Czy dawać dzieciom pieniądze jako prezent? Spytaliśmy o to autorkę książki o finansach dla najmłodszych [WYWIAD]

26.11.2017 14:18
Czy dawać dzieciom pieniądze jako prezent? Spytaliśmy o to autorkę książki o finansach dla najmłodszych [WYWIAD]
fot. Ronja.pl

Wielu dorosłych ludzi ma problem z własnymi finansami. Według badań, ponad połowa Polaków nie posiada żadnych oszczędności. Na temat edukacji finansowej porozmawialiśmy z Sylwią Wojciechowską, autorką książki, która przybliża najmłodszym czytelnikom świat finansów.

Wydaje się, że dzieci i pieniądze to dwa odległe światy. Ty jednak próbujesz udowodnić, że nawet uczeń pierwszych klas podstawówki potrafi zrozumieć znaczenie takich słów jak kredyt, odsetki, oszczędności czy budżet. Skąd wziął się pomysł na książkę o finansach dla najmłodszych?

Widzisz, właśnie z takiego myślenia, że dzieci i pieniądze to są dwa odległe światy, których lepiej ze sobą nie łączyć, rodzą się problemy w dorosłym życiu. Edukacja dzieci jest dla rodziców zazwyczaj bardzo ważna. Języki obce, matematyka, ostatnio programowanie. To wszystko ma się im przydać w dorosłym życiu. Zapominamy przy tym, że finanse to taka dziedzina życia, która towarzyszy nam każdego dnia.

Dzieci powinny mieć dostęp do tej finansowej sfery już od najmłodszych lat?

Czasem wystarczy świadomość rodziców, że ta wiedza jest ważna. Dzieci same z siebie interesują się otaczającym ich światem. Wystarczy pozwolić im pytać i być otwartym na rozmowę. Codziennie robimy zakupy, płacimy rachunki, odkładfamy na jakiś cel. To jest ważna strefa życia.

Strefa, do której dzieci nie są wpuszczane?

Tak. I ja tu dostrzegam pewien paradoks. Chcemy by nasze dziecko wyrosło na zaradnego i dojrzałego finansowo człowieka, by nie popadało w przyszłości w długi, dobrze zarabiało i umiało racjonalnie gospodarować pieniędzmi, ale jednocześnie zakładamy, że ta wiedza przyjdzie do niego ot tak, zupełnie sama, bez naszego udziału. A to tak nie działa.

I stąd pomysł na książkę?

Tak, chciałam dać dzieciom pierwszy przewodnik po świecie finansów osobistych. Zależało mi jednocześnie, aby nie był to suchy słownik pojęć finansowych. Chciałam by młodzi czytelnicy (książka skierowana jest do dzieci w wieku 6 – 10 lat) przede wszystkim polubili głównych bohaterów, by utożsamiali się z nimi i z ich problemami.

Nie obawiasz się zarzutu, że bombardujesz maluchy dużą ilością trudnych pojęć?

„Julek i dziura w budżecie” to nie tylko pojęcia związane z finansami, takie jak rata kredytu, odsetki, budżet domowy czy poduszka finansowa. To również opowieść o wartościach. O tym, że mądre gospodarowanie pieniędzmi jest ważne, ale ważniejsza jest przyjaźń czy chęć niesienia pomocy słabszym. Tak więc nie, nie obawiam się tego, bo „Julek” to przede wszystkim historia i przygody głównych bohaterów, a nie encyklopedia ekonomii dla najmłodszych.

Zbliżają się Mikołajki i Święta Bożego Narodzenia, czas dawania prezentów. Czy prezent dla dziecka w postaci gotówki to dobry pomysł?

Myślę, że dla młodszych dzieci bardzo ważna jest atmosfera Świąt, „magia” tego czasu i podarunek w postaci gotówki niezbyt się w ten klimat wpisuje. Natomiast w przypadku starszych dzieci i nastolatków jest to na pewno atrakcyjna opcja. Młody człowiek może przeznaczyć te pieniądze na coś, o czym faktycznie marzy zamiast dostać od dziadków czy cioć kolejny nietrafiony upominek.

Jest jakaś granica wieku, od której prezent pieniężny ma sens?

