Rzeczniczka WWF Polska: Jesteśmy na drodze do globalnej katastrofy klimatycznej

12.01.2020 08:00
Katarzyna Karpa-Świderek
fot. Radio ZET

- To gorzka lekcja dla całego świata. Jesteśmy na drodze do globalnej katastrofy klimatycznej. W Polsce też już widać zmiany klimatu - mówi w Radiu ZET Katarzyna Karpa-Świderek. Rzeczniczka WWF Polska podkreśla, że choć nie są one jeszcze odczuwalne tak bardzo, to już powinniśmy działać. Niedzielny Gość Radia ZET zauważa, że susza nie zdarzała się w Polsce co roku i nie z taką intensywnością jak teraz. Zdaniem Katarzyny Karpy-Świderek nie tylko susze będą coraz częstsze. Nasilać się będą również takie zjawiska jak w Rytlu latem 2017 roku, kiedy nawałnica powaliła na Pomorzu tysiące drzew. 

Łukasz Konarski: Gościem Radia ZET jest Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka WWF Polska. Dzień dobry.

Katarzyna Karpa-Świderek: Dzień dobry, witam o poranku. Mam nadzieję, że państwo już po pierwszej kawie.

Na pewno, nie jednej.

Czyli nie włączą się w naszą rozmowę.

W Australii spłonęło 11 mln ha buszu. Żeby to tak bardziej zobrazować, to tak, jakby spłonęły wszystkie lasy w Polsce albo obszar wielkości Słowacji. Czy słowo katastrofa tu jest właściwe?

Innego nie mamy na ten moment. Tutaj się dzieje już katastrofa, która jest spowodowana wieloma czynnikami, a napędzana zmianą klimatu, i niestety Australia powinna być taką gorzką lekcją dla całego świata, że jesteśmy na drodze do katastrofy klimatycznej globalnej i musimy bardzo szybko powziąć środki, które nas z tej ścieżki sprowadzą na bok, znaczy znajdą jakąś alternatywę albo po prostu tak spowolnią to nasze kroczenie ku tej globalnej katastrofie, że będziemy w stanie jeszcze jakoś nadrobić technologiami i w jakiś sposób jej uciec. To jest ekstremalnie niebezpieczne, to, co obserwujemy w Australii, a poza tym tak dogłębnie smutne, jak myślimy sobie o tym ponad miliardzie zwierząt i to są tylko trzy rodziny, które zostały policzone, czyli gady, ptaki i ssaki. Nie policzono bezkręgowców, nie policzono np. płazów, więc tych zwierząt tak naprawdę spłonęło jeszcze więcej. I jeszcze pomyślmy o tym, może to nie do końca na niedzielę, ale pomyślmy sobie o tym, w jaki sposób te zwierzęta zmarły – po prostu zginęły w pożarze.

Czego wynikiem są te pożary? 

Znaczy to jest wynik wielu rzeczy. Po pierwsze Australia płonie od tysięcy lat. Te pożary się powtarzają i Australia sobie z tym radzi. Ale po raz pierwszy… Znaczy może nie po raz pierwszy, ale to jest ten rok, kiedy mamy do czynienia z tak nasilonymi pożarami, co z kolei jest spowodowane tym, że Australia ma do czynienia, teraz jest w Australii trzyletnia susza i mamy też bezprecedensowo wysokie temperatury. Czyli jak sprawdziliśmy w takiej dekadzie do 1999 roku, tam przez 20 lat, to ta średnia temperatura była wtedy niższa niż teraz o 1,5 stopnia. No i oprócz tego mamy jeszcze w skali roku wyjątkowo rekordowe temperatury. Więc tu się nakładają te czynniki pogodowe, czyli to, co dzieje się tu i teraz, czyli to jest ta pogoda, a z drugiej strony nakładają się na to czynniki klimatyczne, czyli to, że przez wiele lat ten klimat się zmieniał, gleba się coraz bardziej osuszała, a oprócz tego jeszcze człowiek dogadał jeszcze swoje cegiełki, oprócz tego, że dokładał do klimatu, to jeszcze w postaci bardzo intensywnego wylesiania. Bo nie wiem, czy państwo wiedzą, ale Australia jest jednym z 11 krajów, który znajduje się na tzw. liście Hot Spot, czyli takiej liście, gdzie wylesianie ma najbardziej intensywną formę, i jest jedynym krajem wysoko rozwiniętym, który się tam znajduje. To jest badanie Living Planet Report z 2018 roku WWF, który pokazuje, gdzie są największe problemy z wylesianiem, i myślę, że większość Polaków, jakby tak na ulicy zapytać, gdzie to wylesianie jest najbardziej intensywne, katastrofalne, to wskaże np. Borneo, bo słyszy o orangutanach, wskażą np. Afrykę zachodnią. To zależy, kto jaką ma wiedzę. Niektórzy patrząc na Puszczę Białowieską, wskażą Polskę, chociaż my nie mamy aż takiego problemu z wylesianiem, my po prostu mamy problem z utrzymaniem tych najcenniejszych ekosystemów bez wycinki. Natomiast Australię mało kto wskaże, a Australia ma gigantyczny problem, bo co roku wylesia 500 tys. hektarów lasu. I do tego jeszcze dochodzą pożary. Czyli złóżmy sobie to w całość – gdzie te zwierzęta mają funkcjonować?

