Chciałbym się bardzo mylić. Rzeczywiście powinno być wprowadzone kryterium dochodowe w ustawie, to by pomagało tym kredytobiorcom, którzy są rzeczywiście pod wodą. Wtedy ten wypływ pieniądza na rynek byłby albo minimalny, albo wręcz śladowy. Wtedy nie groziłoby to zwiększeniem inflacji. W obecnym planie jest jakaś dziwna gra. Z jednej strony rząd pompuje pieniądze na rynek w postaci programów socjalnych i wakacji kredytowych. Z drugiej strony NBP podnosi stopy procentowe. Wygląda to na jakąś rywalizację.

Może jednak wakacje kredytowe to wsparcie dla najbiedniejszych Polaków? W końcu premier Mateusz Morawiecki poinformował, że chce w tym trudnym czasie wesprzeć kredytobiorców

Może to się skończyć tym, że wypłynie na rynek 30 miliardów dodatkowej gotówki, która nie pójdzie w oszczędności, lecz w konsumpcję. Spowoduje to, że Narodowy Bank Polski będzie musiał o jeden punkt procentowy podnieść stopy. Wtedy ludzie nie tylko nic nie zyskają, ale dużo więcej zapłacą. Ryzyko tego typu działań jest olbrzymie. W przypadku inflacji wiadomo co mniej więcej trzeba zrobić. Należy ściągnąć jak najwięcej gotówki z rynku poprzez wypuszczenie obligacji lub bonów skarbowych i ograniczać konsumpcję. Rząd tego nie lubi z kilku przyczyn. Są to powody polityczne, programy socjalne oraz fakt, że się znacznie wzbogaciliśmy przez ostatnią dekadę i dobrze się z tym czujemy. Nikt się nie chce z tym rozstać, niezależnie od konsekwencji, które mogą być odczuwalne za dwa, trzy lata z tego tytułu. Rząd kocha VAT, więc ograniczenie konsumpcji jest związane z ograniczeniem wpływów do budżetu. Ja uważam, że jeżeli nie wprowadzimy jakiegoś twardego resetu gospodarczego, to grozi nam zaprzepaszczenie dorobku ostatnich lat.

Na czym mógłby polegać taki twardy reset gospodarczy?

Na radykalnym ściągnięciu gotówki z rynku poprzez zatrzymanie niektórych programów socjalnych, podniesieniu podatków i rezygnacji z takich programów jak wakacje kredytowe, które zasilają gotówką rynek. Być może trzeba by było wprowadzić program dla ludzi, którzy się znaleźli pod wodą. To powinna być bardzo mała grupa osób, którym grozi wejście komornika. Wtedy jest szansa, że oni by tych pieniędzy nie wydali w restauracjach, czy kupując sobie wakacje. Pewnie by trochę bolało, ale później może być gorzej.

A co z programami socjalnymi?

Gdybym ja był królem Polski, mocno bym je ograniczył, po czym straciłbym królestwo.

Zlikwidowałby pan 500 plus?

Na pierwsze dziecko zdecydowanie tak, na drugie nie. ZPP od początku popierał ten program, ale tylko na drugie dziecko. Program nie spełnił oczekiwań demograficznych, ale zlikwidował nędzę wśród dzieci, więc warto było to zrobić. Problem w Polsce polega na tym, że Polki nie chcą mieć drugiego dziecka. Te 500 zł nie przekonało naszych dziewczyn. U mnie na wsi nad Bugiem robiliśmy co roku zbiórki dla biednych dzieci, np. żywności i różnych innych rzeczy. Wiem jak nędza wygląda i wiem, że po 500 plus przestało istnieć skrajne ubóstwo wśród dzieci. W związku z tym uważam, że warto było ten program popierać, choć skutki przyniósł inne niż te, dla których ja go popierałem.

Nie przebiera Pan w słowach gdy mówimy o sankcjach gospodarczych nakładanych na Rosję. Spójrzmy na najświeższe dane Centrum Badawczego ds. Energii i Czystego Powietrza: Rosja przez 100 dni wojny w Ukrainie zarobiła 93 mld euro na sprzedaży surowców energetycznych, aż 57 mld euro popłynęło z samej Unii Europejskiej

Niestety to jest głupota świata zachodniego, któremu brakuje zdecydowania. Może to mieć skutki tragiczne, że zachód nie wyciąga wniosków. Przypomnę, że Francuzi nie chcieli umierać za Gdańsk, a dwa lata później w ciągu miesiąca zginęło ich milion na froncie. Mam nadzieję, że tym razem się to w ten sam sposób nie skończy. Rosja na szczęście nie posiada żadnych innych źródeł dochodów niż węglowodory i zaczyna tam być coraz większa demolka. Same węglowodory powodują, że ten kraj w ogóle istnieje. Natomiast starannie ukrywane są dane dotyczące spadku o dwie trzecie przychodów z VAT-u. Oznacza to, że rosyjska gospodarka tonie, konsumpcja tonie, produkcja tonie. Sankcje więc w jakiś tam sposób działają. Gdyby jednak Zachód zdecydowanie się postawił, to wojny nie byłoby od paru tygodni.

