Zamknij

Balcerowicz o braku walki z inflacją: premier chce wyglądać na dobrodzieja

22.11.2022 09:48

- Inflację jest bardzo łatwo zdusić, tak jak ją dwa razy dusił Balcerowicz – przyznał premier Morawiecki. Dodał jednak, że nie zamierza tego robić ze względu na potencjalne koszty społeczne, w tym zwiększenie bezrobocia. - To fałszywe usprawiedliwienie, a Morawiecki chciał się przedstawić w roli fałszywego dobrodzieja – skomentował dla nas słowa szefa rządu profesor Leszek Balcerowicz.

Leszek Balcerowicz
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Inflacja w Polsce szaleje coraz bardziej – w październiku 2022 w ujęciu rocznym wyniosła 17,9 procent, z a projekcji NBP wynika, że może przebić na początku 2023 roku nawet poziom 20 procent. Wysokie tempo wzrostu cen to także wysoka waloryzacja świadczeń, czym chętnie chwalił się rząd. W teorii ma ona wynieść 13,8 procent, w praktyce, jak wyliczył dla nas Instytut Emerytalny, będzie ona jeszcze wyższa.

Balcerowicz: potrzebne ograniczenie deficytu finansów publicznych

Ceny będą w Polsce rosły w tempie ponad 10 procent rocznie jeszcze w 2023 roku, powrotu do celu inflacyjnego można się spodziewać dopiero w 2025 roku – wynika z raportu przygotowanego przez Narodowy Bank Polski. Rada Polityki Pieniężnej stroni od zacieśniania polityki monetarnej i dalszego podwyższania stóp procentowych, co według ekonomistów oznacza kapitulację przed inflacją i skupienie się na ratowaniu polskiej gospodarki. W oficjalnych projekcjach pojawiła się nawet groźba spadku PKB.

- Premier chciał usprawiedliwić politykę, która by prowadziła do utrzymywania podbitej inflacji. To fałszywe usprawiedliwienie, a Morawiecki chciał się przedstawić w roli fałszywego dobrodzieja – powiedział RadioZET.pl prof. Balcerowicz.

Brak zdecydowanej walki z inflacją premier Morawiecki tłumaczył chęcią uniknięcia wzrostu bezrobocia – taki efekt miała mieć polityka prowadzona przez prof. Leszka Balcerowicza. „Solidarność” alarmowała, że dramat na rynku pracy już jest możliwy: według związkowców zagrożonych jest milion miejsc pracy i konieczne są szybkie i zdecydowane działania rządu, żeby zapobiec gospodarczej tragedii. Powodem mają być wysokie ceny surowców energetycznych, w wielu przypadkach uniemożliwiające prowadzenie zyskownej działalności gospodarczej.

- Inflacja zawsze i wszędzie wynika z tego, że tempo wzrostu ilości pieniądza trafiającego na rynek znacznie wyprzedza tempo wzrostu realnej podaży. Ponieważ realnej podaży nie da się szybko zwiększyć, zwłaszcza w nadchodzącym roku, to trzeba ograniczyć nadmierne tempo wzrostu masy pieniądza trafiającego na rynek. To wymaga ostrożnej polityki NBP i ograniczania deficytu finansów publicznych – taką receptę na obniżenie tempa wzrostu cen podał nam prof. Balcerowicz.

Były minister finansów i prezes NBP dodał, że wysokie ceny w Polsce to też kwestia czynników zewnętrznych, z których część wynika jednak bezpośrednio z decyzji podejmowanych przez rządzących. Polska postrzegana jest przez czyny i deklaracje rządu, co wpływa między innymi na kurs naszej waluty.

- Druga przyczyna to słabnięcie waluty. Siła złotego zależy od wiarygodności rządzących, która w tej chwili wygląd źle. Złoty osłabł znacząco w ciągu ostatniego roku w stosunku do dolara, bardziej niż czeska korona. To użyteczne porównanie, bo na pierwszy rzut oka nasze kraje mają podobne wskaźniki: Czesi mają podobny deficyt budżetowy i nawet trochę wyższą inflację. Płacą jednak ponad 2 punktu procentowego mniej za zaciągany dług publiczny. To jest wyraz różnicy w postrzeganiu obecnych rządów w Polsce i w Czechach – wytłumaczył prof. Balcerowicz.

- Mamy pożar w burdelu. To jest jedyne, co można powiedzieć o finansach publicznych teraz – stwierdził dr Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej. Skomentował w ten sposób sytuację budżetową, do której doprowadziła „kreatywna księgowość” rządu.

loader

RadioZET.pl