Zamknij

Pediatra o szczepieniu dzieci 5-11: Zainteresowanie jest ogromne. Wypełnione grafiki

16.12.2021 06:00
dr Paweł Grzesiowski
fot. Tomasz Urbanek/DDTVN/East News

- W tej chwili mamy do 23.12 wypełnione wszystkie grafiki, jeśli chodzi o szczepienia dziecięce. Myślę, że to będzie ok. 200-250 dzieci – mówi Gość Radia ZET pediatra Paweł Grzesiowski, który rozpoczyna dziś szczepienie dzieci w wieku 5-11 lat.

Lekarz podkreśla, że zainteresowanie jest ogromne. - Wczoraj koleżanki z telefonu, który zbiera zgłoszenia już nie miały siły odpowiadać „bardzo przepraszamy, ale nie ma już wolnych miejsc” – dodaje dr Grzesiowski. Gość Radia ZET zaznacza, że „dotychczas nie było tylu dzieci w szpitalach w żadnej z fal”, więc bardzo ważne jest, by dziecko zaszczepić. Wylicza także, że są 4 powody, dla których szczepione są dzieci w wieku 5-11 lat. - Nowe warianty są bardziej groźne dla dzieci, niż wariant pierwotny. Delta i Omikron wywołują zachorowania objawowe, o czym świadczą zajęte łóżka na oddziałach pediatrycznych – mówi gość Beaty Lubeckiej. Drugi powód? - Dzieci cierpią na rozmaite powikłania pocovidowe, m.in. PIMS – zespół zapalny wielonarządowy, który bez tej choroby nie wystąpi – wyjaśnia lekarz. Jako trzeci powód podaje to, że „poprzez szczepienie dzieci powodujemy, że mniej wirusa krąży w populacji”.

- Jest jeszcze jeden powód, dla którego szczepimy dzieci: w organizmie dzieci wirus może mutować. Jako niezaszczepione słabiej zwalczają wirusa. Przez powszechne szczepienia ograniczamy ryzyko powstania nowego wariantu wirusa, który będzie bardziej niebezpieczny – tłumaczy pediatra. Dr Grzesiowski szacuje również, że w Polsce zaszczepi się ok. 60-70 proc. dzieci w tym wieku, ponieważ ich rodzice są zaszczepieni.

„Nie każdy lekarz chce badać dzieci. Nie każdy czuje się komfortowo”

Lekarz ubolewa nad tym, że nie ma zbyt wielu punktów szczepień dla dzieci. - Kwalifikować do szczepienia dziecięcego musi lekarz, więc odpadają punkty w aptekach, prowadzone przez pielęgniarki czy ratowników. To będzie pierwsze sito – mówi dr Paweł Grzesiowski. Drugie „sito”? - Nie każdy lekarz chce badać dzieci, nie każdy czuje się komfortowo. Do tej pory szczepił np. chirurg czy lekarz ratownik, ale niekoniecznie musi chcieć badać dzieci – tłumaczy pediatra.

Dr Grzesiowski: Powinny być wyznaczone punkty lub zmniejszone limity

Pytany przez Beatę Lubecką o małe miejscowości lub wsie, które mają nie zamawiać w ogóle szczepionek, ponieważ mają za mało chętnych, dr Paweł Grzesiowski komentuje, że „stosowanie górnego limitu liczby zamówionych szczepionek będzie stanowiło kolejne ograniczenie dostępności”. - Powinny być wyznaczone punkty i wtedy mieszkańcy danego regionu wiedzą, gdzie pojechać z dziećmi albo trzeba zmniejszać limity, żeby to było nawet 30-40 dawek – proponuje Gość Radia ZET. - W jednej fiolce mamy 10 dawek. 3 fiolki – 30 dawek. Nie rozumiem, dlaczego do niektórych punktów nie można dostarczyć 3 fiolek, tylko koniecznie trzeba dostarczyć 10 – dodaje dr Grzesiowski.

