Aleksander Kwaśniewski: Nie ma co owijać w bawełnę. PiS ciężko pracowało na zwycięstwo; wynik KE daje podstawy, żeby iść dalej

26.05.2019 22:40
Wyniki wyborów
fot. Radio ZET

Nie ma co owijać w bawełnę. PiS ciężko pracowało na to zwycięstwo. Ja z tymi pomysłami na wygrywanie wyborów się nie zgadzam. Uważam, że błędem na dłuższą metę jest operowanie strachem i próba dogłębnego polaryzowania sceny politycznej – tak Aleksander Kwaśniewski komentuje w Radiu ZET wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Były prezydent w rozmowie z Beatą Lubecką ocenia wynik Koalicji Europejskiej jako bardzo dobry. Jego zdaniem rokuje nadzieję na wygraną opozycji w wyborach do polskiego parlamentu.  

Beata Lubecka: Były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Pan prezydent dzisiaj bez krawata, ale cały czas jeszcze w garniturze. Elegancko. Czy możemy powiedzieć, jak to się… bo już wiemy dokładnie, jakie są wyniki wyborów...

Aleksander Kwaśniewski, Dokładnie nie wiemy, ale…

Znaczy – tak, exit polle pokazały, ma pan rację. A jak to się może przełożyć na mandaty?

Wydaje się, ze 24 mandaty dla PiS-u, 22 dla Koalicji Europejskiej, 3 mandaty dla Wiosny, 3 mandaty dla Konfederacji, albo cztery... Myślę, że tak.

Jakoś tam nie widzę entuzjazmu u pana?

No nie, ja kibicowałem Koalicji Europejskiej i byłbym dużo szczęśliwszy, może nawet krawat bym nałożył, gdyby wygrała Koalicja. Wygrał PiS, to trzeba przyznać, uznać, wynik jest niewątpliwie bardzo dobry.

Zwłaszcza że to wybory europejskie. 

Zwłaszcza że wybory europejskie. Okazuje się chyba, że zabrakło trochę mobilizacji w tych dużych ośrodkach miejskich. Natomiast reszta Polski zmobilizowała się mniej więcej pół na pół.

Co sprawiło generalnie, że PiS było skuteczniejsze w mobilizowaniu swojego elektoratu?

No nie, myślę, że obie strony były skuteczniejsze, bo też nie wolno nie doceniać wyniku Koalicji, to jest prawie 40%. Biorąc pod uwagę moment startu, to to jest dobry wynik, to nie jest zwycięstwo, ale dobry wynik.

Ale jednak 3% różnicy na rzecz PiS-u.

No tak, ale 3% to nie jest nie do odrobienia. Ja myślę, że to, co tutaj usłyszałem, że Schetyna mówi, że to jest pierwsza połowa meczu, to to jest tak, jakby przegrywać pierwszą połowę 2:1 czy 1:0, to jest jeszcze do odrobienia. Natomiast jak pani pyta o przyczyny zwycięstwa PiS-u, ja myślę, że po pierwsze PiS ma bardzo silny trwał elektorat, to jest na poziomie 35%. Więc oni, żeby mieć 42%, muszą dobrać te 7%. I te 7% udało im się dobrać po pierwsze no jednak tym rozdawnictwem, które było potężnie i przecież nie ukrywano, że ma cel wyborczy.

Czyi transfery socjalne o tym zadecydowały, przesadziły o tym zwycięstwie?

Ta trzynastka, ekstra pieniądzach dla emerytów – każdy dostawał list, żeby nie zapomniał o tym, że te pieniądze dostaje, więc na pewno to rozdawnictwo miało znaczenie, ale to, co podkreślam już od wielu miesięcy: PiS dzisiaj ma ogromną przewagę jako partia polityczna całą resztą, w sensie organizacyjnym, w sensie logistycznym i w sensie pieniędzy. I to widać, szczególnie to widać w mniejszych ośrodkach. Kampania PiS-u była bardzo profesjonalna, to trzeba oddać,m oparta na działaniach różnych grup analitycznych, PR-owskich. Stąd ciągle te wrzutki, które działały. Tu straszyć euro, tu straszyć LGBT, tu straszyć czymś jeszcze itd.

Czyli z punktu widzenia logiki kampanii, no to jednak PiS sobie ciężko na to zwycięstwo zapracowało.

