Oto najczęściej wypłacana pensja w Polsce. Mityczna średnia krajowa to żart z Polaków

28.11.2017 11:55
Oto najczęściej wypłacana pensja w Polsce? Średnia to żart z Polaków
fot. Agencja Gazeta

Niskie bezrobocie, wysoka średnia... Wydawałoby się, że przesunęliśmy się już na zachód Europy. A jednak, wystarczył jeden raport GUS, żeby jasno pokazać, jak oderwane od rzeczywistości są te statystyki. Mityczna średnia krajowa to dla większości społeczeństwa sfera marzeń i niewyobrażalne bogactwo.

2512 złotych i 97 groszy na rękę. To jest granica przecinająca Polskę. Nie oddziela Polski A od Polski B. Nie wskazuje cyfrowego wykluczenia. Nie uwzględnia poglądów politycznych. To poniżej tej granicy znajduje się połowa pracujących Polaków, a i w tej grupie takie zarobki bywają szczytem marzeń, ponieważ najczęściej wypłacana pensja w naszym kraju to nieco ponad 1500 zł.

Dane opublikowane w bieżącym raporcie GUS pochodzą z października ubiegłego roku, ale jasno pokazują jedno: całkiem przyzwoita średnia krajowa to bzdura.

Zobacz także

Kiedy nie masz oszczędności, jedna pensja dzieli Cię od ruiny

Pani Karolina mieszka w jednym z mazurskich miasteczek. Urodziła się akurat, kiedy w Polsce dokonywały się przemiany ustrojowe. Kiedy mama karmiła ją piersią, kulejącą gospodarkę leczono terapią szokową. Kiedy dorastała, słuchała z ekranu telewizora kolejnych recept na wypełnienie kieszeni Polaków gotówką. Część jej znajomych znalazła własną: bilet za granicę. Ona została. I zarabia na kasie w sklepie 1500 zł. Jej mąż kolejne 2000.

Zagłosuj

Weź udział w anonimowej ankiecie. Wyniki pokażą politykom prawdę. Jaką pensję dostajesz na rękę?

Liczba głosów:

- Mąż pensją się nie chwali, bo „dwójka” z przodu to tutaj jak awans społeczny – rzuca gorzkim żartem.

Za taką kwotę do wykarmienia mają siebie i dwójkę dzieci. Kiedy na koniec miesiąca stan konta wynosi „0” to jest dobrze. Często jednak jest debet i wtedy trzeba kombinować.

W rodzinie pani Karoliny się nie narzeka. Zresztą na co? Bezrobocie niskie, średnia wynagrodzeń wysoka. A ona niewykształcona, bez kwalifikacji i w małym miasteczku. Pani Karolina założyła więc, że to z nią jest coś nie tak i trzeba się z tym po prostu pogodzić. A jednak, stanowi połowę społeczeństwa, a z tej nie tak łatwo jest się wydostać. Oszczędności nie istnieją. Rzucenie pracy nie wchodzi w grę.

Kiedyś przez kilka miesięcy była bezrobotna. Na jednej pensji – jak mówi - rodzina z umiarkowanej biedy trafiła na dno. Zanim się wygrzebali minęły dwie wigilie. W telewizji leciały reklamy z zastawionymi stołami i drogimi prezentami, a u nich pod choinką stały najtańsze zabawki i kilka słodyczy włożonych, żeby wypełnić czymś paczki.

gus

- W Warszawie pensje są pewnie wyższe, ale żeby tam wyjechać i się utrzymać potrzebowalibyśmy majątku. Samo mieszkanie kosztowałoby prawie tyle ile teraz zarabiamy. Poprzedni pan prezydent mówił, żeby zmienić pracę i wziąć kredyt. Jeśli rzucę pracę, to nawet, gdyby ktoś mi dał kredyt, to za co ja go spłacę?  – mówi.

Na poprzedniego prezydenta nie zagłosowała. Na urzędującego zresztą też, bo nie chodzi na wybory. Potem przyszło 500+. Kiedy ją o to pytam stara się uniknąć tematu, ale w końcu przyznaje, że dodatkowe pieniądze rodzinie bardzo pomogły i gdyby poszła na kolejne wybory, to by chciała zostawić aktualny rząd.

Opozycję ogląda w telewizji. Widzi hasła o Trybunale i o demokracji, ale nie czuje się ich adresatką.

- Bo wie pan, to nie jest tak, że ja nie rozumiem co się dzieje. Rozumiem, że pieniądze nie biorą się z nieba. Ale ja się nasłuchałam wielu obietnic, a teraz pierwszy raz, kiedy ktoś coś faktycznie zrobił – ucina.

Po chwili dodaje, że poza słowami o wielkiej polityce, nie pamięta, żeby usłyszała z ust opozycji cokolwiek, co by dotyczyło jej codziennego życia. Pamięta za to, kiedy działacze młodzieżówki PO przekonywali, że w Polsce kolejki ustawiają się tylko po iPhone’y.