Małe dzieci cieszą się z zabawek, ale starszym może być ciężej dogodzić. Dotyczy to szczególnie nastolatków, którzy mają swój świat, a dalsi członkowie rodziny nie zawsze wiedzą, co sprawi im radość. Myślę jednak, że już 13-latek będzie umiał zrobić dobry pożytek z otrzymanej gotówki. Dodatkowo poczuje, że jego potrzeby są ważne, a ten, kto daje mu prezent obdarza go zaufaniem, że te pieniądze zostaną dobrze wydane.

Prywatnie jesteś mamą 2,5-letniego Jasia i niespełna rocznego Ignasia. Czy już rozpoczęłaś ich edukację finansową?

Są jeszcze za mali, szczególnie Ignaś, który aktualnie jest na etapie nauki raczkowania. Na pewno będę chciała wprowadzać ich stopniowo w świat finansów i sprawy związane z domowym budżetem. Oczywiście gdy przyjdzie na to odpowiedni moment, choć pierwsze, podstawowe zależności starszy synek zaczyna rozumieć.

Możesz podać jakiś konkretny przykład?

Jaś ma dopiero 2,5 roku, a wie już, że żeby coś móc wziąć ze sklepu, trzeba najpierw za to zapłacić. Nie kojarzy oczywiście, że pieniądze mają określoną wartość, a produkty różne ceny, ale tę najprostszą zależność już widzi. Dostaje czasem od nas lub od dziadków monety, które wrzuca do swojej skarbonki. Zaskoczyło mnie, że on już ma jakieś cele, na które te pieniądze chce przeznaczyć i nie są to słodycze, a figurki zwierząt, które kolekcjonuje.

Powiedzmy, że jestem rodzicem kilkulatka. W jaki sposób mam przekazać mu wiedzę o finansach, aby zrozumiał te wszystkie trudne zagadnienia, z którymi on nie styka się na co dzień?

Rzecz w tym, że dorosłym się wydaje, że dziecko na co dzień się z tymi zagadnieniami nie styka, a to nie jest tak. Zakupy w sklepie, wypłaty gotówki z bankomatu, płacenie za kino czy pizzę. To są elementy codziennego życia, a dzieci w nim uczestniczą i bardzo wnikliwie się nam przyglądają. Nie rozumieją jeszcze, ale już chłoną pewne postawy i sposób myślenia o pieniądzach.

Od czego powinienem w takim razie zacząć wprowadzanie dziecka w świat pieniędzy?

Najpierw trzeba pozwolić dziecku się tym interesować. Nie robić z pieniędzy tematu tabu. Uzbroić się w cierpliwość i odpowiadać na dziesiątki pytań, a gdy dziecko o to poprosi - spróbować wspólnie zapłacić za zakupy w sklepie, czy pozwolić mu przyłożyć kartę płatniczą do terminala.

Myślisz, że kilkulatek byłby czymś takim zainteresowany?

Byłam kiedyś świadkiem sytuacji w jednym ze sklepów z dziecięcą odzieżą. Ojciec i jego na oko 5 - letni syn podeszli do kasy. Tata chciał zapłacić kartą. Chłopiec ciągnąc go za rękaw jęczał „ Tato, mogę ja? Mogę ja zapłacić? Proszę!” Na co ojciec zareagował „ Odsuń się, nie ruszaj, to są PIENIĄDZE”.  Chciałam wówczas podejść i zapytać tego ojca, co by się takiego stało, gdyby wspólnie zapłacili za zakupy, gdyby pozwolił ciekawemu świata pięciolatkowi przyłożyć kartę płatniczą do terminala.

ksiazka czyt
fot. KURA

Niektórzy pewnie pomyślą, że uczenie dziecka, na czym polega gospodarowanie pieniędzmi to jak odbieranie mu dzieciństwa. Jak przekonać rodziców, żeby już teraz stawiali na edukacje finansową swojej pociechy?

Mam nadzieję, że jest coraz mniej dorosłych, których trzeba do tego przekonywać. Większość rodziców dzisiejszych kilku – czy kilkunastolatków nie miała możliwości poznania zagadnień związanych z zarządzaniem finansami osobistymi ani w szkole, ani w domu. W rodzinach rzadko kiedy rodzice dopuszczali dzieci do strefy związanej z finansami.

Uważasz, że Polakom brakuje edukacji finansowej? Według zeszłorocznych badań, aż 57 proc. nie ma żadnych oszczędności. Za bardzo się zadłużamy?