Tu nie ma co owijać w bawełnę, oczywiście, że ciężko pracowało, zapracowało, ja z tymi pomysłami na wygrywanie wyborów się nie zgadzam, bo uważam, że to operowanie strachem i de facto próba właśnie takiego dogłębnego polaryzowania sceny politycznej na dłuższą metę jest błędem, ale w takim wymiarze wyborczym daje efekt. To trzeba przyjąć i uznać, i PiS-owi tylko można za taką kampanię... Myślę, że takim cichym bohaterem tej kampanii jest pan Poręba, który kolejną kampanię wygrywa...

Szef sztabu wyborczego.

Widać, że on oparł się na naprawdę profesjonalnych osobach. No i tyle.

A co zawiodło po stronie Koalicji Europejskiej w takim razie?

Nic nie zawiodło. Ja uważam, że wynik ten, który został osiągnięty, jest wynikiem naprawdę bardzo dobrym. I rokującym nadzieję. To nie jest wynik, który przesądza, że Koalicja nie może wygrać wyborów parlamentarnych za kilka miesięcy. Ja w ogóle doceniam fakt, że Koalicja powstała, i tak jak tam pochwaliłem Porębę, to muszę tu pochwalić Schetynę, bo rzeczywiście jego determinacja...

To jest jego sukces?

W dużej mierze jego sukces, że on to skleił. I też zasługa pozostałych liderów, że zrozumieli, w jakim miejscu historii się znajdują i że nie ma co, że tak powiem, iść w [pojedynkę]...

I że swoje ambicje warto jednak schować do kieszeni.

Ograniczyli ambicje, wytłumaczyli to swoim kolegom, koleżankom, wyborcom. Więc ten wynik jest dobry, mam nadzieję, że jest wystarczająco dobry, żeby Koalicja trwała dalej. Mam nadzieję, że zarówno SLD, jak i PSL uzyskały kilka co najmniej mandatów, żeby był taki spektakularny wyraz tego, że poszliśmy razem, ale coś z tego mamy. PSL i SLD muszą po tych kilka mandatów mieć. Myślę, że tak będzie. Sądzę, że Cimoszewicz, Belka, Miller te mandaty mają.

Czyli stawia pan tezę, że Koalicja Europejska przetrwa? Będzie to projekt, który będzie obowiązywał na kolejne wybory?

Ja myślę, że jeżeli jest wystarczająco dużo rozsądku, wyobraźni, to powinna przetrwać, tym bardziej że ten wynik daje silne podstawy, żeby iść dalej.

No ale zwycięstwa jednak nie ma, a miało być.

Ale wie pani, zwycięstwa się nie uzyskuje tak łatwo. Proszę pamiętać, że szczególnie ludzie w PO powinni wiedzieć, że czasami na zwycięstwo trzeba czekać długo. PiS też czekał długo na zwycięstwo. Więc to nie jest tak, że zwycięstwa przychodzą łatwo. Natomiast to, że ten krok, te dwa kroki, bo pierwszy krok to było powstanie Koalicji Europejskiej, a drugi to jest ten wynik, ja uważam, że to jest bardzo zachęcające. I gdyby mnie pytali o radę, to mówię: „Słuchajcie, maszerujcie dalej razem. To będzie niełatwe, szczególnie w sensie programowym, ale moim zdaniem właśnie idąc w stronę jeszcze bardziej profesjonalnej kampanii, można wiele osiągnąć, choć przewaga PiS-u będzie także w tych wyborach parlamentarnych. No naprawdę, oni dzisiaj dysponują dobrze naoliwioną i świetnie finansowaną machiną mając za sobą wszystkie media publiczne.

Czyli wróży pan zwycięstwo PiS-u w jesiennych wyborach?

Nic nie wróżę. Gdybym ja był wróżbitą, tobym zajmował się czym innym, a nie komentowaniem u pani...

Ale co panu podpowiada intuicja i doświadczenie szerokie?

Intuicja i doświadczenie mi podpowiada tak, że PiS może popełnić grzech pychy i w ten sposób popełnić liczne błędy, choćby personalne – będziemy mieli rekonstrukcję rządu, zobaczymy, jakie postaci się pojawią w rządzie… Wie pani, to jeszcze dużo rzeczy, władza zużywa, tym bardziej że już za bardzo nie ma ci dalej obiecywać, no bo prezenty zostały już rozdane i nie wiadomo, jak długo będą pamiętane przed wyborami parlamentarnymi. Natomiast gdy chodzi o Koalicję, tobym przestrzegał przed napięciami wewnętrznymi, czyli zastanawianiem się: „warto, nie warto”. Ja bym właśnie uznał, że to jest wynik obiecujący, to jest dobra zachęta do dalszego działania...

