Bronisław Komorowski: Prezydent ma na sumieniu ułaskawienie kolegów partyjnych

10.06.2019 07:12

 Pan Falenta nie należy do ludzi bardzo wiarygodnych, ale też nie lekceważyłbym tego, co pisze w sytuacji, kiedy grozi mu odsiadka w więzieniu. Wyraźnie podejmuje próbę uzyskania ułaskawienia przez prezydenta. To o tyle zrozumiałe, że w przeciwieństwie do mnie pan prezydent Duda, zdaje się, nie zawsze stosuje zasadę, która powinna być święta, że najpierw pyta sąd i prokuraturę, a nie podejmuje bez nich decyzję – mówi w Radiu ZET Bronisław Komorowski komentując treść wniosku Marka Falenty o ułaskawienie wysłanego do obecnego prezydenta. – W związku z tym pan Falenta ma prawo spodziewać się, że i jego wniosek może być załatwiony w jakimś ekstra nadzwyczajnym trybie – dodaje Bronisław Komorowski.

Beata Lubecka: Bronisław Komorowski. Dzień dobry, panie prezydencie.

Bronisław Komorowski: Dzień dobry pani i witam państwa.

„Jeśli nie będę ułaskawiony, ujawnię, kto za mną stał” – tak pisze Marek Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej we wniosku do prezydenta Andrzeja Dudy. O co gra Falenta?

Pan Falenta nie należy do ludzi bardzo wiarygodnych, ale też nie lekceważyłbym tego, co pisze, w sytuacji, kiedy grozi mu po prostu odsiadka w więzieniu. Wyraźnie podejmuje próbę uzyskania ułaskawienia przez prezydenta. Co jest o tyle zrozumiałe, że w przeciwieństwie do mnie pan prezydent Duda, zdaje się, nie zawsze stosuje zasadę, która powinna być święta, że najpierw pyta sąd i prokuraturę, a nie podejmuje bez nich decyzji. Pan prezydent ma na sumieniu ułaskawienie kolegów partyjnych.

Tutaj ma pan na myśli Mariusza Kamińskiego, tak?

Między innymi. I pana, zdaje się, Wąsika chyba też, tak?

Tak.

W związku z tym pan Falenta ma prawo spodziewać się, że i jego wniosek może być załatwiony w jakimś ekstra nadzwyczajnym trybie.

A obóz władzy w związku z tym powinien zacząć się tego bać? Bo to jest takie ultimatum swoiste, można powiedzieć.

Wie pani, gdybym powiedział, że powinien się bać, tobym uznał, że pan Falenta jest człowiekiem wiarygodnym, a nie jest, więc myślę, że to tak trochę pomiędzy różnymi wiarygodnościami się odbywa.

Czyli raczej można przewidywać, że prezydent tego wniosku nie uwzględni?

Nie mam pojęcia. Jeżeli uwzględni, no to przyzna, że pan Falenta miał czym szantażować. Jeśli nie ułaskawi, no to być może stworzy sytuację, w której pan Falenta, jeśli coś ma w zanadrzu, to ujawni i będzie sensacja. I będzie trochę tak, że po latach – bo minęły już lata – wyjdzie to, że PiS stosował i prawdopodobnie stosuje w dalszym ciągu bardzo nieczyste zasady walki politycznej, i że wygrał w 2015 roku w znacznej mierze poprzez stosowanie właśnie brudnych metod.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, która dotarła do tego wniosku o ułaskawienie, to Falenta przedstawia się w tym wniosku jako osoba lojalna wobec PiS-u i CBA, której obiecano bezkarność za odsunięcie PO od władzy. W piśmie Falenta wymienia 12 osób, m.in. prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego. Czym to się zakończy? Trudno przewidywać?

Zakończy się tym, że pan Falenta coś ujawni i będzie sensacja, albo nic nie ujawni, z różnych powodów: to może mieć miejsce zarówno dlatego, że woli nie ryzykować, albo dlatego, że coś mu obiecają znowu. Różne są warianty. Nie wiem. Nie warto według mnie… Ja rozumiem dziennikarzy, że muszą, że tak powiem, wentylować ten temat w tę i z powrotem, ale ja jeszcze raz powiem: dla mnie pan Falenta nie jest człowiekiem wiarygodnym.