Otwarta jest także kwestia stóp procentowych w Polsce. Ekonomiści twierdzą, że dalsze podwyżki są przed nami, bo cały czas strona popytowa gospodarki jest mocna. Co musiałoby się stać, aby RPP ogłosiła pierwszą obniżkę?

Rząd musiałby przestać sypać pieniądze na rynek. Jarosław Kaczyński mówił w wywiadzie o dualizmie, czyli rozumieją w rządzie, że to są działania wzajemnie sprzeczne. Jeśli nie zrobimy resetu gospodarczego i nie ściągniemy gotówki z rynku, możemy to bardzo ciężko odchorować. W skrajnym przypadku czeka nas zaprzepaszczenie dorobku ostatniej dekady.

Adam Glapiński zapowiedział, że zbliża się koniec cyklu podwyżek stóp procentowych i rozbudził tym nadzieje kredytobiorców. Tłumaczył, że: podwyżki stóp procentowych są konieczne, by w dłuższym horyzoncie czasu obniżyć inflację. Zastrzegł, że w lecie inflacja powinna osiągnąć szczyt i później będzie się stabilizować. Jak pan odczytuje tę prognozę?

Prognozowanie jest niezwykle trudne, gdyż dotyczy przyszłości, jak mówił Woody Allen. Trudno powiedzieć na jakiej podstawie prezes NBP mówi o końcu cyklu podwyżek stóp, bo gotówka dalej płynie na rynek. Może ma jakieś wiadomości, którymi nie chce się podzielić. Gdyby te pieniądze były ściągane z rynku, gdyby nie podstawiano takiej dużej podaży, to może byłyby jakieś podstawy do tego. Być może jednak prezes wie, co mówi. Daj Boże, żeby tak było: by to był koniec cyklu i aby inflacja spadła. Natomiast wszyscy, którzy liczą, że wrócimy do ery darmowego pieniądza, powinni o tym zapomnieć, bo nie wrócimy.

Jeżeli chodzi o temat walki z inflacją to premier Mateusz Morawiecki powiedział: „Staramy się walczyć z inflacją w sposób bezpośredni, między innymi przez umocnienie złotówki. Euro było już po 4,7 zł, po 4,8 zł, zmierzało w kierunku 5 zł, ale odwróciliśmy ten trend. Dbałość o złotówkę to dbałość o to, aby inflacja była coraz niższa”

Złotówka jest słaba i to też ma wpływ na ceny paliw i na inflację. W parlamencie dostała się w łapy spekulantów. Zawsze istnieje ryzyko dla małych walut, że wpadną w szpony międzynarodowej finansjery, która sobie potem zechce zaspekulować. Prawdopodobnie przez przypadek, co kilka lat zarabiam bardzo dużo pieniędzy. W grudniu 2021 roku sprzedałem wszystko, całą gotówkę jaką miałem. Nigdy nie wyciskam ani w dół, ani w górę i tak co kilka lat mi się udaje. Jestem biznesmenem na wczesnej emeryturze.

Czyli interesuje pana przychód pasywny?

Potrzeb nie mam dużych, więc nie potrzebuję nie wiadomo ile tych pieniędzy. Mogę być więc prezesem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

W związku z pełnioną funkcją zapewne monitoruje pan informacje nt. Polskiego Ładu 2.0. Nowe zasady podatkowe zaczną obowiązywać od lipca. Nastąpi likwidacja ulgi dla klasy średniej, a PIT zostanie obniżony z 17 do 12 proc. To chyba dobra informacja dla przedsiębiorców?

Jestem sceptyczny, polski system podatkowy trzeba wyrzucić do kosza i napisać nowy. Nie wiem czy to jest dobry czas na obniżanie podatków. W porównaniu do Europy, w Polsce wcale nie są wysokie podatki. Nie wiem czy nas na to stać, szczególnie w obliczu tego co się dzieje na wschodzie. Inwestycji to w moim przekonaniu nie pobudzi. To jest największy problem polskiej gospodarki. Inwestycje może jedynie zmienić niższa wycena ryzyka regulacyjnego. Jeśli przedsiębiorcy zyskają pewność prawa i warunków gry to może rzeczywiście pobudzić inwestycje.

Podatki trzeba podwyższyć, chodzi tutaj o długoterminowy dobrobyt. Nie rozumiem logiki obniżenia PIT z 17 na 12 procent, gdy nikt tego nie oczekiwał. Byłem wielkim przeciwnikiem tej regulacji. Natomiast uważam, że najprostsze podniesienie podatków to jest jednolity VAT w wysokości ok. 20 proc. Tu oczywiście polityka wchodzi w grę i rzekome znaczne podwyżki cen żywności. W Polsce żywność jest bardzo tania. Gdyby nie była tania, to sklepy i gospodarstwa domowe nie wyrzucałyby na śmietnik prawie połowy produktów. Nie słyszałem, żeby ktoś złoto, srebro czy gotówkę wyrzucał w takich ilościach. Gdyby podnieść VAT jednolity to może to marnotrawstwo udałoby się o jakieś 5 -10 proc. ograniczyć. Może by się wtedy przeciętny Kowalski zastanowił, gdyby po raz kolejny poleciał do Lidla na promocję i nakupił cztery wózki żywności, z których potem dwa wyrzuci na śmietnik.