I trzeba kuć żelazo, tak?

Tak, i za kilka miesięcy wystąpił wspólnie w wyborach polskich, krajowych, wierząc, że można wygrać. 3% w polityce to jest niewiele. Gdyby ta przewaga była tak jak u Orbana, tobym powiedział, że tak powiem, jak to mówią młodzi, że pozamiatane. W Polsce nie jest pozamiatane, w Polsce wszystko jest przed nami.

Ale chyba wynik Roberta Biedronia jest rozczarowujący, bo pamiętam buńczuczne zapowiedzi, że lider Wiosny liczył chyba na dwucyfrowy wynik.

Myślę, że dzisiejszy wieczór chyba smutny jest dla dwóch osób, to znaczy dla Roberta Biedronia, który niewątpliwie liczył na więcej, ja też zresztą oceniałem, że będą gdzieś oscylować około 8%.

To co zawiodło?

No nie wiem, może ta polaryzacja. Bo wie pani, jeżeli są dwa silne bloki, które zbierają, to wtedy rzeczywiście tym mniejszym partiom jest trudno, bo u wielu wyborców jest takie przekonanie: a czy ten głos się nie zmarnuje, czy to ma sens. Zobaczymy zresztą, jaka będzie struktura wyborców, na ile Biedroniowi udało się dotrzeć do młodszych grup wyborców, ale na pewno 6% czy nawet te 7%, jeżeli będzie, to jest poniżej jego oczekiwań. A drugą osobą, która ma prawo dzisiaj i chyba jest bardzo smutna, to jest Kukiz, no bo...

Poniżej progu wyborczego jednak.

...jego wynik jest zapowiedzią jednak, że są na równi pochyłej.

Czyli to źle wróży, jeśli chodzi o prognozy w wyborach do Sejmu.

Zdecydowanie źle.

Te włosy chyba przejęli konfederaci.

Tak, to jest kolejna grupa, która jeżeli rzeczywiście ma te 6% i uzyskają mandaty w PE, co nie jest nowością, bo oni w poprzednich wyborach, Korwin-Mikke przecież też był w Parlamencie i kogoś tam wprowadził. Więc to nie jest taka zupełna nowość. Ale niewątpliwie mają powody do satysfakcji.

To też są ludzie, którzy dostali się do Sejmu z listy właśnie Kukiz’15.

Mają powody do satysfakcji, choć mnie to nie cieszy, bo uważam, że ten rodzaj ideologii, który oni wyznają, nie jest dobry ani dla Polski, ani dla Europy.

Jak pokazywały sondaże, 35% młodych ludzi deklarowało, że chce głosować na konfederatów.

To jest najbardziej niepokojące. To jest wręcz smutne, bo ja rozumiem, że młodzi ludzie są anty-establishmentowi, w związku z tym konfederaci w pewnym sensie taką rolę spełniali, ale to, że takie hasła jak „Polska dla Polaków” czy ten rodzaj ksenofobii, czy wręcz rasizmu, który w tych środowiskach ma miejsce, to mnie przeraża. Jeżeli to jest przekonanie młodych ludzi, to byłoby bardzo źle. Ja myślę, że to jest taka chwilowa moda, taka poza, którą młodzi często przyjmują, to jest inny temat. Ale tak czy inaczej to nie jest dobra wiadomość.

Ale to chyba też jest taka nie najlepsza wiadomość dla Donalda Tuska, bo jednak pokładano w nim duże nadzieje, że jeśli chodzi w jakiś tam sposób, mniej lub bardziej formalny, no nieformalny, poprze opozycję... Jednak przecież był tutaj w Polsce i 3 maja również uczestniczył w tym marszu opozycji...

