Zamknij

Furgalski ujawnia w Radiu ZET: Porozumienie kontrolerów z PAŻP możliwe jeszcze dziś

28.04.2022 08:50

- Jak szedłem spać, to byłem pesymistą, ale od rana mam informacje, że może dojść do porozumienia i to jeszcze dziś. Może po prostu poszli po rozum do głowy – zdradza w Radiu ZET szef Zespołu Doradców Gospodarczych TOR Adrian Furgalski.

Adrian Furgalski
fot. Radio ZET

Ekspert podkreśla, że dłuższy spór między kontrolerami lotów, a Polską Agencją Żeglugi Powietrznej działa negatywnie przede wszystkim na pasażerów. - Już mówimy o setkach tysięcy osób, które nie poleciałyby na majówkę – dodaje Gość Radia ZET. Jego zdaniem w tym sporze padło wiele politycznych, „głupich słów” i zamiast poważnie rozmawiać o problemie – „gadaliśmy o pierdołach”. - Mam nadzieję, że dziś nastąpi wycofanie się ze wszystkich teatrzyków politycznych, przepychanek medialnych i dojdzie do porozumienia – mówi Adrian Furgalski.

Ekspert zdradza również nazwiska osób, które już 2 lata temu zlekceważyły spór pomiędzy kontrolerami lotów, a PAŻP.

- Janusz Janiszewski, czyli poprzedni szef PAŻP, były szef Związku Zawodowego Kontrolerów, a druga osoba to minister Horała, który jako wiceminister powinien to sprawdzać. Też na wszystkich komisjach mówił, że wszystko jest ok – opowiada gość Beaty Lubeckiej. Furgalski dodaje, że już 2 lata temu sejmowa komisja infrastruktury dostała sygnały, że źle się dzieje i dostał je również premier. - W maju 2020 pierwsze pisma do premiera, to nie było, że „kasa, kasa, kasa”, tylko była chodziło o pojedynczą obsadę na wieżach – mówi prezes Zespoły Doradców Gospodarczych TOR. Ekspert opisuje, że Mateusz Morawiecki „sam uczestniczył w takim zdarzeniu, gdzie jeden kontroler ruchu zasłabł, chyba miał podejrzenie zawału, ratowano go na wieży, a pan premier wystartował samolotem mimo, że samolot nie miał kontaktu z wieżą”. - Było 9 niebezpiecznych przypadków w 2019 roku ze względu na pojedynczą obsługę kontrolera, a w 2020 roku już 173, przy spadku ruchu – precyzuje Furgalski..

„Zgadzam się, by kontroler zarabiał 50 tys., może nawet i 100 tys.”

Adrian Furgalski podkreśla, że praca kontrolera lotów jest niezwykle odpowiedzialna. - Trzeba być w pełni psychofizycznej na 200 proc. Nasze niebo jest teraz bardzo ważne ze względu na to, co dzieje się w Ukrainie – zaznacza Gość Radia ZET i dodaje, że „Dreamliner leci sobie płynnie, elegancko 900km/h, ale na naszym niebie latają również F16, F35 ponad 2 tys.km/h i to jest duża sztuka, by to wszystko teraz pogodzić”.

- Nie zaglądam nikomu do portfela, ale zgadzam się z tym, żeby kontroler w Warszawie zarabiał 50 tys., może nawet parę osób 100 tys. z dodatkami, praca w nocy, święta, ale ja chce się czuć bezpiecznie w samolocie – komentuje Furgalski.

