Zamknij

Bartosz Zmarzlik: To nie koniec pracy. Mam jeszcze dużo do zrobienia. Dla siebie

06.10.2020 07:10

- Do ostatniego biegu praktycznie nie dopuszczałem do siebie takiej myśli, że może się nie udać. Wiedziałem, że muszę zrobić swoje, muszę być mega skoncentrowanym. Jak nie popełnię najmniejszego błędu to znów to zdobędę. Wiedziałem, że najmniejszy błąd może wykluczyć wszystko – mówi Gość Radia ZET Bartosz Zmarzlik, który obronił właśnie tytuł mistrza świata na żużlu.

- Nieskromnie mówiąc, gratulacji było naprawdę wiele. Wszystkie są bardzo przyjemne i pozytywne. Bardzo wszystkim dziękuję. Fajna sprawa usłyszeć tyle dobrych słów od tylu osób – dodaje sportowiec. Zmarzlik podkreśla, że obrona tytułu to było jego marzenie i cel. - Na początku mieliśmy problemy, przez różne sytuacje regulaminowe i zanim się dostosowaliśmy do tego, to zajęło nam trochę czasu, ale pokazaliśmy, że obraliśmy dobrą ścieżkę i wszystko zrobiliśmy tak, żeby być najlepszymi na świecie – komentuje Gość Radia ZET. Bartosz Zmarzlik zdradza, że ma w domu specjalnie przygotowane miejsce na to trofeum. - Będę w zimie tam zachodził i wspominał – śmieje się żużlowiec.

"Sołtys zorganizował, że na sali nawet telewizor ogarnęli"

Pytany przez Beatę Lubecką o to, czy odwiedził już swoje rodzinne Kinice, Bartosz Zmarzlik odpowiada, że oczywiście i że czuje się w swojej miejscowości „bardzo wspierany przez wszystkich życzliwych ludzi”. - Sołtys zorganizował, że na sali nawet telewizor ogarnęli i wspólnie wszyscy oglądali – mówi sportowiec.

Zmarzlik: Zawsze marzyłem, żeby ścigać się z najlepszymi na świecie

Zwątpienie na którymś z etapów kariery? - Takie momentu nie było [że chciałem się wycofać – red.]. Zawsze marzyłem, żeby jeździć, marzyłem ścigać się z najlepszymi na świecie na żużlu. Mam 25 lat a udało nam się to zrobić 3 razy – mówi Gość Radia ZET. Dopytywany o następny cel odpowiada, że nie może powiedzieć. - Najpierw spełniam a potem mówię. To nie koniec mojej motywacji i ciężkiej pracy, bo mam jeszcze wiele do zrobienia. Przede wszystkim dla siebie – komentuje Bartosz Zmarzlik.

Bartosz Zmarzlik: Tylko głupi się nie boi. Wiara? Pomaga na torze

- Pewnie, że jest [stres – red.]. Tylko głupi się nie boi – mówi dwukrotny medalista świata na żużlu Bartosz Zmarzlik, pytany w internetowej części programu o to, czy denerwuje się przed startem. - Stres, lęk i inne rzeczy towarzyszą, ale poprzez liczbę zawodów, w których uczestniczymy w sezonie, wprowadza nas i oswaja nas to z tym wszystkim. Musimy odciągać od siebie złe myśli i skoncentrować się na tym, co robimy – dodaje sportowiec. Wiara pomaga na torze? - Oczywiście, że tak. Wiary się nie wstydzę. Wiem, że zawsze to nie przeszkodzi a pomoże – komentuje.

"Brakuje nam zdolnej młodzieży"

Pytany przez słuchacza o promowanie jego dyscypliny, żużlowiec odpowiada: - Brakuje nam zdolnej młodzieży, żeby było nas coraz więcej. - Są takie wysypy, że jednego roku jest bardzo dobrze a drugiego roku nie. Są różne rzeczy, które można poprawić – ocenia.

"Fajnie, że w swojej karierze go spotkałem"

Idol? - Od dziecka był nim Tomasz Gollob. Zdzwaniamy się i rozmawiamy na różne tematy. Mentor? Trochę tak. Wiele mu zawdzięczam – mówi żużlowiec. - Fajnie, że w swojej karierze go spotkałem – komentuje.

Żużlowiec: W nocy też czasem jadę, kręcę śrubki

Gość Radia ZET zaznacza, że żużla jest w jego bardzo dużo, nawet śni o nim. - W nocy też czasem jadę, kręcę jakieś śrubki od motocykla, wymyślam coś, co mógłbym jeszcze poprawić – śmieje się Zmarzlik. Dodaje, że w przedsięwzięcie zaangażowana jest jego cała rodzina. Mistrz świata zdradza również, że lada chwila miał brać ślub, ale koronawirus pokrzyżował jego plany. - W marcu zostanę tatą. Nie mogę się doczekać. Za chwilę sezon się kończy i będzie czas na przygotowanie – mówi sportowiec.

"Dla jaj założyłem mamy kozaki, żeby być wyższym i poszedłem do trenera"

Skąd wzięła się fascynacja żużlem? - W tym sporcie jestem już 18 lat. Gdy miałem 3 albo 4 latka tata pokazywał mi zdjęcia, że miałem na podwórku motocykl i śmigałem na nim. Zawsze mieliśmy z bratem pełno motoryzacji na podwórku. Tata to złota rączka – opowiada Gość Radia ZET. - Jak byłem mały to zobaczyłem ulotkę w pobliskiej miejscowości, żużel, motory. Męczyłem bardzo mamę i tatę, żebyśmy pojechali zobaczyć co to jest ten żużel. Pobiegłem do trenera zapytać, jak zapisać się do szkółki żużlowej. Namowa rodziców trochę trwała. To był 2002 rok – dodaje. - Było coś takiego, że dla jaj założyłem mamy kozaki, żeby być wyższym i poszedłem do trenera. Była z tego kupa śmiechu, ale pozwolił mi wjechać na tor – mówi sportowiec.

Bartosz Zmarzlik: Tak w kółko, od kwietnia do października

Pytany o to, jak wygląda jego tydzień w sezonie, Bartosz Zmarzlik wylicza: - W niedzielę mamy ligę polską, w poniedziałek płyniemy do Szwecji, w środę wracamy, w czwartek szykujemy sprzęt na Grand Prix, piątek-sobota Grand Prix, w niedzielę Polska liga, w poniedziałek na prom. - I tak w kółko od kwietnia do października – dodaje.

"Po tym sezonie 2 tygodnie luzu"

Odpoczynek? - Po tym sezonie zrobię sobie ze 2 tygodnie kompletnego luzu, że będą jadł śniadanie, obiad, kolację, będę siedział w warsztacie i kręcił sobie to, co najbardziej lubię. Potem znów treningi na roztrenowanie – zapowiada Gość Radia ZET.

RAIOZET/MA