No tak, ale niektórzy mówią, że te pożary w Australii to jest takie naturalne zjawisko, nawet możliwy jest samozapłon, jeśli chodzi o olejki eteryczne wydzielane przez eukaliptusowce. Podobno jest to możliwe.

Eukaliptusowce są też przystosowane do tego, żeby przetrwać pożary, natomiast to jest wszystko kwestia ilości. Tak jak każdy z nas jest w stanie, nie wiem, wypić jakąś ilość alkoholu i spokojnie jego organizm to zmetabolizuje, to jeżeli wypije za dużo, to umrze, i tak samo jest… No może ten przykład nie jest do końca trafiony, natomiast jeśli chodzi o eukaliptusy, jest tak samo – one są w stanie przetrwać pożary, ale nie są w stanie przetrwać takich pożarów, które trwają tak długo, które są tak intensywne, no i które powtarzają się tak często.

A jak można tłumaczyć to ludziom, którzy np. mówią, że pożary nie mają wiele wspólnego ze zmianą klimatu?

To jest tak, że ta zmiana klimatu nie następuje nagle, tylko ona następuje powolnie, a potem trochę jak z masą krytyczną, że masa krytyczna buduje się powoli, ale potem efekty są rewolucyjne. I tak samo jest z klimatem: ta zmiana następowała powoli, ta temperatura rosła, natomiast jak już mamy do czynienia z takim wzrostem temperatury globalnie, to gdzieś te klęski zaczynają się pojawiać w takiej większej skali. I raporty naukowców już 20 lat temu mówiły, że efekty zmiany klimatu najpierw będzie widać w pewnych miejscach na ziemi. I wśród tych miejsc była wymieniona Australia. I niestety jest tak, że dokładnie to, co naukowcy 20 lat temu przewidzieli, mówiąc: „Słuchajcie, za 20 lat będzie tam gigantyczny problem, działajcie już teraz”, nikt nie działał i ich nie słuchał, i to się właśnie teraz zaczyna materializować. To się mniej materializuje w krajach w naszej strefie geograficznej, takich krajach jak Polska, więc my w mniejszym stopniu czujemy się poruszeni i zobligowani do tego, żeby działać.

Zdjęcia takich koali jednak chyba kogoś tam ruszają.

Tak, ale to ciągle jest u kogoś, gdzieś daleko, natomiast u nas też już zmianę klimatu możemy policzyć, bo kosztuje nas rocznie 9 mld złotych i te straty będą rosły. To są straty z uwagi na ekstremalne pogodowe zjawiska, przede wszystkim suszę, która kiedyś była u nas rzadziej, chociaż też się oczywiście zdarzała. To tak samo ktoś może powiedzieć: „Susza była zawsze”. Była zawsze, ale nie zdarzała się co roku, nie zdarzała się z taką intensywnością.

Zobacz także

No bo rozumiem, możemy powiedzieć chyba, że Australia jako pierwsza płaci cenę zmian klimatu?

Nie wiem, czy jako pierwsza. Popatrzmy na Afrykę Subsaharyjską. Tam tak naprawdę te braki wody i bardzo wysokie temperatury już dużo wcześniej dawały się ludziom we znaki i mamy też przecież do czynienia z uchodźstwem klimatycznym.

To znaczy?