Ja myślę, że w tych 39%, które naprawdę trzeba oceniać jako sukces… Tak jak mówię, to nie jest sukces pełny, bo to jest mniej niż ma PiS, ale to jest sukces. To jest blisko 40% głosów. W polskiej historii mało które partie czy koalicje uzyskiwały te 40% głosów, więc to naprawdę trzeba traktować jako dobry wynik i w tym sensie oczywiście Tusk swoją cegiełkę dołożył, nikt nie jest w stanie i nikt nigdy nie powie, jak dużo, ale to, że on poparł Koalicję, na pewno Koalicji nie zaszkodziło. Natomiast gdy chodzi o same plany Donalda Tuska, jego osobiste plany, to ja myślę, że dla niego to jest poważny materiał badawczy, to, co się tutaj stało, bo to, co powiedziałem już kiedyś, chyba też u pani, że Tusk w polskiej polityce jest obecny, nigdy z niej nie odchodził. Natomiast Tusk nie wie, czy wrócić do polityki jako kandydat w wyborach prezydenckich.

No i to jest pewien jakiś taki prognostyk.

Tak, to jest prognostyk, nieułatwiający decyzji, natomiast ciągle jest dużo czasu, więc też bym dzisiaj jeszcze niczego w tej sprawie nie osądzał.

Na razie rozmowę przerywamy, ale tylko na chwilę. Za chwilę najświeższe informacje, będziemy w sztabach wyborczych, będziemy również w Brukseli, zapraszam.

***

Powracamy do tej rozmowy. To już wiemy mniej więcej, kto mógł dostać mandaty z PiS-u: Beata Szydło, Joachim Brudziński, Anna Zalewska, Adam Bielan, Patryk Jaki, Jacek Saryusz-Wolski, Beata Kempa, Beata Mazurek. Byli ministrowie dostają się do PE. To nie jest zaskoczenie. Niektórzy liczyli, że Anna Zalewska się nie dostanie.

Nie ma Ryszarda Czarneckiego. To jest zaskoczenie.

No nie ma właśnie. Drugie miejsce w Warszawie.

Gdyby się nie dostał, to byłaby spora niespodzianka.

Co to by znaczyło? Ryszard Czarnecki taki aktywny jest...

Być może to, że właśnie Ryszard Czarnecki w każdych wyborach startuje z innego kręgu wyborczego. Może to okazało się dla wyborców jednak nieprzekonywujące.

Ale zaskoczenie?

Jeżeli tak jest, bo nad wszystkim trzeba stawiać jeszcze znak zapytania. Ale gdyby tak było, no to zaskoczenie.

No ale widać nazwiska rządowe, więc będzie potrzebna szybka rekonstrukcja rządu.

Rekonstrukcja, tak jest, będziemy mieli nowe twarze, to też z jednej strony nadzieja dla rządu na takie odnowienie wizerunku, a dla opozycji nadzieja, że zostaną popełnione błędy kadrowe, które będzie można wykorzystywać w kampanii, więc będzie ciekawie.

Tutaj widzę nazwisko Patryk Jaki, Beata Szydło, czyli jednak kandydaci z Małopolski i ze Świętokrzyskiego, ale nie widzę tutaj nazwiska numer dwa na tej liście, czyli profesora Legutko.

Ale zdaje się, że jest, przynajmniej z tego, co mi się obiło o uszy, to chyba jest.

Ale Patryk Jaki – no, to jego sukces jednak, można powiedzieć. Z trzeciego miejsca zdobyłby mandat...

On zresztą w ostatnich już wielu, wielu miesiącach ciężko pracował nad rozpoznawalnością, na różnych zresztą polach, i komisja reprywatyzacyjna, i kandydowanie w wyborach warszawskich, tak że myślę, że jemu ambicji odmówić nie można.

A jeśli chodzi o Koalicję Europejską, mandaty do PE otrzymali m.in.: Radosław Sikorski, Ewa Kopacz, Jerzy Buzek, Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz, Bartosz Arłukowicz, Marek Belka, Danuta Hübner. Danuta Hübner, która dostała czwarte miejsce. Też były tam różne przetasowania, już nawet słyszało się, że w ogóle nie będzie startować w tych wyborach.

No cieszę się bardzo. Była u mnie szefową Kancelarii, współpracowaliśmy bardzo blisko, więc cieszę się, cieszę się, że kobiety przeskakują mężczyzn na tych listach, natomiast Koalicja będzie miała taką bardzo premierowską reprezentację, bo doliczyłem się już pięciu premierów: Buzek, Kopacz, Miller, Cimoszewicz, Belka. No to muszę powiedzieć, nie wiem, czy z jakiegoś kraju będzie mocniejsza reprezentacja w tej grupie – grupie premierów.