Prawda jest taka, że jest u nas słabo z edukacją finansową. Zbyt często pierwsze lekcje związane z finansami odbieramy już jako dorośli, a to trochę późno na kształtowanie w sobie dobrych nawyków. W efekcie często mamy problem z systematycznym oszczędzaniem. Nie zawsze dostrzegamy też konsekwencje i zagrożenia płynące z pożyczania pieniędzy, szczególnie z szybkich pożyczek konsumpcyjnych. Nie radzimy sobie z pokusą kompulsywnego kupowania czy  rozróżnianiem potrzeb od zachcianek.

No tak, ale czasem zaoszczędzenie na dany cel, np. własne mieszkanie jest poza naszym zasięgiem.

Żyjemy w takich realiach, że mało którego młodego człowieka stać na zakup nieruchomości bez wsparcia się kredytem hipotecznym. A ten kredyt to jest cena jaką się płaci za usamodzielnienie się, za zamieszkanie na swoim. I ja tego nie demonizuję. Jednak zadłużać się też trzeba umiejętnie - nie przeszacowywać swoich możliwości, być dojrzałym finansowo. Jeśli chcemy by nasze dzieci wyrosły na dojrzałych finansowo ludzi, to najlepiej zrobimy, jeśli pozwolimy im się uczyć na błędach już teraz, w dzieciństwie.

Zagadnienia związane z finansami tłumaczysz na prostych i ciekawych przykładach z codziennego życia. Jak Twoją książkę odbierają dzieci? Masz już pierwsze sygnały od mam swoich czytelników?

Tak, docierają do mnie pierwsze sygnały i recenzje książki od małych czytelników. I to daje mi niesamowitą satysfakcję. Kiedy słyszę, że jakieś dziecko „pochłonęło” książkę w 2 dni  i czeka na kolejną część, to aż serce mi się rwie, by kolejne przygody Julka ukazały się jak najszybciej. Bardzo mnie cieszy, że nagle pojęcia takie jak rata, odsetki czy budżet domowy stają się dla nich jasne i zrozumiałe. Kojarzą je z konkretnymi scenkami i przygodami bohaterów.

Czy dawanie dziecku kieszonkowego jest dobrym pomysłem?

O zaletach kieszonkowego mógłby powstać całkiem osobny artykuł, bo to jest bardzo obszerny temat, który budzi sporo kontrowersji i dzieli rodziców. Są tacy, którzy uważają, że kieszonkowe to jest płacenie za „nic nierobienie” i może źle wpływać na dziecko. Prawda jest jednak taka, że to uzależnienie nagrody pieniężnej od wykonywania obowiązków domowych czy dobrych wyników w szkole prowadzi do zachowania roszczeniowego. Bo skoro za zmycie naczyń, czy wyniesienie śmieci należy się zapłata, to bez niej, nawet nie warto kiwnąć palcem.

W takim razie kieszonkowe jest chyba najskuteczniejszym narzędziem, aby zbudować u dziecka fundamenty pod odpowiedzialność finansową w dorosłym życiu?

To jest proste i skuteczne narzędzie. Zarządzając stałą kwotą w konkretnym przedziale czasu, na przykład jednego tygodnia,  dziecko zmuszone jest do dokonywania wyborów – wydać wszystko teraz czy zaoszczędzić na wymarzoną zabawkę lub grę? Kieszonkowe pozwala uczyć się na błędach w sposób kontrolowany i bezpieczny.

I to wystarczy? Kieszonkowe raz w tygodniu lub raz w miesiącu?

Niestety, nie jest aż tak prosto. Samo dawanie kieszonkowego to za mało. Ważna jest rozmowa, angażowanie dzieci, adekwatnie do ich wieku w sprawy związane z rodzinnymi finansami, a przede wszystkim, to chyba najtrudniejsze, dawanie dziecku przykładu.

Czyli powinniśmy zacząć od samych siebie?

Dokładnie. Warto  przyjrzeć się własnym nawykom finansowym i zrobić sobie taki rachunek sumienia, na ile sami jesteśmy zadowoleni ze stanu naszych finansów osobistych i sposobu, w jaki nimi zarządzamy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Strzałkowski

Książka „Julek i dziura w budżecie” wprowadza najmłodszych czytelników w świat finansów i odpowiedzialności. Poprzez wciągającą fabułę, delikatnie zaszczepia w dzieciach podstawy przedsiębiorczości, których tak brakuje wielu dzisiejszym dorosłym.

okladka Julek
fot. julekidziurawbudzecie.pl

Strona internetowa książki >> TUTAJ <<

Fanpage na Facebooku  >> TUTAJ <<