No z tym, że ludzie muszą opuszczać swoje domy, bo nie da się tam żyć, nie ma tam wody, nie da się tam po prostu wytwarzać żywności i muszą próbować znaleźć jakieś inne miejsce do życia, a jak się miliony ludzi przemieszczają z jednego miejsca do drugiego, to nie jest tak, że ci, którzy są w tym drugim miejscu, czują z tego powodu wielką radość, tylko czują się zagrożeni z tego powodu, że z kolei im jedzenie i zasoby zostaną zjedzone, i z tego rodzą się różne konflikty, ekstremizmy, powstają organizacje terrorystyczne i rozlewa się generalnie chaos na świecie. Natomiast zawsze cierpią najbardziej ci, którzy jako pierwsi są tymi ofiarami, bo musieli z tego swojego domu uciekać. Więc generalnie zmiana klimatu dotyka wielu ludzi. My bardziej się solidaryzujemy z Australijczykami niż np. z Syryjczykami czy z mieszkańcami Afryki Subsaharyjskiej, ale to nie znaczy, że oni nie cierpią, bo też cierpią, i to od wielu lat, i to, że ktoś jest w stanie wsiąść na jakąś chybotliwą łódź i próbować przedostać się przez Morze Śródziemne razem ze swoimi dziećmi, narażając swoje życie, to nie jest jego fanaberia, tylko on po prostu ucieka przed pewną śmiercią w coś, co może być śmiercią. Więc też pomyślmy o tym, bo ja mam taki osobisty też zgrzyt, kiedy słyszę, że tylko Australijczycy są ofiarami zmiany klimatu. Tak naprawdę te ofiary, one są po prostu może cichsze, może mniej z nimi się solidaryzujemy, a bardziej z ludźmi, których uważamy za ludzi z naszego, powiedzmy, kręgu kulturowego, natomiast cierpi dużo więcej osób.

Patrząc na te zmiany klimatyczne, można powiedzieć, że australijski rząd chyba trochę to przespał albo zignorował po prostu wprost, bo tutaj ten raport był, który przewidywał, że w 2020 roku będzie więcej pożarów, będą znacznie większe, trudniejsze do opanowania, i np. wicepremier Australii stwierdził, że te pożary są od niepamiętnych czasów, a podkreślanie roli globalnego ocieplenia czy zmian klimatycznych to są brednie ekooszołomów.

No właśnie, i teraz okazuje się, że ekooszołomi mają rację, a premier ma…

Protesty.

...protesty i jakiś wielki znak zapytania, co z tym dalej zrobić, no i tak naprawdę dalej nie wiemy, w jaki sposób Australia będzie prowadzić swoją politykę klimatyczną i jak będzie obniżać emisję do 2030 roku, bo też jest do tego zobowiązana, a na razie można powiedzieć, że raczej uprawia taką klimatyczną księgowość, czyli w taki sposób dobiera wskaźniki – zresztą Polska też jest w tym dobra – żeby pokazywać, że emisje spadają, mimo tego, że rosną, bo np. pokazuje jakiś... Ekonomiczny efekt bazy – wybierasz sobie taki rok, do którego jest dobrze porównać, bo w stosunku do tego roku coś się wydarzyło tak, jak chcesz, pokazujesz, że coś robisz, natomiast generalnie to się nic nie zmienia. Czyli wybieramy rok, kiedy było największe bezrobocie, teraz też mamy duże – nie mówię o obecnej sytuacji, ale powiedzmy, używając tego przykładu – ale mówimy: „No nie jest wcale duże, no bo wtedy było jeszcze większe” albo np. kiedyś ludzie jeszcze mieli większy problem z pozyskaniem czegoś, no więc teraz jest dobrze. Ale zafałszowujemy to, że generalnie jest źle. I Australia jest jednym z największych emitentów gazów cieplarnianych na głowę, czyli per capita, jak to się mówi w ekonomii, bo pamiętajmy, że to jest stosunkowo mało ludny kraj. To jest cały kontynent i to ogromny kraj, ale mało ludny, więc oni w skali świata emitują tyle mniej więcej co Polska, czyli ok. 1% światowych emisji, natomiast na głowę – ich jest mniej niż nas – produkują dużo więcej niż my, a my też produkujemy dużo. Czyli są takimi trucicielami na skalę światową, patrząc na każdego człowieka z osobna, licząc emisję na jego głowę, no i są jednym z trzech największych eksporterów węgla, a to właśnie węgiel jako paliwo kopalne jest jednym z winowajców tego, co widzimy w klimacie.

Powstała taka akcja „Shopping for Australia”. To jest przelewanie kwot z ostatnich zakupów na rzecz różnych fundacji. Co pani na to?

No… Po prostu myślę, że „Give Australia” byłoby lepsze niż „Shopping for Australia”. Chyba że, jak rozumiem, ktoś potrzebuje takiego uzasadnienia tego, żeby komuś przekazać, czyli musi sobie powiedzieć – tak rozumiem to, że musi sobie powiedzieć: „Skoro jestem w stanie wydać 600 zł na rzeczy, które nie są mi superpotrzebne, to jestem w stanie też wydać 600 zł na pomoc komuś i to wtedy jakby się czuję z tym lepiej”.