Pediatra uważa, że COVID-19 to choroba bardzo podstępna dla dzieci, więc szczepienie ich jest czymś oczywistym. Dodaje, że szczepionka jest przez dzieci świetnie tolerowana. - Mamy ponad 6 mln zaszczepionych dzieci na świecie. W USA i Izraelu ruszyły one wcześniej. Mamy już dane nt. tolerancji tej szczepionki, która jest znakomita. Nie ma zgłoszeń poważnych odczynów poszczepiennych – tłumaczy pediatra dr Paweł Grzesiowski.

- Są spóźnione, niedopracowane, pozorne. Nie działają – mówi w Radiu ZET dr Paweł Grzesiowski, pytany przez Beatę Lubecką o wprowadzone przez rząd nowe obostrzenia. Zmniejszone limity osób oraz zamknięte kluby i dyskoteki? Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19 uważa, że wprowadzanie tego teraz jest bez sensu. - W tej chwili w Polsce fala pandemiczna sama chyli się ku spadkowi. Sytuacja uspokaja się samoistnie. Wszystkie ograniczenia w tej chwili miałyby sens, jeśli byłyby nastawione na Omikron – ocenia Gość Radia ZET. Jego zdaniem nawet, gdyby okazało się, że mutacja Omikron jest 2 razy łagodniejsza, niż Delta, to „przez swoją zakaźność może wyrządzić więcej krzywdy”. - Ludzie będą się mniej bać, będą mniej się chronić i zachoruje więcej osób oraz więcej ludzi umrze – komentuje dr Paweł Grzesiowski.

Część lekarzy może stracić prawo do wykonywania zawodu za krytykę szczepień. Dr Grzesiowski: Nie może być lekarzem osoba, która źle życzy pacjentowi

- Mamy grupę medyków, naukowców, którzy idą pod prąd i krytykują szczepionki [przeciwko COVID-19 - red.], oskarżając je o mityczne działania niepożądane. Szkoda, że nie chcą zrozumieć, że bardzo szkodzą. Wiem, że część z tych osób spotka kara w postaci utraty możliwości wykonywania zawodu – mówi dr Paweł Grzesiowski w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19 dodaje, że „już takie wyroki są”. - Nie może być lekarzem osoba, która źle życzy pacjentowi – rozprzestrzenia fałszywe informacje, w wyniku których ktoś może odmówić szczepienia i umrzeć na covid – ocenia doktor.

Pytany przez słuchacza o to, jaki jest dowód na stwierdzenie, że osoby zaszczepione nie transmitują wirusa tak, jak niezaszczepione, ekspert wyjaśnia, że chodzi o początkową fazę zakażenia. - W początkowej fazie, kiedy wirus przykleja się do naszego nosa od środka, człowiek zaszczepiony czy niezaszczepiony ma sporą dawkę wirusa. W tej fazie jesteśmy zakaźni – czy szczepieni czy nie. Ale kiedy jesteśmy zaszczepieni, to po kilkunastu godzinach nasze komórki odpornościowe napływają do miejsca zakażenia i zaczynają niszczyć wirusa – tłumaczy Gość Radia ZET. Dodaje, że w tym momencie przestajemy zakażać na takim poziomie, jak osoba, która nie jest zaszczepiona.

