Adam Hofman: PiS ma trudno, bo nie ma wroga; problemem tej kadencji będzie nuda

08.11.2019 08:02

Adam Hofman ocenia w programie „Gość Radia ZET”, że nadchodząca kadencja może być dla Prawa i Sprawiedliwości trudna i nudna, a trzecia kadencja nie jest tak oczywista. – Trzeba zrobić zmiany konieczne, bo Polska ich po prostu potrzebuje, i trzeba zrobić zmiany, rzeczy, dzięki którym się wygra wybory. Wróg by się przydał, a nie ma. Tusk zrejterował i co? Nie ma wroga! – zauważa były rzecznik PiS w rozmowie z Joanną Komolką.

Joanna Komolka: Adam Hofman, były rzecznik PiS-u.

Adam Hofman: Tak, to ja.

Tak, to pan. W zupełnie innym outficie, jeśli można tak powiedzieć. Trochę się nie dobraliśmy. Ja w marynarce, pan luźniej nieco, bo już może pan być luźniej.

Piątek.

A, piątek. To już teraz na poważnie. Mateusz Morawiecki pana zdaniem już powinien przygotowywać swoje expose, czyli to najważniejsze wystąpienie, w którym będzie musiał powiedzieć coś więcej, niż PiS mówił w kampanii?

Zapewne tak, ale ma problem ogólny, i nie on, cały obóz, bo mamy kadencję numer dwa, gdzie mamy władzę absolutną… Znaczy „absolutną” złe słowo. Mamy samodzielnie władzę, a w pierwszej kadencji daliśmy dużo, no bo dlatego wygraliśmy wybory. Naprawdę daliśmy dużo. Mieliśmy dobrą sytuację budżetową, gospodarczą. Sami na nią zasłużyliśmy, no ale daliśmy ludziom wprost pieniądze. W drugiej kadencji nie damy już więcej, no bo więcej już nie ma z czego. A takie oczekiwanie jest. Skoro w pierwszej było dobrze, w drugiej ma być przynajmniej tak samo dobrze albo lepiej. No i teraz jak wygrać następne wybory? Co zrobić przez te cztery lata? Nawet jeśli…

Co będzie musiał powiedzieć Mateusz Morawiecki…?

No bo co by trzeba było zrobić, żeby w Polsce było lepiej? Podciągnąć tabory, instytucje, np. edukacja, rzeczy, których nie da się zrobić tak z…

Służba zdrowia?

Tak, służba zdrowia. Tylko że tym się wyborów nie wygra. To oczywiście jest potrzebne naszym dzieciom. Bo w Polsce dużo rzeczy zmieniło się bardzo, a część rzeczy nie zmieniła się w ogóle. No ale tym się wyborów nie wygra, więc trzeba zrobić zmiany konieczne, bo Polska ich po prostu potrzebuje, i trzeba zrobić zmiany, rzeczy, dzięki którym się wygra wybory. Wróg by się przydał, no, a nie ma. Tusk zrejterował i co? Nie ma wroga!

Mówi pan, że to jest duży kłopot dla PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego?

Bardzo duży jest problem, że jednak nie ma kogoś, kto byłby uznany w opinii publicznej za kogoś, kto przeszkadza. Orban ma swojego Sorosa...

Czyli co, najbardziej niezadowolony z Donalda Tuska rozumiem, że jest Jarosław Kaczyński?

Ja nie wiem, jak jest. Ja mówię tak, jak ja to widzę. Jak ja bym był na miejscu Andrzeja Dudy, tobym był niezadowolony, bo Donald Tusk byłby świetnym kontrkandydatem, żeby zmobilizować mój elektorat. Problemem tej kadencji będzie nuda, to znaczy także problemem Andrzeja Dudy będzie nuda, no bo jeśli Andrzej Duda równa się nuda, no to nie ma możliwości zmobilizowania elektoratu.

