Obserwuj w Google News

Właściciele stacji benzynowych liczą straty. Obwiniają Orlen. "Dokładamy od miesiąca"

4 min. czytania
04.10.2023 18:12
Zareaguj Reakcja

W ich rękach jest ponad 3800 stacji w Polsce. Zatrudniają tysiące pracowników, a wpływ na ich przyszłość ma teraz Orlen. Jak mówią właściciele niezależnych stacji benzynowych, ostatnie tygodnie obniżek cen paliw przez płockiego giganta powodują, że rachunek strat przeważa nad zyskami.

Właściciele stacji benzynowych liczą straty. Obwiniają Orlen. "Dokładamy od miesiąca"
fot. Radio ZET

Ich działający przez lata biznesplan wygląda dość prosto. Połowa sprzedawanego paliwa na stacjach kupowana jest w hurcie od Orlenu, pozostała część od importerów zza granicy. Tyle że od września, kiedy spółka z Płocka zaczęła obniżać stawki za surowiec, rynek się załamał, a zyski zaczęły topnieć. Do tego doszedł problem z ograniczonymi lub opóźnionymi dostawami i brakiem paliwa w bazach. - Trzeba jeździć teraz cysternami po całej Polsce, żeby coś dostać. To dodatkowe koszty – przyznają w rozmowie.

Strach przed prawdą

W branży paliwowej panuje obawa przed otwartym mówieniem o sytuacji na rynku. Właściciele boją się, że w reakcji na krytykę, Orlen mógłby wypowiedzieć im umowy. - Mają do tego prawo, bez podania przyczyny – przyznają. Najgorsza sytuacja dotyczy tych, którzy oparli swój biznes wyłącznie na kontraktach z importerami i nie mają umowy z Orlenem. - Stoją, bo paliwa nie kupią. Właściwie mogą już zwijać biznes - mówi jeden z wielkopolskich przedsiębiorców.

Właściciele stacji zgodnie przyznają: paliwa na stacjach brakuje, w bazach są reglamentacje, ceny sztucznie zaniżane, a import zupełnie nieopłacalny kiedy ceny na świecie biją rekordy. Kierowcy tankują, ile mogą. - Mam wzrost sprzedaży o jakieś 30 procent. Jest ogromny problem, by nadążyć z dostarczaniem paliwa – wskazuje przedsiębiorca. - Ci, którzy mają zakontraktowany odbiór z bazy w Ostrowie Wielkopolskim, bo inaczej Orlen zapłaciłby karę, dostawali ostatnio paliwo B0 w cenie B7. Droższe paliwo lali w cenie tańszego, bo zabrakło estrów” – opowiada. Kolejny pytany o sytuację na rynku kwituje krótko: to są jakieś jaja.

Orlen nie widzi problemu

Państwowa spółka utrzymuje, że paliwa nie brakuje i wywiązuje się ze wszystkich obowiązujących kontraktów, które zawarła z odbiorcami hurtowymi. - Umowy wypełnia. To, co ma w kontraktach, wydaje, ale wysyła nas po całym kraju po paliwo. Zamiast do Ostrowa Wielkopolskiego trzeba jechać do Rejowca, zamiast do Rejowca to do Płocka i tak dalej. Jeżeli w takim tempie paliwo będzie schodzić to do weekendu może go u nas na stacjach zabraknąć – mówi z rozgoryczeniem właściciel kilkudziesięciu punktów sprzedaży. - Jak ktoś ma tylko kilka aut w firmie, to nie może jeździć sobie po 200 kilometrów po paliwo, bo pół dnia schodzi na transport – dodaje.

Problem potwierdzają sami kierowcy. Często czekają wiele godzin w kolejkach przed terminalami paliwowymi. W bazie w wielkopolskim Rejowcu od wielu dni zobaczyć można cysterny z rejestracjami z innych województw.

Redakcja poleca

Kierowca nr 1: Gdańsk, Szczecin, Ostrów, Nowa Wieś, Koluszki – jeździmy po całej Polsce. Gdzie dadzą paliwo, tam nas wysyłają. Wczoraj od 6 rano do 16 stałem w szczecińskiej bazie, bo nie było diesla.

Kierowca nr 2: we wszystkich bazach brakuje paliwa i reglamentują dla prywatnych przedsiębiorców, Ci z Orlenu mają łatwiej.

Kierowca nr 3: to już jest cyrk, jestem z Gdańska, gdzie mamy rafinerię na miejscu, ale niestety tam nam nie dają paliwa, gdzieś tutaj wyłapiemy.

Kierowca nr 4: potrafiłem jechać stąd do Gdańska po 12 tysięcy litrów paliwa, kiedy cysterna może zabrać 32 tysiące. Nieopłacalne, ale nie chcą, by stacje stały zupełnie bez paliwa.

Kierowca nr 5: Przez te kolejki część odmawia wykonania kursu, jak do wieczora nie załaduję, to też odmawiam, bo w nocy nie mogę pracować.

Czas na przetrwanie

Nie wiadomo, jaką przyjąć strategię w tym trudnym czasie. - Czy zatrzymać sprzedaż, albo podnieść cenę do góry? Tylko wtedy nikt nie wjedzie na stację, klienci odejdą... Wszyscy walczymy z Orlenem, ale jak mamy stację naprzeciw siebie, to przecież nie zwiększymy ceny – deklaruje właściciel jednej z nich. - Poza kontraktem z Orlenem kupujemy też droższe paliwo i sprzedajemy jako tańsze. W najlepszym wypadku wyjdziemy na zero – dodaje.

 

Jak mówią właściciele, w branży trwa paradoks. Przetrwa ten, kto sprzeda mniej paliwa. - Im więcej ktoś sprzedaje, tym większą dla firmy robi stratę – przyznają. Każdy liczy, że sytuacja wróci do normy po wyborach. „Zależy, kto wygra” – słyszę. Czy znów będzie opłacało się importować? - To nie uda się tak od razu. Tankowce stoją na morzu, nikt nie ściąga ich do kraju, bo po co jak ich paliwo jest droższe. Kiedy rozmawiam z importerami, to przyznają, że aby wznowić łańcuch dostaw po przerwie, będą potrzebować od dwóch do trzech miesięcy – wyjaśnia jeden z przedsiębiorców i podsumowuje: nie wiadomo co będzie. Można dokładać do interesu, tydzień, dwa. Ale ku**a, dokładamy już od miesiąca.

Nie przegap