Można powiedzieć, że klęska urodzaju. Pan głosował na Włodzimierza Cimoszewicza, tak? Tutaj się nic nie zmieniło?

Nie.

I nawet te jego kłopoty w żaden sposób panu nie zmieniły postrzegania?

Nie, nieszczęścia chodzą po ludziach, zdarzają się, natomiast to nie zmienia mojej oceny wysokich kompetencji Cimoszewicza jako człowieka, który zna Polskę, zna Europę, zna politykę, zna prawo, zna języki obce. Można powiedzieć, że akurat do tej roli parlamentarzysty europejskiego nadaje się jak ulał.

No ale też oczywiście prawa strona mocno podnosiła, że Koalicja Europejska również idzie ramię w ramię z postkomunistami, że to im nie wyjdzie na zdrowie.

To im to przeszkadza, ale mnie nie. Proszę sobie to wyobrazić, że zupełnie mi to nie przeszkadza.

Tu mnie pan nie zaskoczył.

To jest w ogóle głupie gadanie, po 30 latach opowieści o tym, kto był w PZPR-ze, a kto nie. Niech oni sobie zrobią porządek w swoich szeregach, wtedy porozmawiamy, natomiast ci wszyscy ludzie, którzy mają za sobą przeszłość partyjną przed ‘89 rokiem, wspaniale spisali się w III RP i mają ogromne zasługi. Mówię o Belce, mówię o Cimoszewiczu, mówię o Danucie Hübner, nie mają powód do żadnych kompleksów, są niewątpliwie świetnie przygotowanymi ludźmi i zasłużonymi dla demokracji i dla Polski.

IPSOS jeszcze podaje, że z Wiosny mandat do PE otrzyma m.in. Robert Biedroń, a z Konfederacji m.in. Jacek Wilk. Też był w ruchu Kukiza. Frekwencja pana zaskoczyła?

No, wie pani, jest dwa razy większa niż poprzednio, więc w tym sensie to jest wielkie wydarzenie.

Niespełna 40%.

43%, twierdzi IPSOS, i ja myślę, że tak jest, gdzieś powyżej 40%, więc to jest ogromny postęp i to jest dobra wiadomość. Natomiast ciekaw byłbym, jakie były przyrosty frekwencji w jakich środowiskach. To znaczy ja mam dziwne wrażenie, że o ile nastąpiła w wyborach lokalnych, samorządowych bardzo duża mobilizacja w dużych miastach, to wydaje mi się, że w tych wyborach aż tak dużej mobilizacji w dużych miastach nie było.

Raczej może właśnie w mniejszych ośrodkach.

Właśnie, myślę, że była w mniejszych ośrodkach, i to pomogło PiS-owi, a w dużych miastach… Mówię to na podstawie tego, że dzisiaj wchodziłem do punktu wyborczego w Warszawie na Wilanowie, czyli to miejsce lemingów, jak to się mówi…

„Lemingrad” niektórzy nawet mówią.

Czyli ludzi jednak bardzo proeuropejskich. Było pustawo.

Może pogoda piękna, to pikniki, wyjazdy za miasto.

Albo za granicę. Niestety to środowisko jest pod tym względem trudne do zdyscyplinowania, no ale co robić, na wszystko jeszcze, na takie bardzo drobiazgowe analizy musi przyjść czas, za mało mamy danych.

A kto będzie rozdawał karty w tej Europie po tym nowym rozdaniu?

Ja myślę, że o tyle sytuacja się zmieni, że przez długie lata tymi dwoma głównymi rodzinami politycznymi, które decydowały o Unii, byli chadecy, czyli ta EPP, partia chadecko-ludowa...

Europejska Partia Ludowa...

Tak. I socjaliści, socjaldemokraci. Wydaje się, że po tych wyborach te dwie grupy, które będą miały swoją silną reprezentację, ale słabsza, niż miały, będą potrzebowali trzeciego partnera. I oceniam, że bardzo prawdopodobnym partnerem może być środowisko, które w tych wyborach prawdopodobnie odniosło największy sukces poza populistami – to są Zieloni. Bo wynik Zielonych w Niemczech...

22%.