A widzi pan jakiegoś kontrkandydata bądź kontrkandydatkę, który byłby w stanie tę nudę trochę ożywić?

Pytanie jest raczej takie, kto mógłby wygrać te wybory po stronie opozycji. Zostawmy teraz PiS. Po drugiej stronie dzieje się dużo ciekawych rzeczy, bardzo ciekawych, bo ta opozycja się kształtuje, nabiera jakiegoś wyrazu na najbliższe lata.

Zupełnie w innej konfiguracji.

No w ogóle w Sejmie z punktu widzenia dziennikarzy zrobiło się ciekawiej. Mamy Razem, mamy Konfederację, mamy trochę nowych posłów, którzy na początku będą mówić normalnym, ludzkim językiem, zanim nie wejdą w tryby socjalizacji maszyny politycznej, więc będzie kilka miesięcy... to w ogóle też dla PiS-u dobry okres, bo jest spokój. Dziennikarze zajmą się czymś innym, takim trochę sejmowym zoo.

Opozycją.

No sejmowym zoo generalnie. Ale jak już wróci normalność, to trzeba myśleć, co dalej. No i teraz, kto z opozycji mógłby coś w tych wyborach zrobić?

Pan nie obstawia, żeby to była Małgorzata Kidawa-Błońska?

Nie, ja w ogóle się dziwię, że mechanizm, który Platformie dał dużo, zwycięstwo, czyli prawybory, nie został już uruchomiony, bo pewnie powinien. Są tylko dwie ciekawe osoby tam. Z jednej strony Kidawa-Błońska, która jest po prostu kobietą, a jest presja na kobiety w polskiej polityce i w ogóle w Polsce dzieje się to, co się wydarzyło już na świecie. Czyli kobiety odzyskują należne im miejsce, i to widać, i w Polsce to się stanie.

I kto jeszcze?

I Rafał Trzaskowski, który jest młodym politykiem, ale trochę zaprzeczeniem Andrzeja Dudy, to znaczy jak Andrzej duda jest w tym narodowym, konserwatywnym micie silny, odwołuje się do romantyzmu, to Rafał Trzaskowski pewnie gdyby zaczął się odwoływać do tego, co jego, czyli do pozytywizmu, to miałby szansę powalczyć, i to byłyby ciekawe prawybory, i ciekawe wybory.

A gdyby się okazało, że PO, bo chyba tak będzie, że nie będzie jednak żadnych prawyborów na opozycji, PO wystawi swojego kandydata i wystawi na Rafała Trzaskowskiego, to pana zdaniem ma on większe szanse z Andrzejem Dudą?

Na pewno będą to wtedy wybory ciekawe, ale dla Andrzeja Dudy najważniejsze i dla PiS-u będzie, jak zmobilizować po raz kolejny swoich wyborców w kilka miesięcy po wyborach, w których udało się to zrobić, jakie znaleźć do nich klucze. No bo najgorsze jest to, że część z nich, niewielka część, zostanie w domu i to może zdecydować.

A pana zdaniem szansą na to byłoby stworzenie jakiegoś takiego nowego rządu, który byłby czymś zupełnie nowym? Czy tutaj nie ma szans? Pan się raczej spodziewa tego, że to będzie...

Do wyborów prezydenckich nie sądzę, będzie to raczej...

Kosmetyka?

To nie zachwyca, to, co się dzieje tam. Oczywiście wiadomo, a tu pokroimy, jedno ministerstwo damy troszkę tu, troszkę tam, czy trochę tu, trochę tam… Rząd będzie bardzo podobny do tego, który wygrał wybory, to jest naturalne. A po wyborach prezydenckich zobaczymy, jaki będzie ich wynik.

A pan sądzi, że gdyby się okazało, że Andrzej Duda przegrywa, to tutaj mogą być bardzo poważne ruchy ze strony PiS-u?

Też od wyniku zależy. No to będzie na pewno znowu nowe otwarcie w polskiej polityce. Mamy wybory, które na pewien czas uspokoją scenę, to znaczy za chwilę nie będzie znów kolejnych…

Przez parę lat.