Panie prezydencie, czy nie żałuje pan swojej wypowiedzi, że PiS wygrał w tych okręgach wyborczych, które nie płacą podatków?

To nie tak. Ja mówiłem i powtórzę dzisiaj to samo. PiS przegrał z Koalicją Europejską w tej kategorii wiekowej, która płaci w najwyższym stopniu podatki. Bo przegrał w kategorii wiekowej 29-49. To są właśnie ci ludzie najczęściej, którzy są w apogeum rozwoju zawodowego...

No ale chyba najmniej zarabiający płacą najwyższe podatki, biorąc pod uwagę, ile muszą oddać do budżetu państwa.

Nie, największą ilość podatków płacą ci, którzy są w apogeum rozwoju zawodowego, i to nie jest przypadek. I uważam, że opozycja jeśli chciałaby skutecznie walczyć z PiS-em, to powinna m.in. upomnieć się o tych ludzi, którzy z wielkim trudem dźwigają ciężar odpowiedzialności za własne życie, za własne rodziny i jeszcze płacą podatki do kasy państwowej. To nie są wcale ludzie tylko biznesu, to jest ogromna część administracji na przykład.

Czyli nie wycofuje się pan z tej wypowiedzi?

Jak można się wycofać z czegoś…?

Został pan skrytykowany, że to jednak nie najmądrzejsza wypowiedź, że to jest takie obraźliwe wobec wyborców po prostu.

Ale co jest obraźliwego w tym, że – jeszcze raz powiem – wyborcy w kategorii wiekowej 29-49 w przeważającej mierze głosowali na PO? A to są ci, którzy płacą podatki. Co w tym jest obraźliwego? Ja nie rozumiem.

No tak to było komentowane, że nie najlepiej, że w ten sposób osądza się wyborców, którzy zagłosowali na PiS, a przecież tak na dobrą sprawę piłka jest po stronie tych, którzy walczą o głosy wyborców, a tutaj można mieć jednak zastrzeżenia do Koalicji Europejskiej, że może nie popisała się w tych wyborach.

No właśnie, m.in. właśnie dlatego to mówię, przypominam Koalicji Europejskiej czy opozycji, że powinna walczyć o głosy tych, którzy ciężko pracują, płacą podatki i utrzymują własne rodziny na własnych plecach, i to jest kategoria wiekowa 29-49.

A czy pana zdaniem opozycja pójdzie szeroką ławą? To znaczy czy będzie to Koalicja Europejska plus Wiosna Biedronia?

Myślę, że nie.

Czyli jak to będzie się układać? Trzy bloki?

Dlatego że w sposób bardzo wyraźny pan prezes PSL-u, pan Kosiniak-Kamysz, powiedział, że nie wyobraża sobie wspólnego startu z Wiosną Biedronia, więc reszta koalicji jest w sytuacji takiej, w której trzeba dokonać wyboru: albo z PSL-em, albo z Wiosną.

Znaczy Biedroń to nie chce iść wspólnie z Koalicją Europejską.

No jak on jeszcze nie chce, jego nie chcą, no to jak ma się to skleić?

Ale PSL też taki oporny. No to w takim razie wejdzie do tej koalicji czy nie wejdzie?

Ja mogę powiedzieć, jakie są moje oczekiwania czy czego bym sobie życzył. Życzyłbym, aby PSL jako mocniejsza kotwica chadecko-konserwatywna w ramach Koalicji opozycyjnej właśnie z tą mocną rolą hamulca w niektórych kwestiach, które niewątpliwie koalicji jako całości nie służyły w czasie wyborów, aby była cząstką koalicji.

A jak pan oglądał tę radę krajową PO i Nowoczesnej, sobotnią radę krajową, to pan widział tam taką determinację, wolę zwycięstwa?