Co się wydarzy, jeśli nie dojdzie do porozumienia, a kontrolerzy będą strajkować lub odchodzić z pracy? - Dla Polski to będzie wstyd, jak np. Niemcy przejmą część nieba, lotów i przekierują je do swoich przestrzeni – komentuje gość Beaty Lubeckiej. Dodaje, że rozmawiał wczoraj z prezesem LOT-u. - LOT straci ok. 50 proc. tranzytowych pasażerów, do połączeń transatlantyckich. Jeszcze nie wiedzą, czy puszczą samolot ze stratą, czyli 30 proc. wypełnienia – mówi Adrian Furgalski. Ekspert przypomina, że „jesteśmy w momencie wychodzenia największego kryzysu lotniczego, wpadliśmy w mniejszy kryzys związany z wojną, a teraz jest jeszcze kryzys lokalny”.

- My wciąż nie wiemy czy polecimy, czy nie. Ludzie nie mogą sobie teraz pójść i powiedzieć „proszę mi oddać za bilet”, bo teoretycznie nie ma takiego prawa. Nie należy się też odszkodowanie od linii lotniczych – dodaje ekspert. Dodaje, że „gdyby doszło do paraliżu, to nawet kierunki priorytetowe mogą być cięte”. - To wszystko jest ustalone pod skład kontrolerów, który zostaje. Gdyby kolejne 136 osób odeszło z pracy, to w Warszawie pracuje 36 osób i też nie przyjmiemy, że ktoś np. nie zachoruje, nie będzie miał pogrzebu – tłumaczy.

Adrian Furgalski mocno o CPK: Ma dużo pieniędzy. Ciekawe, ile zapłacił generałowi za wypowiedź. Powrót do modelu z PRL-u

- Próbuje się kupić opinię publiczną tym, że jak jest wojna, to musimy mieć duże lotnisko, bo jak jest duże, to duże samoloty wojskowe będą tam lądować i startować. To bzdura – mówi Adrian Furgalski, pytany w internetowej części programu „Gość Radia ZET” o Centralny Port Komunikacyjny.

Na przypomnienie Beaty Lubeckiej, że była wypowiedź byłego dowódcy amerykańskich wojsk lądowych w Europie Bena Hodgesa, dotycząca potrzeby zbudowania tej inwestycji, jej gość odpowiada: - Ciekawe, ile CPK zapłacił mu za tę wypowiedź. Zdaniem szefa Zespołu Doradców Gospodarczych TOR Centralny Port ma dużo pieniędzy, które w zupełności wystarczyłyby np. na spełnienie żądań płacowych kontrolerów lotów. - Rząd do dziś nie ma żadnych analiz, ale politycznie powiedziano, że trzeba. Nie ma ani słowa o tym, że to będzie miało znaczenie militarne – dodaje Furgalski. - Chcemy tam centralizować ruch lotniczy – bzdura. Od 2004 roku jak weszliśmy do UE rozwijają się lotniska głównie regionalnie – zaznacza ekspert. Gość Beaty Lubeckiej ocenia również, że budowa CPK do powrót do modelu z PRL-u, że „jest jedna słuszna linia lotnicza i jedno lotnisko”. Jego zdaniem nikt nie będzie robił centralizacji ruchu wojskowego, ponieważ wystarczy jeden telefon, że jest bomba na lotnisku i „lotnisko jest zamknięte, z wiatrem zamiast pasażerów”.  

Rozbudowa lotniska w Radomiu? - Absolutnie nie. Małe lotnisko, które było niepotrzebnie zbudowane, teraz ma być większe, bo będzie wtedy więcej zarabiać. Absolutnie nie – komentuje Adrian Furgalski. - Była wczesna ankieta wśród linii lotniczych i tylko jedna linia powiedziała, że Radom jest super. To był LOT. Jest tylko mały problem – LOT nie zamierza tam prowadzić żadnych operacji – opowiada Gość Radia ZET.

Modlin? - Jest niszczony, bo to lotnisko samorządowe, samorząd PO-PSL, nie lubi się w przedsiębiorstwem PPL, które buduje Radom. Buduje za prawie miliard złotych bezsensowne, większe lotnisko w stosunku do tego bezsensownego małego, które zbankrutowało – ocenia Furgalski.

RadioZET/MA