Dr Grzesiowski: Może umrzeć kilka milionów Polaków powyżej 50 r.ż. , jeśli nie będziemy aktywnie walczyć z wirusem i szczepić

- Co nas czeka za 2-3 lata, jeśli nie będziemy szczepić i nie będziemy walczyć aktywnie z wirusem? Może umrzeć kilka milionów Polaków powyżej 50 roku życia – mówi ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19 w internetowej części „Gościa Radia ZET”. Dr Paweł Grzesiowski tłumaczy, że „gdybyśmy policzyli rzeczywistą liczbę zgonów, to pamiętajmy, że w Polsce zmarło już 180 tys. ludzi i głównie po 50 roku życia”. - Mamy już prawie 200 tys. osób, które zmarły, a tak naprawdę dopiero 3 fale przeszły – komentuje lekarz. Dr Grzesiowski obawia się, że jeśli chodzi o dzienną liczbę zgonów – nie będzie lepiej w ciągu najbliższych dni, a być może nawet i 2 tygodni. - W szpitalach jest ponad 25 tys. osób, pod respiratorami ponad 2 tys. osób. 80 proc. tych, którzy są pod respiratorami będzie miało negatywne zakończenie tej walki – mówi Gość Radia ZET.

„Tragiczna pomyłka rządu, która kosztowała Polaków 50-60 tys. zgonów”

Strategia rządu dot. walki z pandemią? - Przyjęto całkowicie błędną strategię, całkowicie zaprzeczającą wcześniejszej strategii ministra Szumowskiego – powstrzymywanie wirusa poprzez działania organizacyjne, niefarmakologiczne, ograniczenia mobilności. To się nie wydarzyło – ocenia lekarz. Jego zdaniem jest to „tragiczna pomyłka rządu, która kosztowała Polaków kolejne 50-60 tys. zgonów w ciągu ostatnich 2 miesięcy”. - Rząd konsekwentnie realizował kierunek, że nie będzie przeciwdziałał szerzeniu się wirusa – uważa dr Grzesiowski.

Szkoły? - Należałoby w bardzo szybkim tempie, a właściwie od jutra zastanowić się, co robimy. Jak pokazała fala obecna, czego nikt nie chce oficjalnie przyznać, to szkoły były głównym mechanizmem przenoszenia wirusa – komentuje pediatra. - Nieprzygotowanie rozpoczęcia edukacji od 9. stycznia będzie oznaczało powtórkę. W ciągu 2 tygodni nie zaszczepimy wszystkich dzieci, a poza tym dopiero za 5 tyg. dzieci nabiorą odporności – dodaje. Jego zdaniem rozwiązaniem jest: „albo nauka hybrydowa, albo bardzo szybko muszą być przeprowadzone w szkołach zmiany dostosowawcze”. Jakie? - Np. inwestycja w systemy oczyszczające powietrze. Nie da się zabić wirusa dobrym słowem – mówi dr Grzesiowski. Dodaje, że można również zainwestować w maseczki szkołach, oraz zmniejszyć liczbę dzieci w grupie.

Pytany przez słuchacza o to, dlaczego w dobowych statystykach blisko 30 proc. zgonów to ludzie zaszczepieni, lekarz wyjaśnia, że tempo szczepień III dawką jest zbyt niskie. - Średnia wieku sięga prawie 80 lat. To osoby 75+, które mają zbyt słabą odpowiedź po drugim szczepieniu, a otrzymały tylko II dawki. Zgony po 3 dawkach praktycznie się nie zdarzają – tłumaczy dr Grzesiowski. Dodaje, że spośród krajów europejskich Polska jest na 1. miejscu jeśli chodzi o liczbę zgonów w średnich tygodniowych.

Gość Radia ZET zdradza również, że brakuje leków na COVID-19 w Agencji Rezerw Materiałowych. - Nie ma leku w jedynym miejscu, gdzie powinien być. W moim szpitalu próbowaliśmy wczoraj zamówić i się nie da. Nie wiem, czemu ich nie ma – mówi gość Beaty Lubeckiej.

"Brakuje po stronie władz fachowców..."

- Brakuje po stronie władz fachowców od zarządzania walką z pandemią. Od lipca nastąpił rozdźwięk pomiędzy Radą Medyczną, a rządem. Nawet to ostatnie miejsce, gdzie były generowane wskazówki medyczne zostało zlikwidowane – ocenia Gość Radia ZET.

 

RADIOZET/MA

C