Wie pani, doceniam, że, aczkolwiek późno, to jednak następuje proces chyba, to też nie jest powiedziane do końca, ale chyba jednak zjednoczenia dwóch arcypodobnych środowisk politycznych, jeśli chodzi o ich profil wyboczy. Mam na myśli PO i Nowoczesną. Jak rozumiem, z trudem ustaliły te partie, że będzie wspólny klub parlamentarny. Trochę szkoda, bo gdyby było to parę miesięcy temu, to pewnie efekt polityczny też byłby większy. Ale mam nadzieję, że nawet taka polityka drobnych kroków prowadzi jednak w stronę jednoznacznego procesu zjednoczenia obu – tak jak już powiedziałem – bardzo podobnych środowisk. I to jest pozytywny kierunek. No i to, co jest może najważniejsze z punktu widzenia opozycji, to jest jednak wzmocnienie czy wola wzmocnienia koalicji opozycyjnej poprzez udział w niej także czynnika niepartyjnego, czyli obywatelsko-samorządowego. To jest coś niezwykle ważnego i coś nowego.

Mówi pan o samorządowcach, którzy będą chcieli np. wystartować do Senatu? 

Tak, będą chcieli...

Albo do Sejmu.

Albo różnie. W każdym razie jest to zaproszenie skuteczne, bo zostało przyjęte, zaproszenie czynnika niepartyjnego, tylko obywatelsko-samorządowego.

Niektórzy samorządowcy też są w partiach, więc to nie jest tak, że oni są tak zupełnie niepartyjni.

Chyba około 70% prezydentów wójtów i burmistrzów w skali kraju jest kompletnie poza partiami politycznymi i warto to docenić i uznać, i dostrzec. W związku z tym to jednak jest nowa jakość. Oczywiście każdy samorządowiec może swoje jakieś sympatie, ale absolutna większość z nich nie jest związana z żadną partią polityczną, czyli to jest nowa jakość, jeśli chodzi także o wybory, z którą ja wiążę bardzo poważne nadzieje.

To tyle w części radiowej, z nami jest Bronisław Komorowski, były prezydent. Cały czas jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

- Nie podoba mi się to. Jak ktoś przychodzi tutaj bo mu się płaci, to wyjdzie jak ktoś mu więcej zapłaci. Wierzę w fundament wspólnych wartości, a nie w fundament finansowy w takich sprawach jak sojusze polityczne. Na pewno trzeba się cieszyć ze zwiększanej stopniowo obecności amerykańskiej w Polsce, ale pamiętajmy że prezydent zapowiadał, że będzie to stała obecność i bazy amerykańskie. Zdaje się, że nie będą – tak były prezydent komentuje w internetowej części programu porozumienie zawarte między Polską i USA w sprawie finansowania kosztów amerykańskiej obecności wojskowej.

W czasie wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA podpisze on z prezydentem Stanów Zjednoczonych umowę zwiększającą zaangażowanie amerykańskich sił zbrojnych nad Wisłą. Z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika, że Polska przekaże jednorazowo mniej niż 2 mld USD na modernizację poligonów i infrastruktury wojskowej, z której będą korzystali Amerykanie. Później Polska będzie pokrywać koszty mediów wykorzystywanych przez Amerykanów (elektryczność, woda, ogrzewanie). To kilkadziesiąt milionów złotych rocznie.

- Decyzje amerykańskie następują cały czas od 2014 roku. Za moich czasów były początki. Stopniowo Amerykanie zwiększają swoją obecność. Bardzo nas to cieszy – przyznaje w Radiu ZET były prezydent.

- Pochwaliłby pan prezydenta Dudę? – pytała Beata Lubecka.

- Trzeba byłoby znać szczegóły. Myśmy starali się zawsze uzyskać od Amerykanów gwarancję ich obecności dając korzystne dla nich decyzje polityczne, ale nie płacąc, że tak powiem. Prezydent Duda zdaje się jest skłonny płacić – ocenia Bronisław Komorowski.

Zdaniem Bronisława Komorowskiego, prezydent Andrzej Duda powinien wyjaśnić po co tak dużo obiecywał w kwestii obecności wojsk amerykańskich w Polsce.