W związku z tym… w polityce wszystko jest możliwe… wtedy wszystko znów będzie możliwe. A na razie – nie zmienia się zwycięskiej ekipy.

A pana zdaniem Jacek Sasin, wicepremier, z dość dużymi kompetencjami, jak się mówi, Ministerstwo Skarbu, ale też zasobów narodowych, nadzór nad spółkami Skarbu Państwa – to jest taki ruch Jarosława Kaczyńskiego, żeby mieć swojego człowieka koło siebie, na tym najważniejszym stanowisku czy nie?

Jacek Sasin jest politykiem doświadczonym i zaufanym, więc dlaczego ma tego nie robić? Ale druga rzecz, chyba bardziej istotna, że reforma tego majątku narodowego chyba utknęła wpół drogi. To znaczy zlikwidowano – zrobił to minister Dawid Jackiewicz – zlikwidowano Ministerstwo Skarbu, to było w programie PiS-u. Ale nie powołano, nie zrobiono drugiego kroku, czyli nie powołano holdingu, czyli coś, co miało ułatwić zarządzanie majątkiem Skarbu.

Nie powstało.

Nie powstało, znaczy nie powstał ten holding, tylko spółki zostały oddane ministerstwom, co spowodowało bezkrólewie, chaos, walki frakcyjne, niemożność zarządzania majątkiem Skarbu Państwa. A przecież spółki to coś więcej niż tylko maszynki do zarabiania pieniędzy. One mają obowiązki także wobec państwa, wobec Polski, w różnych obszarach. No więc trzeba było albo w tę, albo w tę. Uznano, że lepiej zawrócić, i to jest lepsze rozwiązanie niż utknąć wpół drogi.

A myśli pan, że te walki w Zjednoczonej Prawicy są bardzo mocne między Jarosławem Gowinem a Zbigniewem Ziobrą i, jak rozumiem, Mateuszem Morawieckim, Jarosławem Kaczyńskim? To chyba widać...

To jasne, że konflikt wewnętrzny jest zawsze, ale poziom konfliktu wewnętrznego pod koniec tamtej kadencji osiągnął apogeum i ja myślę, że to już było gołym okiem widać. Każdy tam przyjmuje inne strategie, bo jak teraz zaobserwowałem, to Jarosław Gowin przyjął strategię: „Jak oni się biją, bo ja jestem ten grzeczny”. Taki prymus w klasie.

„I może więcej skorzystam”.

I może wtedy pani doceni, że ja jestem ten grzeczny. W polityce to tak nie działa, nigdy się tych grzecznych nie docenia. W klasie zresztą to też tak nie działa, zawsze zwraca się uwagę na tych łobuzów, a nie na tych grzecznych.

Pana zdaniem Jarosław Kaczyński był zły po wyniku tych wyborów?

Było to po nim widać, że wyszedł… Znaczy był niezadowolony i w tym znaczeniu zły, że… Był wkurzony, tak mówiąc językiem potocznym.

Zdenerwowany.

Wkurzony, właśnie nie tyle zdenerwowany, co tak… Ale dlaczego? Dlatego że miał swoje cele. Oczywiście to jest tak, że w czasie kampanii zaczyna się wierzyć, że jest więcej. Moim zdaniem to było niemożliwe, ale myślał o tej większości, która daje może nie większość konstytucyjną, ale więcej posłów. Ale drugi był taki: nie wpuścić z prawej strony konkurencji, trzeci: nie doprowadzić do zwiększenia tych frakcji w ramach partii. No to ten cel dwa i trzy nie został zrealizowany, to co się miał nie denerwować? Jest liderem, który myśli już o następnych wyborach, a nie o tych.

Jaka będzie to kadencja dla Jarosława Kaczyńskiego, o tym porozmawiamy na RadioZET.pl, zapraszam.