Ale także trzecie miejsce we Francji. I w paru innych... A poza tym moim zdaniem temat… to znaczy Zieloni to są partie szczególnie wyczulone na kwestie ekologiczne, zmian klimatycznych, a to będą tematy, którymi Europa i świat będą żyły w najbliższych latach. Więc ja sądzę, że tą trzecią grupą, którą warto byłoby włączyć do decydowania o losach Europy, są Zieloni. A swoje ambicje będą zgłaszali, nie wykluczam, że również wejdą do tej szerokiej koalicji, będą liberałowie. Czyli Verhofstadt z jednej strony, Macron z drugiej strony...

Ale Macron przegrał jednak, wygrało ugrupowanie Marine Le Pen.

No dobrze, ale ma 22 czy 23 mandaty. Przegrał 1 czy 2 mandaty z Le Pen. Poza tym proszę pamiętać, że Macron jako prezydent jest jeszcze na trzy lata, dlatego że we Francji żadne wybory wkrótce się nie zbliżają. Na pewno przecież ten ruch żółtych kamizelek go nie umocnił, a osłabił.

To na pewno.

Ale ja bym na Francję patrzył dość spokojnie. Tak samo jak wydaje mi się, że w Niemczech należy się liczyć z tym, że po kolejnych wyborach będziemy mieć po kolejnych wyborach koalicję chadecko-zieloną. Martwię się o moich przyjaciół socjaldemokratów...

A teraz ta koalicja wytrzyma po tych wyborach do PE?

Myślę, że w Niemczech wstrzyma, dlatego że oni są dosyć poważni, pragmatyczni. Tam może być co innego. Angela Merkel zapowiedziała koniec swojej kadencji, powiedziała, że ona nie chce już żadnych stanowisk politycznych, więc te nadzieje, że ona zostanie przewodniczącą Rady Europejskiej na miejsce Tuska, zdaje się, trzeba odłożyć na półkę. Choć moim zdaniem nieźle by było, gdyby się zdecydowała, ale twardo mówi nie. I teraz jest pytanie, jaką koncepcję przyjmą chadecy, bo ja nie wykluczam, że chadecy będą chcieli szybciej zakończyć kadencję Angeli Merkel, żeby szefowa chadecji mogła przejąć stery, czyli ta Annegret dwóch nazwisk, które strasznie trudno się wymienia.

I trudno się zapamiętuje.

Nazywana jest w Niemczech AKK. Więc być może. I być może z samej chadecji wyjdzie wniosek, żeby przyspieszyć, żeby doprowadzić do wcześniejszych wyborów. Socjaldemokraci są w kłopocie, ich głos nie ma większego znaczenia, bo takiego złego wyniku socjaldemokracja moim zdaniem nie miała w historii. To jest 15%, to jest katastrofa.

Za to wynik Fidesu, czyli partii Wiktora Orbana, 56%, no to jest gigantyczne zwycięstwo.

No tak, to jest gigantyczne zwycięstwo, ale wie pani, Węgrzy nie będą decydować o losach Europy, z całym szacunkiem. Orban ma ciągle wielką przewagę wynikającą z konsolidowania władzy, z instrumentów, których ma mnóstwo, od mediów publicznych poczynając, na pieniądzach, na administracji, na wszystkim, a poza tym siła Orbana wynika ze słabości opozycji. Bo to to jest ta różnica między Polską a Węgrami – że Fides ma 56% i reszta głosów jest rozproszona między różne partie opozycyjne, i największym problemem dla Fidesu jest Jobbik, czyli ta partia z prawej strony, a nie z centrum czy z lewej.

Skrajnie prawicowa.

W Polsce jednak 39%, a ja nawet powiem, żeby jeszcze poprawić sobie nastrój, blisko 40%, to lepiej brzmi, blisko 40% Koalicji Europejskie to jest zachęcające, to buduje pewną nadzieję.

Tym kończymy, tą puentą.

Taką trochę optymistyczną.

Aleksander Kwaśniewski jednak ma nadzieję.

Mam nadzieję, choć też uczciwie chcę powiedzieć: gratuluję PiS-owi, bo zwycięstwo jest zwycięstwem, a ja jako człowiek, który zajmował się sportem, wyrósł ze sporu, wie, że złoty medal jest jeden i pogratulować należy. Natomiast wielu srebrnych medalistów zostawało później złotymi, więc nadziei nie tracić nie wolno.

A kolejne wybory jesienią.

Bardzo szybko, za kilka miesięcy. Zazdroszczę dziennikarzom, będziecie mieli bardzo interesującą pracę.

Tak, ja sobie sama zazdroszczę. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski był z nami.