Zamknij

Grabowski o perspektywach budżetu na 2023 rok. „Mamy pożar w burdelu”

18.11.2022 17:50

- Mamy pożar w burdelu. To jest jedyne, co można powiedzieć o finansach publicznych teraz – stwierdził w programie w „Jeden na jeden” w TVN24 dr Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej. Skomentował w ten sposób sytuację budżetową, do której doprowadziła „kreatywna księgowość” rządu.

dr Bogusław Grabowski
fot. zrzut ekranu z TVN24

Inflacja jest do pewnego stopnia korzystna dla finansów publicznych – wiceminister finansów Artur Soboń przyznał, że każdy punkt procentowy tempa wzrostu cen to 4,7 mld zł dodatkowych wpływów do budżetu. Nawet taka zwyżka nie pomogła jednak w dopięciu wydatków zaplanowanych na 2023 rok, w rezultacie czego ministerstwa miały otrzymać od premiera polecenie obcięcia wydatków o 10 procent. Szef rządu miał także zapowiedzieć możliwość wprowadzenia zakazu przygotowywania ustaw, które miałyby generować koszt dla Skarbu Państwa.

Zjednoczona Prawica przeforsowała ponadto ustawę wyłączającą z limitu wydatków objętych stabilizującą regułą wydatkową środki, jakie zostały w 2022 roku przeznaczone na działania mające na celu obniżenie cen energii oraz zakupy gazu – mowa tu o około 30 mld zł, które mają nie być uwzględniane do wyliczania zadłużenia państwa. - Jesteśmy w dramatycznej sytuacji w zakresie finansów publicznych. (…) Rząd Prawa i Sprawiedliwości trafił na barierę, którą sobie sam wybudował - ocenił Bogusław Grabowski, były członek RPP. Eksperci z Forum Obywatelskiego Rozwoju pokazali wcześniej, że faktyczny deficyt budżetu na 2023 rok jest trzykrotnie wyższy od wpisanego do ustawy.

Poważne problemy budżetu państwa. „Rząd PiS trafił na barierę”

Według oficjalnych informacji dotyczących budżetu rząd mógł się chwalić – i robił to nad wyraz chętnie – nadwyżką. Stan finansów publicznych był tak dobry, że od 2023 roku rząd był zobligowany prawnie do obniżenia stawek VAT do 7 procent i 22 procent. Dane przekazywane przez Ministerstwo Finansów nie miały jednak zbyt dużo wspólnego z rzeczywistością: duża część wydatków państwa została ukryta w specjalnie tworzonych funduszach, które ściągały środki z rynku emitując obligacje.

- Jak można funkcjonować w ustawie, która przewiduje limit wydatków, przy inflacji 3,3 procent, jak ta inflacja jest teraz 18 procent, no bo wypychamy wszystkie wydatki do funduszy. Możemy sobie wypychać, dlatego nie trzeba nowelizować tej ustawy. Problem polega tylko na tym, że rząd PiS-u trafił na barierę, którą sobie sam wybudował, i te fundusze, głównie fundusz covidowy w Banku Gospodarstwa Krajowego nie jest już w stanie emitować obligacji pod te wydatki, które rząd do niego wypycha – stwierdził Grabowski.

Odcięcie od dodatkowych pieniędzy sprawiło, że rząd zaczął na gwałt szukać oszczędności. Nienaruszalne miały być tylko środki na obronność oraz wydatki socjalne, które staną się najprawdopodobniej „kiełbasą wyborczą”. Według nieoficjalnych informacji na krótko przed udostępnieniem urn wyborczych seniorzy mogą otrzymać 15. emeryturę, co ma kosztować kilkanaście miliardów złotych. Równocześnie o 10 mld zł uszczuplono środki Narodowego Funduszu Zdrowia.

Grabowski wytłumaczył, że finansujące dużą część wydatków państwowych fundusze „nie mają żadnych dochodów, a wydają pieniądze tylko z emisji obligacji, z przyrostu długu”. Rząd miał trafić na problem, którego być może się nie spodziewał się tak szybko: „polski system finansowy nie jest w stanie zaabsorbować takiej ilości obligacji, jaką rząd musi wyemitować, żeby sfinansować gwałtownie, lawinowo narastający deficyt finansów publicznych”.

- Tego typu sytuację, którą teraz mamy, można określić tylko jednym mianem, tak jak się nazywał znany kabaret warszawski występujący na wielu scenach teatru warszawskiego - mamy pożar w burdelu. To jest jedyne, co można powiedzieć o finansach publicznych teraz - skonkludował Bogusław Grabowski.

loader

RadioZET.pl/TVN24