- Początek wiąże się m.in. z moim działaniami na rzecz właśnie takiego rozwiązania. Mnie cieszy każdy postęp. Natomiast nie warto chyba zanadto się podlizywać. Nie warto płacić za dużo – stwierdza gość Radia ZET. – Jeśli okazuje się, że zamówienia dla sprzętu lokujemy już tylko w USA nie dbając o polski przemysł, bo nie bierzemy offsetu, jeśli ten sam sprzęt kupujemy drożej niż inni – taniej kupili Rumuni – pytanie, czy to wszystko nie prowadzi do takiego działania, które mówi „byle Amerykanie byli”. Za jaką cenę? Czy na warunkach honorowych, czy mało godnych? To wszystko jest ważne – dodaje.

Bronisław Komorowski podkreśla, że obecność wojsk amerykańskich nad Wisłą to nie jest wyłącznie efekt sympatii do polskiego prezydenta.

- Amerykanie tu lądują, bo przynajmniej częściowo odczytują tu tak swój interes narodowy. Nie z sympatii do prezydenta Dudy. Jak jest interes, trzeba się troszkę targować – komentuje Komorowski.

Były prezydent skomentował też w trakcie programu „Gość Radia ZET” doniesienia „Dziennika Gazety Prawnej”. Gazeta napisała o oficerach służb PRL, którzy po przemianie ustrojowej budowali polski wywiad. Z jej informacji wynika, że rząd PiS przekazał Amerykanom materiały z czarów PRL. Miał to być „kompromat” na m.in. Henryka Jasika i Gromosława Czempińsskiego. Materiał na temat ich działalności miał być uzasadnieniem dla obniżenia emerytur poprzez „ustawę dezubekizacyjną”.

- Amerykanie byli zdziwieni – cytuje doniesienia Beata Lubecka.

- Ja też bym się na ich miejscu zdziwił, bo nie rozumiałbym o co chodzi. Być może to się wiąże z tym, o czym donosi dzisiejsza prasa. Że ujawniono zasoby archiwalne IPN, między innymi tych osób, które były agentami czy pracowały dla polskiego wywiadu w latach ’90 czy ’00, a miały przeszłość PRL-owską – mówi Bronisław Komorowski. – To, co zrobił PiS i Antoni Macierewicz, nie zrobili nawet bolszewicy, jak robili rewolucję. Przejęli wywiad carski w stu procentach i często jego aktywa służyły przez dziesięciolecia. Czasami ojciec przekazywał je synowi – dodaje.

- Robienie jajecznicy z polskiego wywiadu to najgłupsza część rewolucji, jaką można zrobić – stwierdza były prezydent.

- Miało chodzić o to, że te dokumenty miały być swoistym uzasadnieniem dlaczego obniża się emerytury takich osób, które służyły w wywiadzie PRL, a potem zostały zweryfikowane pozytywnie i służyły w tzw. wolnej Polsce – tłumaczy prowadząca program „Gość Radia ZET”.

- Dla mnie bez żadnych dowodów i dokumentów hańbą jest to, że te osoby, którym państwo polskie zaufało w 90. roku, przeszły weryfikację i pracowały dla różnych ekip politycznych, w tym także dla braci Kaczyńskich, pracowało w wywiadzie, w służbach specjalnych, że w ogóle zostali pozbawieni emerytury za czas pracy w wolnej Polsce. To już jest hańba nieprawdopodobna – ocenia Bronisław Komorowski. - Być może to ujawnienie wiąże się z tym, że panowie mają po prostu wyrzuty sumienia i próbują je zakrzyczeć. Wiedzą, że zrobili generalnie dramatyczne świństwo, zniszczyli wiarygodność polskiego wywiadu. No bo od tej pory nikt, albo mało kto będzie chciał ryzykować, że zmieni się władza i też ktoś mu emeryturę zabierze. Ubolewam nad tym, że coś takiego jak ujawnianie przez państwo polskie aktywów wywiadowczych komukolwiek jest możliwe – dodaje były prezydent.