Przy obecnej inflacji coraz mniej tych wózków z zakupami można kupić za tę samą kwotę

Jak będą kolejne odczyty związane z marnotrawstwem żywności w Polsce to zobaczymy, czy rzeczywiście tak się stanie. Póki co, żywność w Polsce jest bardzo tania i istnieje tutaj przestrzeń do podniesienia podatków.

Prezentuje pan mało popularny punkt widzenia. Najczęściej przedsiębiorcy i pracodawcy nie wnioskują o podwyżkę podatków

Dlatego, że się o nic nie ubiegam, mogę mówić co myślę. Jak rozmawiam z kolegami czy z naszymi członkami to po pierwsze my nie proponujemy jakieś szaleństw w tym zakresie. Uważam, że polski system podatkowy trzeba przede wszystkim uporządkować. Warto to zrobić racjonalnie. Od wielu lat nie spotykam się z naciskami ze strony członków ZPP, aby obniżyć podatki, ale żeby je uprościć. To jest główne oczekiwanie polskiego biznesu.

Myślę, że sporo małych i mikro przedsiębiorców będzie jednak zadowolonych z obniżki podatków

Każdy jest zadowolony z obniżki podatków. Przecież ja to rozumiem i akceptuję. Trzeba jednak mieć trochę szersze spojrzenie i patrzeć na wszystkie interesy jakie tutaj występują. Naszym interesem narodowym jest to, żeby ten wzrost utrzymać i żeby robić to bezpiecznie. Natomiast niektóre z prowadzonych obecnie działań mogą doprowadzić do tego, że niestety dorobek ostatniego dziesięciolecia zostanie zaprzepaszczony. Jestem trochę zaniepokojony tym, co się teraz dzieje.

A czy jest pan zaniepokojony również wtedy, gdy podjeżdża na stację benzynową i widzi ceny paliw?

Wysiadłem z samochodu parę lat temu, jeżdżę tylko w weekendy.

Może rzadziej pan to odczuwa?

Jeżdżę taksówkami albo komunikacją miejską. Jeżeli chodzi o paliwo to ceny w Polsce jeszcze niedawno były bardzo tanie. Choć były podejmowane próby linczu, gdy ktoś to mówił publicznie. Przed wojną paliwo w Polsce kosztowało tyle, co 10 lat wcześniej. W tym czasie zarobki Polaków wzrosły dwukrotnie, więc mieliśmy do czynienia z bardzo tanim paliwem. Natomiast w tej chwili ono jest dość drogie. Jest to związane oczywiście z ceną ropy i z ceną dolara. Myślę, że one spadną, ale już takiego poziomu jak przed wojną to nie będzie.

Cezary Kaźmierczak - W latach 80. podziemny wydawca i konspirator, odznaczony przez prezydenta Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Autor licznych artykułów dotyczących Polski, publikowanych w prasie podziemnej oraz na Zachodzie. Laureat Nagrody SDP im. Po Prostu za redagowanie pisma Metrum. W latach 1989-1996 w USA, gdzie był m.in. redaktorem naczelnym polonijnego Dziennika Chicagowskiego, Kuriera, a następnie pracował w agencji marketingowej. Prowadził firmę szkoleniową Midwest ITSE (1997) a w 2000 roku agencję MMT Management. W latach 2005 – 2014 roku Członek Zarządu Centrum im. Adama Smitha. Od 2013 roku Członek Zarządu Warsaw Enterprise Institute.

Agnieszka Zaręba
Agnieszka Zaręba

Dziennikarka ekonomiczna, redaktorka i konferansjerka. Specjalizuje się w tematyce finansów, inwestowania, rynku kapitałowego, nieruchomości i gamingu.

Misją jej działalności jest edukacja ekonomiczna, udziela się w środowisku inwestorów indywidualnych. Prowadzi i moderuje debaty rynkowe, kongresy gospodarcze oraz konferencje biznesowe. Dobrze odnajduje się w sytuacjach kryzysowych, zdobyła certyfikat MON nadany na szkoleniu w jednostce wojskowej.

Prywatnie kocha sport. Posiada uprawnienia ratownika wodnego, sędziego pływania i ratownika medycznego. Podróże to więcej niż pasja, jest certyfikowanym pilotem wycieczek zagranicznych, zainteresowanym sektorem incentive travel, czyli turystyką biznesową.

KONTAKT:

agnieszka.zareba@radiozet.pl
Więcej: https://biznes.radiozet.pl/tags/kategoria/redakcja/agnieszka-zareba

CMjBQLDAsUGw=