Znaczy lepiej wydać 1200 zł po prostu na pomoc?

Ale na pewno nie napędzać konsumpcji, no bo jeżeli gdzieś kładziemy na szali te przyczyny zmiany klimatu, no tę jedną, która jest takim parasolem nad wszystkim, to jest konsumpcja, czyli my po prostu, mieszkańcy krajów wysoko rozwiniętych, konsumujemy zdecydowanie za dużo, więc konsumowanie więcej, żeby dać komuś, kto cierpi z tego powodu, że świat konsumuje za dużo… No nie wiem. Nie kupuję „for Australia”.

Czy Polska może zapłonąć jak Australia?

Zapłonąć pewnie mniej w takim jakimś w miarę bliskim horyzoncie, natomiast susza to jest coś, co będzie się zdarzało i będziemy mieli do czynienia z coraz większym terytorium, na którym będziemy mieli po prostu braki wody i to będziemy czuć. Po drugie takie zjawiska, jak widzieliśmy w Rytlu w 2017 roku, czyli taką trąbę powietrzną, właściwie można powiedzieć, no to też będzie coś, co będzie się nasilać. Do tego pamiętajmy, że będziemy mieli do czynienia z takimi zjawiskami, że tych opadów będzie w Polsce tyle, co było, tylko ich rozłożenie się zmieni, czyli zapomnimy o takich deszczykach, a raczej będziemy mieli okres suszy, a potem gigantyczną ulewę, okres suszy, gigantyczną ulewę. A jeżeli do tego dołożymy to, że zamiast przywracać naturalne tereny, które retencjonują wodę, ciągle mamy idiotyczne plany prostowania, betonowania koryt rzecznych, no to te problemy z powodziami będą z kolei czymś, co się będzie nasilać. Ja bym powiedziała tak: że my jesteśmy być może tak jak ta Australia 20 lat temu. Mamy już wszystko na stole, wszystko już wiemy. I teraz od nas zależy, czy my się z ta naszą przyszłością przywitamy, uznamy, że to jest nasza przyszłość, jeżeli nic nie zmienimy, i zaczniemy coś zmieniać, czy będziemy czekać, a potem mieć pretensje do świata, że coś się złego dzieje.

No bo u nas też wybuchają pożary. To jest blisko 9 200 pożarów lasu, to jest najwięcej w UE, po Hiszpanii i Portugalii, i to też jest więcej niż rok wcześniej o jedną czwartą. Te pożary są szybko wykrywane i nie są takie duże, nie mają takich rozmiarów, ale są. Jest sucho w tych lasach i płoną.

Jest sucho i to też widzieliśmy w Puszczy Białowieskiej, jak mamy tę gradację kornika drukarza, czyli drzewa, które są atakowane przez kornika intensywnie i one obumierają, no to też wynika z tego, że one są w złej kondycji, dlatego że są gatunkami, które już źle się czują w tak suchym otoczeniu i w tak ciepłym otoczeniu, czyli zmienia się też zasięg występowania określonych gatunków drzew. Właściwie coraz częściej będziemy musieli myśleć o tym, żeby robić nasadzenia takie jak w krajach śródziemnomorskich niż te, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu nam towarzyszyły i były według nas naturalne dla naszych lasów. A w momencie, kiedy drzewo jest osłabione, no to wiadomo, że też ta opcja pożaru czy ta groźba pożaru staje się bardziej realna.

No bo to, że nam pogoda troszkę wariuje, to już możemy powiedzieć dzisiaj. Połowa stycznia, w Warszawie 4 stopnie, jutro 6, ma być nawet do 10 w tym tygodniu. No i co, teraz będą gorące lata i dziwne zimy z deszczem?

Już są od jakiegoś czasu, ale ta zima jest wyjątkowa. Ja jestem z Polic, ze Szczecina, i jak przeprowadziłam się do Warszawy ponad 10 lat temu, to byłam zachwycona tutaj tymi zimami. Pewnie jak państwo są z Warszawy, to mówią: „I tak już wtedy te zimy nie były takie białe”, ale dla mnie to było coś fantastycznego, dla mnie to był wręcz kontynentalny klimat, bo tutaj rzeczywiście ten śnieg padał, a w moich rejonach było ciężko o ten śnieg zawsze, od kiedy żyję na tym świecie, natomiast teraz mam wrażenie, że to się wyrównało. Ludzie ze Szczecina nie muszą zazdrościć warszawiakom zimy, bo tu jej po prostu też nie ma.

Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka WWF Polska, a zaraz zapytam o to, kiedy zaczną się kłopoty z wyżywieniem planety. Ciąg dalszy na Facebooku Radia ZET.