Zobacz także

Średnia wysoka. To w czym problem?

I pod tym względem Polska nie jest unikatowa na tle Europy Środkowej, znajdującej się między biegunami wyznaczonymi przez kraje skandynawskie i byłe republiki radzieckie. Jak zauważa Helena Jędrzejczak, socjolog Uniwersytetu Warszawskiego, w grupach, w których występuje duże rozwarstwienie, średnia zarobków będzie wyższa od dominanty (modalnej), czyli wartości występującej najczęściej.

- Z tego powodu nie jest najlepszą miarą do opisywania np. poziomu zarobków w Polsce - wydaje się, że przeciętnemu obywatelowi żyje się całkiem dobrze, podczas gdy większość zarabia dużo mniej niż mityczna "średnia krajowa" – mówi.

Sytuacja, w której dominanta wynagrodzeń (czyli, ile zarabia najwięcej ludzi) tak bardzo odbiega od średniej, pokazuje, że mamy do czynienia z dużą nierównością społeczną - stosunkowo niewielka grupa najlepiej zarabiających "ciągnie" średnią mocno w górę, podczas gdy zarobki przeciętnych pracowników pozostają niskie.

Obok pieniędzy wydawanych od pierwszego do pierwszego, kluczowe dla spokojnego życia są także te środki, które odkłada się na przyszłość. Chociaż dochody rosną szybciej niż wydatki, a stopa oszczędności Polaków się podnosi (z 1,8 proc. pod koniec XX wieku do 23,3 w 2016 r.), to nadal nie są to pieniądze, które zmieniłyby sytuację dużej części społeczeństwa.

gus2

Łączna kwota oszczędności Polaków pod koniec ubiegłego roku wyniosła 1,9 bln zł. Mogłoby robić to wrażenie, gdyby nie płynące z NBP informacje, że z łącznej kwoty dochodów odkładamy 3,4 proc. Jak podał „Forbes”, ponad 15 mln z nas oszczędności nie ma i, co najgorsze, oszczędzać nie planuje, bo często nie ma z czego. Według badania Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, przez najbliższe 12 miesięcy oszczędzać nie będzie ponad 25 proc. Polaków. Kolejne 52,4 proc. deklaruje, że prawdopodobieństwo na to jest „znikome”. Co to oznacza dla Kowalskiego?

- O bezpieczeństwie finansowym możemy mówić wtedy, gdy mamy "poduszkę finansową" pozwalającą na przeżycie 6 miesięcy bez stałej pensji. Przy obecnym poziomie zarobków dla większości Polaków to kwota niewyobrażalna. Jeżeli z trudem starcza im "do pierwszego", to oszczędzanie jakichkolwiek kwot staje się niemożliwe. Inna sprawa, że w Polsce nie ma kultury oszczędzania - Bułgaria i Rumunia są państwami biedniejszymi od Polski i o podobnym rozwarstwieniu społecznym, a odsetek oszczędzających jest większy – mówi Jędrzejczak.

W efekcie, od popadnięcia w ubóstwo ludzi dzieli jedna pensja. Jeżeli najmniej zarabiające osoby stracą pracę, to wpadają w kompletną biedę.

- Ważnym zjawiskiem jest także istnienie szerokiej grupy nazywanej po angielsku "working poor", czyli pracujących, ale biednych. To osoby, które pracują w pełnym wymiarze czasu i których zarobki nie pozwalają na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Co ważne, to często osoby pracujące bardzo ciężko i, pomimo tej ciężkiej pracy, zagrożone ubóstwem. O skali tego zjawiska mówi fakt, iż w 2015 r. w takiej sytuacji znajdował się mniej więcej co 7. pracujący – tłumaczy Jędrzejczak.

Na to zjawisko w pewnej mierze poprawił program 500+. Choć raczej nie realizuje celów związanych ze zwiększeniem dzietności, to wpłynął na poprawę sytuacji rodzin, w których obydwoje rodzice pracowali, a mimo tego stać ich było na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

- Na zmniejszanie poziomu nierówności społecznych pozytywnie wpływa zmiana z "rynku pracodawcy" na "rynek pracownika". W tym pierwszym modelu podaż pracowników przewyższa popyt pracodawców. Zgadzamy się więc pracować na gorszych warunkach, za bardzo złe pieniądze - praca jest towarem deficytowym, więc pracodawca ma wszystkie atuty w ręku. Teraz wchodzimy na rynek pracownika - to on staje się towarem deficytowym, więc pracodawcom zaczyna na tyle zależeć, by przekonać pracowników do zatrudnienia. Muszą więc poprawiać warunki zatrudnienia i pensje rosną. W Polsce ten proces ciągle trwa i nadal pracodawcy występują z pozycji siły, ale powoli sytuacja ulega zmianie – podsumowuje Jędrzejczak.

Mateusz Albin