Zamknij

Polak spędził 2 dni w niemieckim areszcie. Przez zgubiony dowód

Redakcja
22.06.2017 18:04
Polak spędził 2 dni w niemieckim areszcie. Przez zgubiony dowód
fot. flickr

Dzień po tym jak 26-letni wrocławianin zgubił dowód osobisty, zgłosił to na policji i wyrobił nowy dokument. Trzy lata później, gdy wylatywał ze swoją dziewczyną na wakacje, na lotnisku w Berlinie został aresztowany i trafił za kraty. W areszcie spytano go, dlaczego usiłował sprzedać wypożyczony w Niemczech samochód. Problem w tym, że tego dnia Michał był na zajęciach na poznańskiej uczelni.

Lecieli na upragnione wakacje

– Trudno opisać nasze zaskoczenie, gdy na lotnisku Berlin-Schönefeld po przejściu kontroli na bramkach, 15 minut przed wylotem na upragnione wakacje na Bałkanach, Kasia przeszła kontrolę, a celnicy po spojrzeniu na mój dowód powiedzieli „jest pan aresztowany” – opowiada nam Michał, wrocławski grafik komputerowy.

Aresztowanie na lotnisku

Celnicy zadali tylko pytanie dziewczynie Michała: leci pani sama, czy zostaje w Niemczech? Kasia nie zastanawiając się długo zawróciła i nie wsiadła do samolotu. – Następnie zaprowadzili nas na komisariat policji, który jest na lotnisku i tam zaczęła się procedura, jakbym zrobił coś złego. Zebrała się grupa policjantów. Jeden próbował mi wmówić, że jestem przestępcą i udaję. Drugi starał się mnie zrozumieć, a sprawa była dość jasna. Zgubiłem dowód, zgłosiłem jego kradzież i powinno być wszystko w porządku – tłumaczy wrocławianin.

Koszmarne procedury

– Jakby tego było mało, jedna z niemieckich policjantek zadzwoniła przy wszystkich na komendę we Wrocławiu i tam policjanci potwierdzili, że dowód na który popełniono przestępstwo figuruje w systemie jako „skradziony”. Wtedy policjanci uwierzyli w moją wersję, ale padło kluczowe zdanie: Nic nie możemy zrobić, bo widnieje nakaz aresztowania przez niemiecki sąd – dodaje.

Noc za kratami

Wtedy dziewczyna Michała pojechała do Berlina, znaleźć dla siebie nocleg. – Kasi kazali wyjść, a ja trafiłem do celi, kazali mi się rozebrać i przeszukiwali moje ubrania i bagaż. Potem przyjechał tłumacz, który bardzo się gubił i niewiele byłem w stanie zrozumieć z nakazu aresztowania. Okazało się, że nakaz wydany został po tym, jak 18 listopada 2014 r. w wypożyczalni „Sixt” ktoś na mój skradziony dowód wypożyczył wartego 35 tys. euro mercedesa i próbował go sprzedać – mówi 26-latek, dodając, że kiedy policjanci mieli już dowód, że był wtedy w Poznaniu i nie sprzedawał pożyczonego auta w oddalonym o 800 kilometrów Darmstadt, usłyszał, że musi spędzić noc w areszcie i dopiero następnego dnia zostanie zawieziony do sądu.

"W areszcie może pan spędzić nawet pół roku"

– Zamknęli mnie w celi bez jedzenia i następnego dnia dowieźli mnie do sądu rejonowego gdzieś pod Berlinem. Tam sędzia stwierdził, że jest mu bardzo przykro i nie wie nic o mojej sprawie. Co więcej, tłumaczka Polka zaczęła mi wmawiać, że jestem winny. „Tu każdy twierdzi, że jest niewinny” mówiła. I tak trafiłem do aresztu w miejscowości Cottbus, gdzie, jak mi powiedzieli, mogę spędzić nawet pół roku. Całe szczęście, że pozwolili mi wcześniej jeden raz zadzwonić do rodziców i przyjaciół, którzy o razu zajęli się pomocą prawną i kompletowaniem dokumentów, dzięki którym być może uda się mnie wyciągnąć – opowiada.

Pomoc najbliższych

– W areszcie przez ponad dobę byłem odcięty od świata, a w tym czasie moi bliscy usiłowali znaleźć prawnika, który zająłby się moją sprawą. To był czwartek 15 czerwca 2017 r., czyli Boże Ciało, więc znalezienie adwokata trochę trwało – tłumaczy.

Odszkodowanie

– Jeśli ten człowiek spędził dwie noce w areszcie, to jest podstawa aby rozpocząć w tej sprawie akcję odszkodowawczą. Gdy zostanie na rozprawie uznany niewinnym, będzie mógł wystąpić przeciwko kilku podmiotom, m.in. skarbowi państwa. Ma prawo nie tylko do tego, by być oczyszczonym z zarzutów, a także może domagać się odszkodowania, ponieważ jego prywatność i wolność została naruszona – twierdzi mecenas Andrzej Kalwas z Kancelarii Radców Prawnych Kalwas i Wspólnicy.

Prawnik, który zgodził się poprowadzić moją sprawę usłyszał w prokuraturze, że w areszcie będę musiał spędzić co najmniej trzy tygodnie. Rodzice przekazali mecenasowi szereg dokumentów potwierdzających, że w 2014 r., gdy ktoś dokonywał przestępstwa z moim zagubionym dowodem. Uczelnia, którą już ukończyłem, potwierdziła, że chodziłem wtedy na zajęcia i jakimś cudem – jak powiedział prawnik – prokurator zgodził się mnie wypuścić na wolność.

bosnia
fot. Para leciała na wakacje do słonecznej Bośni i Hercegowiny

Nici z wakacji

Całe to zamieszanie wywołało wiele stresu zarówno u Michała, jak i jego bliskich. – Zgodnie z planem, 14 czerwca 2017 r. o godz. 15:30 mieliśmy wylatywać z Kasią na kilka dni na Bałkany. Wakacje nam przepadły, a ja mam wciąż status oskarżonego i czekam na rozprawę, która ma odbyć się w sądzie w Darmstadt na zachodzie Niemiec – mówi 26-latek.

Międzynarodowy system operacyjny Schengen

Skontaktowaliśmy się z Komisariatem Policji Wrocław-Stare Miasto. – Wina nie leży po naszej stronie. Gdy ktoś zgłasza kradzież dowodu osobistego, ten automatycznie trafia do międzynarodowego systemu operacyjnego i w całej strefie Schengen widnieje jako skradziony – powiedział nam rzecznik dolnośląskiej Policji Paweł Petrykowski.

I co dalej?

Jak zatem jest możliwe, że wrocławianin, który zgłosił na policję kradzież dowodu, spędza dwie noce w niemieckim areszcie, bo ktoś gdzieś w Niemczech na jego skradziony dowód próbował sprzedać wypożyczony samochód? Możemy mieć tylko nadzieję, że sąd rozstrzygnie tę sprawę.

RadioZET.pl/strz